fbpx

Czas na mały eksperyment polityczny i socjologiczny. Patrząc na to, co się dzieje w polskiej polityce, jak wygląda układ sił i preferencje wyborcze, prawie każda władza na miejscu PiS poszłaby po linii najmniejszego oporu. Wszelkie zamieszanie wokół poczynań koalicji rządzącej i do niedawna Prezydenta Andrzeja Dudy odnosiło się wyłącznie do radykalnych reform i projektów. Zadymy uliczne i wygłupy w parlamencie to wynik walki o Trybunał Konstytucyjny, a potem o sądy. Po drodze były jakieś ruchy związane z „obyczajówką”, mam na myśli „czarne marsze”, ale to kuku PiS zrobiło sobie na własne życzenie, żonglując projektami ustaw aborcyjnych. Pozostaje jeszcze kwestia repolonizacji i tutaj, w mojej ocenie, będzie znacznie większy ogień niż przy sądach, bo same „media” zaczną walczyć o własny interes.

Politycy zwykle posiadają prostą konstrukcję organizmu, zwłaszcza jego wnętrza, chodzi o władzę, władzę i jeszcze raz pieniądze. Jeśli jakieś ugrupowanie posmakowało władzy, to zrobi więcej niż potrafi, aby się przy władzy utrzymać. W związku z tą oczywistością gros podjętych działań przez sprawujących władzę zawsze i wszędzie odnosi się do przedłużenia kadencji. W tej chwili jest tak, że PiS ma przed sobą dwa przedsięwzięcia, które stoją w całkowitej sprzeczności z polityczną kalkulacją. Na jesienie będziemy mieli powrót do wojny o sądy i dojdzie wspomniana repolonizacja mediów. Obie sprawy wiążą się z gwarantowanymi protestami, zadymami i ogólną jatką, czyli starym scenariuszem, jaki większość Polaków zna na pamięć. Spora część analityków i wyborców wychodzi z założenia, że PiS jest skazany na przeprowadzenie tych refom, bo inaczej elektorat zaniechania w kluczowych obszarach nie wybaczy.

Założenie samo w sobie jest słuszne i trafne, ale też bardzo naiwne. Oczywiście, że otwarte postawienie kwestii, nie robimy, bo nam słupki polecą i zaczną się histerie opozycji, to samobójstwo, ale od czego politycy mają politykę. Kilka prostych ruchów i PiS może nie robić nic, a jednocześnie pokazać, że chciał zrobić wszystko. Po zawetowaniu ustaw sądowniczych przez Prezydenta stworzyły się zupełnie nowe warunki. Pomijam i nie dyskutuję z głupotami o przemyślanym działaniu, dogadaniu się dwóch ośrodków władzy. Mamy konflikt i widzi to każdy, kto nie zamyka oczu. Zmiana układu politycznego na prawicy ma same wady i tylko jedną zaletę. Radykalne projekty PiS, czytaj Kaczyńskiego, mają od miesiąca alibi. PiS zawsze może tak przygotować projekty ustaw, że Prezydent w życiu ich nie podpisze. Co to w politycznej praktyce oznacza? Dokładnie tyle, ile napisałem parę zdań wyżej.

Prostymi środkami PiS jest w stanie pokazać, że chciałby przeorać wszystko do spodu, ale nie może z przyczyn obiektywnych, czyli stanowiska Prezydenta i niewystarczającej liczby głosów, która nie jest w stanie odrzucić weta. Proste? Bardzo proste i tak kuszące, że aż się boję. Śmiem podejrzewać, że na 100 polityków, najmniej 95 rozegrałoby tę partię właśnie w taki sposób. Gdyby PiS inteligentnie wycofał się ze swoich flagowych reform, paradoksalnie miałby drugą kadencję pewną, bo wycinaniem puszczy i pozostałymi pierdołami rewolucji się nie zrobi, nawet tak marnej, jak wcześniejsze „ciamajdany”. Wystarczy puścić ciepłą wodę z kranu, dołożyć kolejne programy socjalne i cała opozycja zostanie wciągnięta nosem. Zadanie proste, łatwe i przyjemne, do tego nie wymaga większego wysiłku, w zasadzie „robota sama się robi”.

Co ten Kurka wypisuje? Spokojnie! Opisałem pi razy oko, nowy sposób na uprawianie polityki, ale ten kierunek na szczęście obrał Prezydent Andrzej Duda i jego nowi przyjaciele: Gowin, Kukiz, Kosiniak-Kamysz. Wśród tych pięciu polityków na 100, na pierwszym miejscu jest Jarosław Kaczyński. Nie ma takiej możliwości, aby Kaczyński zamienił swoje marzenie o budowie wielkiej Polski na ciepłą wodę w kranie. Będzie PiS szedł po bandzie z pełną świadomością, że ryzykuje wszystko i to się nie zmieni do czasu, w którym Kaczyński będzie szefem partii. Politycznie Jarosław Kaczyński ma drugą kadencję na wyciagnięcie ręki i On wie lepiej ode mnie, jak to osiągnąć, ale takie rozwiązanie nie przejdzie. Jestem pewien, że PiS na jesieni otworzy dwa albo i trzy fronty, dlatego czyszczę stary sprawdzony karabin i gromadzę parę wiaderek amunicji. Wolę iść na wojnę o wszystko niż w niewoli moczyć giry w ciepłej wodzie i tak ma, co najmniej parę milionów Polaków, czyli armia!