fbpx

W tytułowaniu pajaców biegających toples i w syntetycznych tkaninach szytych w ekologicznym buszu, przez Murzyniątka i Chineczki, jest oddana prawda. Rzeczywiście mamy do czynienia z jełopami pierwszej wody, ale na taki materiał ludzki nigdy nie można było narzekać. Rzucisz kamieniem i nie ma siły, żeby nie trafić w mięso armatnie nadające się na armię ideologii. Jełopy były są i będą, jednak dopiero w XX wieku zaczęły się i trwają do dziś ciemności egipskie w nowej wersji. Drzewiej bywało tak, że kilkudziesięciu kapłanów poznało zasady obrotu i obiegu Ziemi wokół słońca i chociaż ówcześni astronomowie nie mieli bladego pojęcia co tak naprawdę odkryli, wiedzy mieli na tyle dużo, by wcielić się w przedstawicieli boga na ziemi. Współcześnie mamy do czynienia tylko z jedną cechą wspólną, mianowicie lud jak był ciemny, tak ciemnym pozostał, pomimo, a może właśnie z powodu nauk pobieranych w coraz durniejszych szkołach. Nowa jakość w ogłupianiu mas polega na tym, że całe rzesze niby wykształconych biega po chałupach i forach głosząc rozmaite teorie szamańskie nazywane „skomplikowaną nauką”, ale jakoś tak się dziwnie składa, że owa nauka oparta jest na gusłach, które zrozumie każdy jełop. Kto nie pamięta skąd się wzięło „globalne ocieplenie”? Chyba nie ma takich, bo wszyscy wiemy, że palił się węgiel, a sadza opadała na lodowce. Do czarnego słońce przyciąga, lód się topi, para bucha. Ten okultyzm spisał na byczej skórze, niedoszły prezydent, dziennikarz i politolog z USA, który dostał najsłynniejszą nagrodę na Ziemi i to w kategorii NAUKA.

No i co? No i wystarczyło, żebym się naczytał pism słanych z klawiatur lekarzy, prawników, ba, biologów i specjalistów od teorii chaosu, kolejnego pogaństwa dla ubogich, jakież to skomplikowane procesy naukowe zbudowały teorię parowania egipskiego. Wreszcie ostatni element w ogłupianiu mas jest taki, że specjaliści z dziedzin właściwych, rozmaici klimatolodzy geolodzy i pozostali bogowie wiedzy, podzielili się na tych, którzy biorą granty i na tych, którzy zamykają dzioby, bo zostaną okrzyknięci oszołomami i „kilimatofobami”, jeśli nie przyjmą pogaństwa jako nauki. Wszystko razem składa się na to, że w XXI wieku, w przeciwieństwie do starożytnego Egiptu, za ciemna masę uważa się myślących, natomiast jełopom rozdaje się Nagrody Nobla. Wystarczy geografii i biologii z podstawówki, aby wiedzieć, że żywioły przyrody mają w głębokim poważaniu wysiłki ludzkie, te w obronie i te przeciw przyrodzie. Dzieje się tak z prostego powodu, otóż przyroda w ogóle się nie przejmuje jakie gatunki zwierząt i roślin będą na świecie istniały, a jakie zginą. Nawet tak zwana zagłada Ziemi, czyli jakiś jądrowy Armagedon powiewa naturze kilogramem kitu na agrafce. Ziemia przeżyła i jeszcze przeżyje miliardy lat. Z tego co mi wiadomo szkody wywołane jądrowymi wybuchami znikają po kilkuset latach, co należy czytać po kilku sekundach życia planety. Człowiek nie broni i nie niszy Ziemi, co najwyżej może zniszczyć sam siebie, bo na obronę nie ma szans.

Całe to eko-jełopów gadanie, czy to dotyczące zbierania surowców wtórnych, czy zakładania platynowych katalizatorów na tłumiki, aż po „zmiany klimatu”, jest więcej niż groteskowe, to ciemnogród poniżej ciemnego ludu z Egiptu. Niestety problem nie tkwi w jełopach, oni są produktem innego, poważnego „ekosystemu”. Gra się toczy o grube miliardy, o surowce, na które ma być popyt i na te, którym popyt należy uciąć. Góra lodowa ma wierzchołek, który oblegają jełopy, ale tam gdzie nie widać gnieżdżą się złodzieje i terroryści najpodlejszego autoramentu i o tyle trudno ich rozpoznać, bo przebierają się w te same szmatki, w jakich paradują eko-jełopy. Gdy jakikolwiek polityk, bankier albo wielomiliardowy producent czegokolwiek, dzień i noc krzyczy o karmieniu głodnych dzieci, tudzież ratowaniu Ziemi, można mieć pewność, że chce sprzedać broń masowego rażenia, napój rozpieprzający wątrobę lub bakterię, na którą przypadkowo znalazł szczepionkę. I chociaż jestem przekonany, że wielu czytających zacznie ziewać i może nawet pukać się w głowę, bo każdy przecież widzi co się dzieje za oknem i na liczniku ogrzewania, to powiem bezczelnie, że teraz to każdy mądry, ale do następnego razu. Indoktrynacja eko-jełopów tak nie działa i nie jest żadną sztuką kozaczyć, gdy największe skompromitowane autorytety naukowe pochowały się na Kanarach za swoje granty, sztuką jest powiedzieć „NIE” w czasie największej fali indoktrynacji, gdy tak zwane czynniki zewnętrzne teoretycznie pasują do teorii.

Przeżyliśmy i dawaliśmy się ogłupić niejednym, tak było ze wszystkimi odmianami grypy, gdy nagle na całym świecie zaczęto liczyć zgony, w śmiesznych liczbach po 100 na kontynent, ale paniki było na cały świat. Tak było z zapomnianą dziurą ozonową dzięki, której kilku cwaniaków sprzedało miliony lodówek za miliardy dukatów. Nie inaczej jest z pieprzonymi żarówkami „ekooszczędnymi” po 35 złotych, które zastąpiły normalne żarówki za 2 złote, jak Pan Bóg przykazał. Kulminacją, czymś w rodzaju eucharystii dla eko-jełopów są „dni bez światła i samochodu”. A najgorsze jest to, że zima minie, natomiast „nauki” dla eko-jełopów nie przeminą. Optymistom polecam pierwsze wstawki „naukowców”, które są niczym innym jak poprzestawianiem klocków na szamańskiej szachownicy. Póki co mamy nieśmiałe tezy głoszące, że dwutlenek węgla opada na lodowce, które się topią i w ten sposób powstaje wilgoć zamieniająca się w chmury, które z kolei wywołują opady i zasłaniają słońce, w efekcie dwutlenek węgla wywołuje „globalne oziębienie”. Miną pierwsze śmiechy-chichy i za dwa lata zostaną podpisane nowe umowy na limity CO2 albo i nawet parafowane stare z małym aneksem klimatycznym. Gdy się wyczerpią możliwości byłego i nadchodzącego patentu, pozostanie paten ostatni i niezawodny – teoria chaosu CO2. Raz CO2 wpływa na skwar, innym razem na ziąb i niestety całością steruje niewielka dawka wrażego gazu, którą nieustannie należy regulować umowami na limity.