„Szydera” i pusty garnek, czyli skuteczne trzymanie Polaka za pysk

Prześlij dalej:

Jak najbardziej można. Ba! Trzeba mówić o „trudnych sprawach”. Nieprawda? A czego niby nie da się powiedzieć, gdy padnie rozkaz „bądź gotów”? O ruskiej agenturze nie wolno? Bzdury! Dosłownie przed chwilą przeczytałem artykuł o tym, że w polskim Internecie roi się od agentów radzieckich, co wiedziałem od dawna i usiłowałem rozpropagować i tak zostałem „nawróconym trollem smoleńskim”. Gdzie przeczytałem o ruskich agentach? Nie, nie w Gazecie Polskiej, przeciwnie w Gazecie Wyborczej i to na pierwszej stronie. Można? Można! O ruskich agentach, gdy zajedzie taka potrzeba pisze się bez najmniejszych oporów, co ciekawe w artykule GW w zasadzie pojawiają się prawdziwe zdania, naturalnie nie o całej prawdzie, ale jednak. Z chwilą powstania i opublikowania artykułu „rozsądni” Polacy mogą czuć się upoważnieni do powielania treści i włos im z głowy nie spadnie. Gorzej jeśli pojawi się ambicja i psychicznie chory osobnik wyciągnie nieprawdopodobne wnioski, które będą krzyczeć, że Internet to pryszcz, prawdziwa radziecka agentura jest umocowana na samych szczytach władzy. Nie jest wykluczone, że za jakiś czas tak daleko posunięte tezy staną się dozwolone, wystarczy, że pójdzie zapotrzebowanie od jednego sponsora na wykończenie drugiego sponsora. Zresztą po co gdybać, przecież nieco ponad tydzień temu mówiliśmy o agencie w ministerstwie MON i w firmie, która „informatyzowała” niemal wszystkie kluczowe w Polsce instytucje. Jak widać, słychać i czuć, nie mam mowy o żadnej cenzurze, wystarczy poczekać na artykuł w Gazecie Wyborczej i dalej sobie człowieku bryluj gdzie chcesz, w domu, w pracy, w szkole.

Tak ułożone społeczeństwo, którego nikt nie bije, nie polewa z armatki wodnej i w dodatku może sobie społeczeństwo pod wybranym pseudonimem popyskować w Internecie, nie przysparza najmniejszych problemów. Cisi i pokornego serca mają talerz zupy, wyżej mierzący dostają drugie danie, najbardziej ambitni deser w postaci konfitur. Pozostali głodni i wyśmiani siedzą w kącie i płaczą, ale dla niepoznaki ich lament nazywa się frustracją. System awansu i degradacji działa tak sprawnie, że jego ofiary są gotowe oddać życie za ustalony porządek rzeczy. Kilometrowe kolejki chętnych ustawiają się do redakcji, reżyserów, zakładów pracy i niczego nie mają ochoty zmienić, znając warunki i zasady biją się o zajęcie miejsca. Od dawna nie zgadzam się z tymi wszystkimi porównaniami do zamordyzmu z czasu Gomułki, czy innej szalejącej cenzurze. Niczego takiego w naszej ludowej ojczyźnie od dawna nie ma, my jesteśmy na wyższym stopniu rozwoju, który tak pięknie zdefiniował znany producent samochodów, każdy kolor dla Forda jest dobry, pod warunkiem, że jest czarny. Cały ten powyższy wywód jest odpowiedzią na jedno nieustające pytanie: „Kiedy Polakom otworzą się oczy?”. Polacy mają otwarte oczy, tak zwane lemingi nie są, aż tak ślepe, żeby nie widzieć, co się dzieje, mało tego, im się wysyła wyraźne sygnały, co się dzieje, aby było jasne, jakie postawy są premiowane, a jakie powodują zepchnięcie na margines. Tak zwane mohery wiedzą, że nie mają szans na nic więcej niż szczawiowa, od święta z jajkiem, bo to, co myślą i w co wierzą zabija „szydera”. I trwa sobie to wszystko w niezmienionej formie od 25 lat, a jeśli się kiedyś zawali, to na pewno ogłoszą tę rewolucję w Gazecie Wyborczej.

Strony

17691 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

14 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Ten http://twitter.com/komorowskipl    to faktyczny czy zmyślony?

  2. pogrzebowe tony, to chyba efekt zbliżającego się Święta Zmarłych:-P
    Pamiętacie jeszcze pierwsze słowa naszego Hymnu?

