fbpx

Najnowsze taśmy „Sowy” spotkały się ze starymi reakcjami i muszę na wstępie przyznać, że jedno mnie szczególnie irytuje. Nieustanne biadolenie o „języku”. Co bardziej pruderyjni wyliczyli wszystkie słowa na: „k”, „ch”, „p” i „d”. Proszę wybaczyć, ale to jest zawracanie… gitary. Siedzi dwóch typów w knajpie chleje wódę, to ciężko się spodziewać, że będą mówić wierszem Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. W ogóle mnie nie rusza wulgarny język, jako taki, znacznie bardziej irytująca jest hipokryzja. Na całym świecie politycy tak i jeszcze gorzej ze sobą rozmawiają, dość przypomnieć nagranie z Trumpem, na którym chwalił się „łapaniem za cipę”, a Bush dziko rechotał. Zostawmy te głupstwa, które są podnietą pensjonarek i ciotek przyzwoitek i zajmijmy się esencją nagrań.

Pogadali sobie Sikorski z Krawcem (były prezes Orlenu). Obaj mieli już wcześniej swoje nagrania i nie jest to ich debiutancka płyta. Dlatego szybko pojawiła się teoria, że żadnych przełomowych rewelacji w rozmowie tych dwóch „dżentelmenów” nie ma, ale to taka teoria znudzonych analityków. Mamy w Polsce taką dynamikę zdarzeń, że konie z Janowa nie są w stanie dogonić Puszczy Białowieskiej. Inny problem to indolencja prawicowych mediów, które same nie potrafią narzucać tematów i najczęściej nerwowo reagują na przekaz TVN i GW. Te dwa ostatnie ośrodki propagandowe z natury rzeczy zdeprecjonowały nagrania i po prawej stronie też napięcie siadło. W efekcie wylało się sporo głupkowatych opowieści mówiących o „zwykłej pijackiej rozmowie”. Nie wiem czego słuchali autorzy takich i podobnych recenzji, ale mnie rozmowy Sikorskiego z Krawcem w ogóle nie wydają się pijackimi i zawierają treści wielce interesujące.

Przypomnę, że kultową stała się wypowiedź: „ch.j, d.pa i kamieni kupa”, chociaż tak w zasadzie to jest dopiero nudne, przecież każdy myślący Polak wie, jak działało „państwo” polskie i nazwałby takie działanie identycznie albo bardzo podobnie. Zapoznałem się z dialogiem Sikorskiego z Krawcem i wbrew psioczeniem jest tam sporo ciekawych informacji. Jako numer jeden uznałbym Możejki, które Sikorski chciał sprzedać Putinowi, a Krawiec proponował Kulczykowi. Obie wersje świadczą dobitnie kim ci ludzie są i komu służyli i jakoś mało mnie obchodzi, że to nudne służenie obcym panom oraz lokalnym złodziejom. Równie dobrze można mówić, że nużące jest złodziejstwo jako takie, gwałty, morderstwa, znęcanie się nad dziećmi, wszak codziennie odnotowujemy takie przypadki. Mnie się ziewać nie chce, mnie się ciśnienie podnosi za każdym razem gdy widzę to niewyobrażalnie bezczelne kupczenie Polską.

Druga istotna sprawa to „kasowanie” polityka „N”. Ktoś kto jest dla PO niewygodny politycznie, zostaje skasowany, w ramach konstytucji zapewne i niezależnych sądów. Sporo bym dał, żeby się dowiedzieć jaka metodą miał być wykasowany „N”. W zasadzie strzał w tył głowy wykluczam, ale zabicie gazetą to była norma w PO. Na trzecim miejscu widzę aferę zegarkową z udziałem Nowaka. Sikorski nie miał tu litości dla Sławka Nowaka i wręcz sprowadzał na ziemię Krawca, gdy ten chciał wszystko zrzucić na konieczność sporządzania oświadczeń majątkowych. Sikorski podał na tacy całą małość Nowaka, śmieszność jego tłumaczeń i w końcu skrajną głupotę, która polegała na niewykorzystaniu rady Giertycha. Mecenas Tusków radził Nowakowi, żeby się bronił wspólnotą małżeńską i zapisał gadżet do tej kategorii. Finezji w tym niewiele, ale jak zauważył Sikorski byłoby to skuteczne, gdyby nie głupota i naiwne tłumaczenia Nowaka, czym pomysł spalił. Cała ta rozmowa świadczy jednoznacznie, że rozmówcy nie mają cienia wątpliwości co do potencjału intelektualnego i moralnego swoich kolegów.

Zgodzę się w pełni, że sami są nie lepsi, a nawet dodam, że Sikorski gorszy, nie ma to jednak wpływu na czwarte ważne spostrzeżenie, którym jest właśnie samoocena. Przechodząc do konkretnych nazwisk Krawiec i Sikorski mówią bez ogródek, Nowak jest za głupi, aby skorzystać z prostej rady, Schetyna to prostaczek, „lwowski żulik” nie posiadający żadnych kwalifikacji do objęcia stanowiska premiera. Najbardziej dostało się Halickiemu, którego Krawiec uznał za debila. Patrząc na te zdegenerowane postaci i przysłuchując się ich wypowiedziom do głowy przychodzi tylko jedna konstatacja. Oni mają jeszcze gorszą, a w najlepszym razie taką samą ocenę swoich możliwości i dokonań, jakie wystawiają im najbardziej krytyczni Polacy i przeciwnicy polityczni. Niczym to się nie różni od: „stało ZOMO”, „najgorszy sort”, „zdradzieckich mord” i „kanalii”. Proszę mi zatem nie mówić, że nie ma nic sensacyjnego w potwierdzeniu diagnoz Kaczyńskiego, w ustach Sikorskiego i Krawca.