fbpx

Jak zwykle w przypadku opozycji tak nie do końca można mówić o planie, bo sporo było w tym przypadku, ale na siłę podciągam to pod plan. Wszystko zaczęło się naprawdę zabawnie i niewinnie, bo przecież to śmieszny poseł Brejza zainicjował akcję. Rzecz ma dodatkowy smaczek, ponieważ interpelację w sprawie premii dla ministrów Brejza złożył w 2016 roku, w czasach rządów Beaty Szydło, a odpowiedź dostał dopiero 2 lutego 2018 roku, czyli za rządów Morawieckiego. Twardych dowodów nie poznamy nigdy, ale koincydencja czasowa i personalna na pewno pobudza wyobraźnię. Informacja była blokowana przez rząd Szydło i została ujawniona przez rząd Morawieckiego, więcej „oszołomowi” nie potrzeba, aby założyć element wewnętrznej rozgrywki.

Niezależnie od tego aspektu sprawy, który jakoś był wszędzie pomijany, prawdą jest, że bez Brejzy nie mielibyśmy jak dotąd najskuteczniejszego kontrataku w wykonaniu opozycji. Straty w PiS po ujawnieniu nagród były znaczne i wymagały radykalnych ruchów, zwłaszcza, że reakcja była bardzo spóźniona. Do ludzi zawsze przemawiają sumy realne, jak ktoś dostał premii 30 tysięcy, czyli 2,5 tysiąca na miesiąc, to każdy wie o co chodzi. Gdy mowa o 250 miliardach przewalonych na VAT, to mało kto jest sobie w stanie wyobrazić kwotę i zrozumieć mechanizm. PiS odebrał złodziejom grube miliardy, lekko licząc jakieś 40 miliardów, z czego blisko 30 oddał Polakom w postaci 500 +. Zakładając nawet, że te nagrody, które na mnie nie robią żadnego wrażenia, rzeczywiście były złodziejstwem, to PiS „ukradł” około 1,5 miliona złotych i to przez dwa lata. Po przepuszczaniu tych danych przez propagandową tubę wyszło, że PiS to więksi złodzieje niż PO, a te brednie w dużej mierze powtarzali też beneficjenci 500+. Taka jest siła namacalnych kwot i taka jest siła propagandy.

Przed wybuchem afery z premiami PiS miał jednoznaczny status – pierwsza partia, która ma wrażliwość społeczną i przeprowadza gigantyczne projekty społeczne. Głównymi autorkami tego sukcesu były bez wątpienia dwie Panie: Beata Szydło i Elżbieta Rafalska. Seria ataków, ten z nagrodami i później teatrzyk z „Niepełnosprawnym Ciamajdanem” uderzyły celnie, zarówno w programy społeczne PiS, jaki i w obie Panie. Tym sposobem dość skutecznie została obniżana wiarygodność w zakresie wrażliwości społecznej PiS i osób za projekty socjalne odpowiedzialnych. Trudno zgadywać, co by się stało, gdyby kancelaria Morawieckiego nie udzieliła odpowiedzi Brejzie albo udzieliła takiej odpowiedzi, jakiej udziela WOŚP na wszystkie pytania w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, czyli „nie mamy pańskiego płaszcza….”. Jedno jest natomiast pewne, że ten cios wymierzony w PiS jest podwójnie celny. O nokaucie nie może być mowy, nie przesadzałbym też z chwilową utratą przytomności, ale obraz PiS, Beaty Szydło i Elżbiety Rafalskiej nie jest już tym obrazem, który był nie do ruszenia w kontekście wrażliwości społecznej. Nie koniec złych informacji dla PiS, Beaty Szydło i Elżbiety Rafalskiej.

Widać wyraźnie, że niekoniecznie mądra opozycja nie jest aż tak głupia, żeby nie poczuć pisma nosem. Dotarło do nich, że trafili w czuły punkt PiS i będą podobne kampanie propagandowe kontynuować. Pierwszą akcję w postaci „Niepełnosprawnego Cimajdanu” mamy za sobą i w mojej ocenie był to błąd, bo na starcie wytoczono największą armatę, która strzeliła ślepymi pociskami. Nie znaczy to jednak, że psucie krwi kolejnymi żądaniami wygłaszanymi przez ustawionych politycznie „biedaków”, nie będzie kontynuowane. Pierwsze podrygi i zapowiedzi spływają od dobrze znanych rezydentów, były próby odpalenia protestów nauczycieli, przez niezawodnego Broniarza, jest też protest pielęgniarek w jednym z łódzkich szpitali. Teraz mamy okres wakacyjny, co na parę tygodni uspokoi zapędy, ale gdy się na dobre rozkręci kampania samorządowa, ataki powrócą ze zwielokrotnioną siłą. Jest to na tyle oczywiste, że PiS powinno być przygotowane, byle się znów nie skończyło wewnętrznym pojedynkiem, który dostarczy paliwa Schetynie i reszcie.