  3. kiedy Ewa Stankiewicz wyraziła swój pogląd, wreszcze zadziałała solidarność dziennikarska a na czele dwóch wybitncyh dziennikarzy - Jarosław Kuźniar i Monika Olejnik. Kiedy polityk atakował fizycznie dzinnikarzy wykonujących swój zawód,  solidarności zawodowej nie było, ale tym razem zaskoczyli pozytywnie. Myślałem że to raczej policja z wrocławia przyjdzie do Ewy Stankiewicz i zaaresztuje ją za "manie poglądów", tak jak we Wrocławiu uwięzlili ludzi którzy pikietowali przemówienie Baumana, który poczuł się dyskomfortowo że ktoś w Polsce może mieć inne poglądy niż jego, a policja zatrzymała bo złamali neutralność światopoglądową i upierali się że będą mieć inne poglądy niż władza. Na szczęcie dwójce dziennikarze nie grozi zatrzymanie przez policję za "manie poglądów". W każdym razie, kiedy Ewa Stankiewicz wyrazi swoje poglądy na temat agentury radzieckiej w Polsce, Jarosław Kuźniar przystąpi do pracy dziennikarskiej czyli  tępienia niezgodnych poglądów , kiedy u Michnika piszą o agenturze radzieckiej oplatającej media, a Monice Olejnik spadają bambosze z nóg. "no pulitzer będzie, wiedziałam że w końcu będzie".

  4. wybrałem się z synem do Polski (z Berlina) podreperować auto u pewnego przygranicznego mechanika, u którego naprawiam auta od lat.

    Muszę zaznaczyć, że Polskę opuściliśmy tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego, czyli pod koniec 1981 roku, więc w Niemczech żyję już dłużej niż w Polsce, a mój 38 letni syn prawie całe życie... Oczywiście syn już od wielu lat nie mieszka z nami, ale akurat traf chciał, że nas odwiedził w czasie planowanej wyprawy do Słubic. Po drodze rozmawialiśmy o Polsce (po polsku, oczywiście, cała trójka naszych dorałych już dzieci świetnie włada językiem rodziców!), bo syn chciał się dowiedzieć kilku szczegółów, zwłaszcza o aktualnej sytuacji w związku z “awansem” Tuska do Brukseli itd. Ponieważ na temat tego co RZECZYWIŚCIE się w Polsce dzieje wiem akurat o wiele więcej niż nawet przeciętny Polak (o lemingach nie wspominając), więc miałem mu sporo do powiedzenia, chociaż moje wyjaśnienia miały właśnie taki mniej więcej charakter, jak komentarze Kurki czy Kochel’a, czyli oględnie rzecz ujmując, były nieco dołujące. Syn, przyzwyczajony do niemieckiej rzeczywistości, miał sporo kłopotów ze zrozumieniem wielu spraw, zwłaszcza w kwestii wolności słowa, roli mediów, tragedii w Smoleńsku czy niskiej frekwencji wyborczej, ale jakoś tam w końcu większość wyjaśnień z oporami pokapował. Nie chciał tylko uwierzyć w tą letargiczną bierność Polaków i niechęć do polityki i postanowił sam sprawdzić jak to wygląda.
     
    Napierw zagadnął właściciela warsztatu, na co ten odparł wymijająco, że „nie ma czasu na politykę“ i woli zarabiać pieniądze. Ponieważ warsztat leży z dala od centrum miasta, a auto trzeba było na kilka godzin zostawić, mechanik wezwał nam taksówkę. Zaraz po wejściu do wozu, syn zagadnął więc taksówkarza o aktualną politykę. Tamten zaczął strasznie narzekać na tych „oszustów w rządzie“, kląc przy tym jak szewc. W którymś momencie syn pyta go, na kogo w takim razie zamierza głosować w przyszłym roku, a kiedy taksówkarz wylewnie wyznał, że on też, od lat ma w dupie wybory, syn najpierw zapytał jak w takim razie ma się w kraju cokolwiek poprawić, skoro wszyscy zostaną w domu, a następnie zagadnął gościa o PiS jako alternatywę dla obecnych, jak tamten sam ich określił, oszustów. Akurat politycznego wyrobienia taksówkarza nie muszę Wam tłumaczyć, znacie doskonale te różne „wszyscy oni tacy sami“ czy „jeden złodziej lepszy od drugiego“, ale na pytanie o PiS gościu oświadczył, że „na Kaczora“ nigdy nie zagłosowałby... ze strachu! I to nie ze strachu przed „wojną z Ruskimi“ czy innymi TVN-owskimi absurdami, ale przed własną rodziną! Syn na to, że przecież wybory są tajne i że on nigdy nie dyskutuje ze mną na temat stawianych w kabine krzyżyków, ale taksówkarza to nie przekonało. Powiedział, że z samego faktu iż po tylu opuszczonych wyborach poszedłby do lokalu wyborczego, jego „stara i dorosle dzieciaki“ wyczuliby, że zagłosował na PiS i miałby w domu „przejebane“. Muszę się przyznać, że zgłupieliśmy z synem dokumentnie. Tak idiotycznego uzasadnienia obaj jeszcze w życiu nie słyszeliśmy... W drodze powrotnej do Berlina już na temat polskiej porąbanej politycznej rzeczywistości nie rozmawialiśmy, ale myślę, że syn jednak w to – przepraszam za mocne słowo – samobójcze kołtuństwo naszych rodaków uwierzył.

  5. Strony