fbpx

Wiele „fenomenów” zbudowało, póki co nienaruszalną strukturę PRLII, ale dziś chciałbym poświęcić trochę czasu i obolałego organizmu, toczonego zapaleniem spojówek oraz przeziębieniem wywołanym nieznanym wirusem, tylko jednemu fenomenowi. Trochę się zastanawiałem zanim zdołałem nazwać to nadprzyrodzone zjawisko i sam nie wiem, czy udało mi się oddać rzeczy imię, dlatego dołożę trochę wyjaśnień. Fenomen postawionego na dupie dekalogu – taką mam roboczą nazwę i w żadnym razie nie chcę profanować, ale przywrócić powagę dekalogowi, niekoniecznie temu najbardziej znanemu, raczej dekalogowi postaw. Mnie uczono, w szkole i w domu, stawiania rzeczy na nogach, tymczasem gdzie się nie rozejrzę widzę w PRLII stawianie spraw na dupie. Tak się przedziwnie i cichutko złożyło, że nagle ludzie przestali rozumieć najprostsze antonimy. Co jest złe, co dobre, co zimne co gorące, co czarne, co białe. Przy pomocy tej techniki ujawnia się dziesiątki zjawisk postawionych na dupie. Na początek wezmę te z dzisiejszego dnia, gdy byłem mały to w rodzinnym domu non stop słyszałem o szacunku dla zmarłych, o godnym pochówku, o dbaniu o groby, o zapalaniu zniczy. Słyszałem też o bardziej ciężkich obowiązkach, na przykład syn miał obowiązek ogolić zmarłego ojca, córka była zobowiązana do umycia i ubrania ciała matki. Aż takim tradycjonalistą nie jestem i nie wymagam podtrzymywania tej tradycji, chociaż tradycja mi imponuje. Niby taka bardzo pierwotna, ale jest w tym góra szacunku. Tak było kiedyś, a dziś zobaczyłem szacunek dla zmarłych postawiony na dupie, okazuje się, że bliscy, którzy otrzymali zwłoki sprofanowane biurokracją i rzeźnickim obrządkiem, w telewizji i poważnych towarzystwach zostali przedstawieni jako hieny cmentarne. Przytkało mnie, zwyczajnie brak mi słów, żeby określić bydło wyjące z ekranów i salonów.

Wiele cierpienia można zadać człowiekowi, ale wciskanie do trumny szczątków, które z dużym prawdopodobieństwem nie należą do najbliższych osób, jest takim rodzajem zwyrodnienia, które w każdej cywilizacji kończyło się wykluczeniem społecznym. Hienami cmentarnymi są wszystkie hieny, które z tej tragedii, często własnego autorstwa, ośmielają się dziś robić wyrzuty rodzinom pogrążonym nie tylko w rozpaczy, ale w niepewności. Obie ekshumacje, jakie przeprowadzono wczoraj i dziś, były wynikiem wniosków prokuratury, a to oznacza, że nawet tak skompromitowane instytucje przyznają się do profanacji zwłok. Inaczej nie można nazwać takiej sytuacji, w której tak zwane „państwo polskie” oddaje rodzinom szczątki i nie ma pewności czyje szczątki oddaje. Nie ma teraz, bo wcześniej pewność była, przekopana na „kilka metrów w głąb”. Gdyby czas się cofnął o 30 lat usłyszałbym jako dziecko, że takich rzeczy, jak profanowanie zwłok zmarłych ojców, matek, dzieci i krewnych, nie robi się najgorszemu wrogowi. Po 30 latach odkąd słyszałem o sprawach postawionych na nogach, telewizja z lepszym towarzychem usiłuje mnie, dzieciom i wszystkim dookoła postawić sprawy na dupie. Nie telewizjo i lepsze towarzycho, Ci ludzie na cmentarzu, którzy chcieli wam patrzeć na ręce, byście kolejni raz nie sprofanowali ciał, nie są hienami, to są ludzie, którzy przyszli umyć, ubrać i okazać szacunek swoim bliskim. Hienami jesteście wy, bydło z telewizji, bydło z „rządu”, bydło z lepszego towarzycha.

Wy doprowadziliście swoim stawianiem spraw na dupie i profanowaniem zwłok do takiej sytuacji, w której rodziny muszą bronić godności zmarłych i godności własnej. I chociaż dla każdego człowieka ta tragedia jest niezwykle prosta do obsadzenia, bo bez żadnych wątpliwości widać kto jest Kreonem, a kto Antygoną, to chór telewizyjnych hien krzyczy do Antygony „hańba”, a do Kreona „chwała”. Przykład z ostatnich dni jest wyjątkowo drastyczny, jednak ten schemat działa z mniejszym lub większym okrucieństwem przy wielu stawieniach spraw na dupie. Każdego dnia jakiś ważny i rozpoznawalny niby ktoś mówi, że zabijanie dzieci świadczy o wyższej kulturze i cywilizacji. Nie ma tygodnia, żebym nie słyszał od postawionych na dupie moralizatorów, że wyższym stanem świadomości jest kochać pedała i feministkę, a zacofanym stan przejawia się kochaniem własnej żony, przepraszam, partnerki. Kulminacyjnym i szczytowym osiągnięciem stawiania spraw na dupie, jak dla mnie, jest wystawianie, za życia i po śmierci, pomników esbeckim i bolszewickim bandytom, przy jednoczesnym przerabianiu ofiar na wariatów pełnych nienawiści do wielkich ludzi, którzy w życiu coś osiągnęli. Już nie wnikam jak osiągnęli, bo bym się musiał zmagać z kolejną wypiętą do góry dupą, w tym miejscu gdzie ludzie mają twarz, ale pozwolę sobie na krótki slogan. Kto się uwzniośla i homilie buduje ze spraw postawionych na dupie, sam siebie na dupie stawia i głowy w tej pozycji nie widać. Gdy się stoi na nogach z głową uniesioną do góry, widać jak na dłoni, gdzie hieny, a gdzie ludzie, gdzie kaci, gdzie ofiary, gdzie pusta moda i gdzie cywilizacja.