fbpx

Ciekawie się zaczął pierwszy polityczny dzień po Nowym Roku, tylko najwyraźniej mało kto zauważył wydarzenia, które jeszcze pół roku byłyby hitem. Zanim opowiem o przeoczanych wydarzeniach poświecę parę słów epokowej premierze. Oto prawica od dwóch dni dyskutuje o „Koronie Królów”, takim serialu nisko budżetowym, najkrócej mówiąc kostiumowy „Ojciec Mateusz”. Serial jak serial, klasyka w swoim gatunków, nie wybuchają imitacje warowni, warte 1,5 miliona złotych, nie ma scen bitewnych i 1200 zbrojnych na rumakach, ale za to pokazała się goła baba. No i tak nie może być, bo przecież nie taka: „scenografia, charakteryzacja, konstrukcja dialogów i prawda historyczna”.

Potworzyły się na portalach społecznościowych grupy recenzenckie i dwa dni debatują nad czymś, co z natury rzeczy nie może być inne. Nie może w serialu histerycznym na potrzeby popołudniowej ramówki być doktoratu z Władysława Łokietka. Jak również żaden producent na całym świecie nie pokaże zawszawionego i obrobionego po łokcie monarchy, czy rycerza, bo w średniowieczu śmierdziało. I nie będą postaci w takich produkcjach rozmawiać staropolszczyzną, która „recenzentom” myli się ze stylizacją Sienkiewicza, a autentyczną staropolszczyznę jest w stanie zrozumieć 10 profesorów językoznawców. Wydawałoby się, że te oczywistości powinny docierać do przeciętnego umysłu, ale nie po Pan Bóg stworzył Internet, żeby się w nim nudzić. Swoją drogą, gdy przeczytałem, że prawica chce widzieć syf, kiłę i mogiłę w rodzie Piastów, żeby było „prawdziwie”, to coś mi się zaraz z „narracją” Michnika zapotrzebowanie skojarzyło – Polak musi być pijany i brudny, inaczej to przekłamanie historyczne. No nic, taka ludzka słabość, jest temat, to trzeba sobie pogadać.

A tymczasem… na stronach internetowego Dziennika Ustaw ukazały się dwie publikacje. Jedna to ustawa o KRS, druga to ustawa o Sądzie Najwyższym. Konia z rzędem lub Giertycha do wyboru, temu, kto przewidziałby pięć miesięcy temu, że te publikacja i sam fakt wprowadzenia reform zostanie przykryty przez kieckę serialowej podkuchennej na dworze serialowego Łokietka. Ba! Gdyby nawet ktoś taki się znalazł, to ważąc się na podobną przepowiednię zostałby nazwany modelowym idiotą. Życie jest pełne niespodzianek i niedorzeczności. Dwa lata prawica czekała na „wyczyszczenie sądów” i jak się proces rozpoczął, pies z kulawą nogą się tematem nie interesuje. Podobny los spotkał inną poważną zmianę, mianowicie od 2 stycznia 2018 roku ruszył elektroniczny system losowania sędziów. Od dziś nie prezes przy kawie i popiersie wyznacza skład sędziowski w I instancji, ale robią to komputery i administratorzy umieszczeni w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku. O czymś takim dotąd można było marzyć, jak weszło w życie, też nie ma wielu chętnych do wydania recenzji.

Tego samego dnia, 2 stycznia 2018 roku „otworzyła swe podwoje” strona internetowa pod tytułem: „Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym”. Jest to nic innego tylko wielokrotnie dyskutowany „zamach na prywatność”, czyli publiczny dostęp do nazwisk pedofilów. Pod adresem https://rps.ms.gov.pl/pl-PL/Public#/home każdy troskliwy lub zaniepokojony rodzic może sprawdzić, czy w miejscu zamieszkania jego dzieciom nie grozi niebezpieczeństwo. I tutaj Polacy, w przeciwieństwie do prawicowej elity internetowej, nie zbagatelizowali sprawy, ale do tej chwili stronę odwiedziło blisko milion ludzi. W efekcie już został namierzony pedofil, o zgrozo, pracownik w Miejskim Domu Kultury, a co za tym idzie musiał mieć kontakt z dziećmi.

Cztery niebagatelne wdrożenia, a ledwie szmerek poniósł się po Internecie i to na niszowych portalach. Zjawisko ani nowe, ani rzadkie, dlatego tak trudno budować rzeczowy przekaz i promować najistotniejsze informacje. O ustawach sądowniczych i pedofilach ludzie się nagadali do syta i wtedy też każdy miał po 10 genialnych pomysłów, jak poprawić kostiumy i scenografię. Po opublikowaniu gotowych projektów i wdrożeniu mechanizmów, nie ma o czym gadać, nuda panie, że aż się chce wyjść z kina. W du…szach się poprzewracało od tego dobrobytu i końca komunizmu.