Solidarność 80 jest jak WOŚP – miliony oszukane przez garstkę

Prześlij dalej:

Wiadomo, że z porównaniami trzeba bardzo uważać, ale wydaje się, że to porównanie trafia w punkt. WOŚP i Solidarność to wielkie fasady, za którymi, kosztem milionów, rozgrywały się i nadal rozgrywają brudne interesy kilku cwaniaków. Jeśli przyjąć, że Sierpień 80 to w mniejszym lub większym stopniu porozumienie ubeków z tajnymi współpracownikami, co więcej w dniu porozumienia przynajmniej dla jednej strony było jasne, że to przejściowa fikcja, to zapytam brutalnie: „Co świętować?”. Dzisiejsza wypowiedź Lecha Wałęsy, pseudonim operacyjny „Bolek”, jest tyleż sztampowa co bezczelna i na końcu pozbawiona sensu. Bolek, który nie pamięta, gdzie znajduje się fragment „legendarnego płotu” rzucił hasełkiem nawołującym do świętowania zwycięstw, a nie przelewu krwi. Fałsz na fałszu i rozpaczliwa próba budowania ideologicznej mitologii. Jedyne co da się pozytywnego wyjąć z Solidarności 80 to ludzkie emocje, odruchy serca, wiarę, nadzieję, zaangażowanie, zryw do walki, podobnie jak z WOŚP da się wyjąć bezinteresowną pomoc dla potrzebujących, reszta to wielka blaga. W sierpniu 1980 roku przegrała Anna Walentynowicz, przegrał Gwiazda, Wyszkowski i całe skrzydło Solidarności, które nie zhańbiło się kolaboracją, parę miesięcy później Ci wszyscy ludzie zostali potraktowani przez obie strony sztucznej barykady tak, jak Wajda potraktował Maćka z AK w końcowej scenie „Popiołu i diamentu”. 1980 rok był wstępem do wielkiego oszustwa, które nastąpiło w 1989 roku i takie są brutalne realia historyczne, które z jednej strony zakłóca ubecka bajeczka o pojednaniu, z drugiej strony sentymentalizm członków Solidarności.

Jestem w stanie zrozumieć i wyobrazić sobie tamte emocje, młodość plus marzenia, poczucie choćby chwilowej wolności i snucie planów w nadziei na normalność – bardzo ludzkie. Niemniej to nie sentymenty zmieniają bieg rzek i historii, ale chłodne racjonalistyczne działania, często przesiąknięte krwią. Obojętnie jak bardzo uczuciowo będziemy podchodzić do Sierpnia 80, w wymiarze politycznym i społecznym był to ochłap rzucony przez komunę, a z perspektywy czasu porażka, chociaż rozciągnięta na dekadę i potem dwie kolejne. Z porównaniami trzeba ostrożnie i gdy czytam o Solidarności 80, która była drugą AK, natomiast sam Sierpień 80 drugim tyle, że zwycięskim Powstaniem, to się zastanawiam ile w tym taniej egzaltacji, a ile czystej głupoty. Tak się chyba nie da budować tożsamości narodowej zastępując propagandę „pokojowego przejścia”, hiperbolą walki powstańczej. Nie da się i nie godzi się, bo gdy generał wyprowadził czołgi na ulice z milionów członków „AK” została kilkudziesięciotysięczna garstka. I wbrew słowom Bolka, prawdziwi bohaterowie Solidarności nie świętowali „pokojowego zwycięstwa”, ale spoczęli w cichcem wykopanych grobach i jedynie ta zbrodnia jest tragicznym łącznikiem z chwałą dawnych bohaterów. Inni mieli trochę więcej „szczęścia” i do dziś chodzą z w płaszczu z tamtych lat, w którym noszą „stary portfel” – 900 złotych do następnej emerytury. Pokazuje się Ich w telewizji palcami nazywając frustratami, chodzą wokół ruiny, która kiedyś nazywała się Stocznia im Lenina i w ramach „pokojowego zwycięstwa” znów się tak nazywa. Nie ma w tej smutnej historii żadnego odniesienia do AK, nie ma najmniejszego zwycięstwa, jest tylko pogrzebane ludzkie zaangażowanie i naiwna wiara, że ideał może wygrać z ideologią.

Strony

8136 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

3 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    ten na zime dmucha.
    I tak jest z owy zrywem solidarnościowym. Wzbudził tyle nadziei, tyle oczekiwań wśród uczestników tamtych wydarzeń i sprowadził ich, tych "niewtajemniczonych" na manowce. Nie sądzę, aby dali się porwać po raz drugi.

  2. Od mojego wyjazdu na saksy do Szwecji w 1977 roku nie pracowałem, byłem tzw. niebieskim ptakiem. Siłą rzeczy nie mogłem więc wstąpić do "Solidarności", pewnie gdybym wtedy pracował to bym się zapisał. Po tych trzydziestu z górą latach nie mam przynajmniej kaca. Strajk w SG widziałem z bliska, widziałem też ten masowy pęd do "S", do której oprócz ludzi przyzwoitych zapisywali się też krzykacze, partyjni, nieroby... szybko się okazało kto na tym skorzystał, a kto dostał w dupę.
    Cała nadzieja w Kaczorze.

  3. avatar

    Twierdzę, że ten rodzaj ucisku, ja­ki za­graża nar­odom demokraty­cznym, nie przy­pom­ina niczego, z czym mieliśmy do czynienia w przeszłoś­ci. (...) Na próżno szukam wyraże­nia, które odd­ało­by dokład­nie treść, o jaką mi chodzi. (...) Chcę wyobraz­ić so­bie, jakie nowe cechy przy­brał­by ów despo­tyzm, rozprzestrzeni­ając się w świecie. Widzę nie­zlic­zony tłum ludzi podob­nych do siebie i równych so­bie, nieustan­nie za­przą­tanych włas­ny­mi sprawa­mi po to, by os­iągnąć drob­ne i pospo­lite przy­jem­noś­ci, które wypeł­ni­ają ich dusze. (...) Nad ni­mi wznosi się władza potęż­na i opiekuńcza, za­jmu­ją­ca się wyłącznie za­pewnie­niem im miłych doz­nań i dban­iem o ich los. Jest ab­so­lut­na, szczegółowa, nieza­wod­na, przewidu­ją­ca i łagod­na. Przy­pom­inała­by władzę oj­cowską, gdy­by, jak tam­ta, mi­ała za cel przy­go­towanie ludzi do wieku męskiego. Ona jed­nak, prze­ci­wnie, zmierza do utrzy­ma­nia ich nieod­wołal­nie w stanie dziecięct­wa. Lu­bi, by oby­wa­telom było miło, pod warunk­iem, że prag­ną tylko tego, by było im miło.

  4. Strony