Reforma edukacji to konieczność i polityczna odwaga Czy PiS na to stać?

Prześlij dalej:

Bardzo często oceny zjawisk generalnych odbywają się na zasadzie bliższa koszula ciału. Nie zmieniać tego albo tamtego, bo mój szwagier był, widział i jest fantastycznie. Nie! Nic podobnego, zmieniać i to już, na własne oczy widziałem razem z teściem i kuzynem, do czego to prowadzi. I tak dalej i tak w kółko. Na szczęście nie muszę się odwoływać to tego typu „argumentacji”, co więcej stoję całkowicie wbrew egoistycznym ocenom jeśli chodzi o pomysł na reformę edukacji. Jestem dumnym ojcem gimnazjalistki, która poszła do szkoły rok wcześniej i ukończyła gimnazjum z rekordem wszech czasów (średnia 6, punkty 97,6%). W rodzinie lepsza połowa, szwagierka i jeszcze parę ludzi pracuje w szkołach, głównie w gimnazjach. Biorąc pod uwagę powyższe sentymenty powinienem drzeć się wniebogłosy, aby gimnazjów nie ruszać, bo to straszne zły pomysł. I drę się od wielu lat, ale w przeciwną stronę, żeby dotychczasowy system edukacji zaorać, zabronować i posypać wapnem. Niejedne święta przy rodzinnym stole przebiegały w napiętej atmosferze, zwłaszcza gdy osuszała się butelka, ale i to mnie nie zmusi do zmiany zdania. Mówimy o… „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, nie o tym, czy szwagierce albo nawet i żonie zrobi się przykro. Mówimy o generaliach nie o rodzinnych pogawędkach i grabiach, które zawsze biorą pod siebie. Dla mnie ta reforma PiS jest jedną z ważniejszych, ponieważ nie dotyczy bieżących fajerwerków, nie jest nastawiona na medialny efekt i co najważniejsze bierze się za totalny bajzel na kółkach, który mieliśmy prawie przez 20 lat.

PiS dobierał się do edukacji jak pies do jeża, najpierw była odważna deklaracja, potem propozycja wycofania pomysłu i przeczekanie do lepszych czasów. Z drugiej strony wziął się PiS za populistyczną zmianę, czyli likwidację obowiązku szkolnego od 6 lat, czego nigdy nie popierałem i popierać nie zamierzam. Moją specjalnością jest narażanie się wszystkim, ale też pisanie prosto z mostu. Cała ta histeria wywołana przez Elbanowskich i skupionych wokół ich akcji, często bardzo wartościowych ludzi, pachnie niestety WOŚP na kilometr. Zasłanianie się biednymi dziećmi, co uniemożliwia jakąkolwiek racjonalną dyskusję nad koniecznością zmian. Tam gdzie pojawiają się zapłakane mamusie z pociechami na rękach, kończy się twarda ojcowska rozmowa o kształceniu i wychowaniu. Zostawiam jednak ten wątek, żeby nie mieszać ponad miarę i nie doprowadzić do rozwodów. Powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej, która teraz będzie się nazywać powszechną plus czteroletnie liceum, samo w sobie jest zmianą na lepsze. Wynika to wprost z doświadczenia. Nikt trzeźwy nie powie, że po „reformie” Buzka polska edukacja stoi na wyższym poziomie. Jest dokładnie odwrotnie, niemal sięgnęliśmy dna. Właśnie się dowiedziałem, że jedna z gimnazjalistek, która miała w teście 0 (ZERO) punktów z matematyki poszła do LO i…. przyjęli ją. Jak to możliwe? Ano właśnie tutaj dochodzimy do sedna, bo oczywiście sam powrót do starego podziału nic nie zmieni.

Strony

25669 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

41 (liczba komentarzy)

  1. jestem za zaoraniem, chociaż mi nie wsmak bo dotknie syna, który będzie miał po podstawówce jeszcze dodatkowe 2 lata, a nie 3 jak teraz, przy jakimś nowym programie. Będzie nam pod górkę, ale damy radę. Byle rozwalić to co jest teraz bo to patologia.

    Ale niestety, PIS nie robi już tak jak to wolałbyś Ty i ja też.  Zostawia edukację wczesnoszkolną, która ja nazywam edukacją późnoprzedszkolną. Zostawia jedną nauczycielkę przez 4 lata, ale to nie ból, zostawia chore zajęcia zintegrowane. A to wolna amerykanka dla nauczycieli i chaos dla uczniów. 
    Jeśli nie wywali durnych zeszytów ćwiczeń, i nie będzie powrotu do świętych rzeczy jak podręcznik plus zeszyt to nic się nie zmieni. Rodzice będą ślęczeć nad wypełnianiem w domach zeszytów ćwiczeń, które kompletnie nic nie dają. 

  2. Już przy samym pojawieniu się gimanzjów byłem absolutnie przeciw nim. Uważam, że 'skoszarowanie' ludzi w ich cielęcym wieku, bez przeciwwagi ani z góry, ani z dołu, może przynieść wszystko z wyjątkiem czegokolwiek dobrego. I tak się stało. Moja żona - 'ciało pedag.' - ma okazję obserwować na codzień dewastację szkoły (w jednym budynku gimnazjum i licea) przez 'szczawy' z gimnazjum. Wiecznie pourywane wlewki przy umywalkach, powypisywane różne horrendalne głupoty itp.
    Co do szkoły od 6 lat: Moje dzieci poszły do szkoły - córka, gdy nie miała jeszcze 5. lat, - syn gdy nie miał ukończonych 6. Jakoś sobie poradzili (nie wyjechali) - jakbym napisał jak, byłoby że się przechwalam.

  3. to raczej założenia jakie narzucono wobec "Państwa", to jak miało funkcjonować i kto był wyznaczany do pilnowania tego koszmarka.

  4. Miałem takich, już po maturze, na studiach w szkole prywatnej na pęczki. Dziecię nie potrafi sklecić poprawnie zdania składającego się z podmiotu, orzeczenia i dopłenienia. Układ rozprawki: wstęp, rozwinięcie, zakończenie jest im tak samo znany jak socjalizmowi dobrobyt. Uciekłem do państwowej szkoły, bo tam przynajmniej trochę się wstydzą, jak im poprawiam błędy ortograficzne w pracy magisterskiej. Wyobraźcie sobie co by to było, gdyby pokolenie takich tumanów zaczęło uczyć kolejne latorośli.

  5. kolejne latorośla

  6. było sobie odmienić winorośl. Trudna jest ta języka polska

  7. Jestem cienki z gramatyki, więc jak zobaczę błąd u kogoś to mam dużo uciechy.

  8. eh

  9. avatar

    - to tumany w sensie IQ?
    czy
    - to tumany bo solidnie zaniedbane są?

  10. Jest cały łańcuszek faktów, które degenerują system: brak progów punktowych przy naborze do liceum ( w dobie niżu demograficznego każda "sztuka" się liczy), obniżanie wymogów na maturze itp. Być może  służy to temu, żeby uczelnie niepubliczne miały nabór na swoje kierunki. W latach osiemdziesiątych  w Bydgoszczy były 4 uczelnie, obecnie jest ich ponad 20. Podobnie jest w wielu innych miastach. Poziom nauczania jest baaaardzo różny . Bywa i tak, że etat czeka na człowieka tylko potrzebny jest "papier" ukończenia wyższej uczelni, to po co się wysilać i studiować solidnie skoro można łatwiej, prościej, bez wysiłku.

  11. Strony