Refleksje ateisty nad fenomenem katolicyzmu

Prześlij dalej:

49 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    eee, a niektore nawet do 23-ciej.

  2. To komuchy wymyśliły Święto Zmarłych, nie Kościół, do którego i tak wszyscy o wszystko mają pretensje bo kto to widział tak trwać i się nie rozlecieć ...
    Drogi MK, a na ten temat poczytaj innego "blogiera"
    Jest Uroczystość Wszystkich Świętych (jako żywo masz porządnego patrona) oraz Dzień Zaduszny 
    polecam (co ci szkodzi - to świetny kaznodzieja) :
    http://zpm.nata...

    A na propozycję świętowania Halloween tylko pukam się w czoło. Durnych świąt amerykańskich nie obchodzę, niechby dali wolne na Święto Dziękczynienia, to zjadłabym indyka, a co.

  3. avatar

    Ale dlaczego na mnie krzyczysz? Komuchy miały moc, ale nie przerobiły Świętego Mikołaja na Dziada Mroza, tak jak nie przerobiły Bożego Narodzenia na Grudniowe Święto. Przyznaj, że listopada myli się nawet katolikom i to jest pewien wyjątek wśród wielkich świąt chrześcijańskich.

  4. avatar

    Zdarzyło mi się “near death experience”. Miałam wtedy 14 lat i operację na wyrostek, pracowali nad moim brzuchem, a ja chodziłam po sali operacyjnej i zaglądałam chirurgom przez ramię, widziałam to, o czym wtedy nie mogłam wiedzieć, pamiętam dużo szczegółów. Powiedziałam potem mamie i siostrze, leżąc już na normalnym szpitalnym łóżku to, co mogłam powiedzieć – że mnie uspali, ja spałam i to mi się śniło.  To było w 1977 roku, wtedy nikt o takich zjawiskach jeszcze nie mówił. Dziesięć lat później naukowo dowiedziałam się, że na tym polega “znieczulenie ogólne”, anestezja sprowadza mózg do stanu bliskiego śmierci, w sposób kontrolowany. A odczucia z granicy śmierci są przez ludzi relacjonowane w bardzo podobny sposób.
     
    Ludzie widują zmarłych, pojawiających się obrazem w domu lub koło domu, ale o tym mówią tylko ludzie zwykli, tacy, którzy się nie boją opinii wykształconych realistów. Trzeba mieć pewien komfort mówienia o tym, nie bać się, że się będzie poczytanym za idiotę.
     
    Mój ojciec zmarł w styczniu.  Leżał w szpitalu w śpiączce. Była wtedy sylwestrowa noc. W domu na wsi, gdzie on bardzo lubił być, tak około pierwszej po północy, wierzący acz racjonalny mężczyzna z niedowierzaniem zamrugał i zapytał żonę: Czy ty widzisz to, co ja? Tak – powiedziała – wujek jest... pewnie wujek umiera...
     
    Dojechałam tam, już wtedy nie żył, z powodu różnicy czasu i stresu spać nie mogłam, była czwarta rano, wstałam i poszłam pisać email do siostry. Pisałam, że dotarłam, że podróż była udana, i widziałam, jak ojciec przedpokojem przeszedł. Paliłam papierosa wtedy i przez moment widziałam, że stanął nade mną, za chwilę obraz zniknął, ale pozostało w powietrzu “Rzuć to świństwo!” Ja nie wyczekiwałam obrazów, byłam za bardzo racjonalna, ale oczy to wszystko twardo widziały.

    Ja jestem cholernie racjonalna, wykształcona, ateistka, pracuję jako naukowiec w dziedzinie  ścisłej ... I co?

    Taki tu dziś jest nastrój, że się ośmieliłam napisać… nie o wszystkim, co mi się zdarzyło, było tego dużo więcej - ale o tym, że ja wiem, że ISTNIEJE DRUGA STRONA ŚWIATA.

    Nie po to te wielkie litery, żeby kogoś zirytować, ale żeby dać dobry przekaz. "Nie cały umrę"...  tak to było?
    I tak będzie.

     

  5. Nic z tego. To przez wieki kościół budował swą potęgę na celibacie. To tylko tak niewinnie brzmi; celibat czyli życie singla, oddanie Bogu, nie rozpraszanie swych myśli na ziemskie sprawy, więcej czasu dla wiernych. Nic bardziej mylnego. Zniesienie celibatu wprowadziło by do kościoła katolickiego inne wartości. Może to i dobrze, bo statystyczny ksiądz wiedział by o czym mówi w przypadku rodziny i spraw wokół niej, a nie tylko być autoryteten od molestowania młodych chłopców. Zniesienie celibatu wprowadza do kościoła takie pojęcie jak "ustawowe dziedziczenie" co jest największym problemem kościoła, czyli innymi słowy pojawia się konkurencja w postaci najbliższej rodziny księdza do dziedziczenia po nim. Już kościół nie może położyć swej łapki na majątku księdza. Co prawda jeśli ktoś jest sprytny dziś i ma dziś rodzinę (choć nieoficjalnie) jest w stanie rozwiązać to inaczej. To po zniesieniu celibatu będzie to następowało z urzędu. Kościół się na taki krok nie zdecyduje i tu posłużę się przykładem z życia. Kolega ma brata zakonnika. Ich ojciec miał dobrze prosperujący biznes, kilka samochodów i nieruchomości. Ale stało się i zmarł. Wiadomo, majątek do podziału. Lecz "braciszek" mówi, że on się zrzeka swej części spradku. Powód; po przyjęciu spadku łapę na nim kładzie kościół i po własności prywatnej. amen

  6. avatar

    Widzę, że za celibatem jest większość facetów. Panowie nie wywołujcie tego strasznego wilka z lasu.

  7. W styczniu rusza kolejna edycja Blog Roku. Mam nadzieję, że i w tym roku zgłosi Pan swój blog do konkursu?

  8. Przeżyłem to osobiście. Jest dokładnie tak, jak opisują to inni. Jest światło, wszechogarniająca miłość i bolesne zdziwienie po powrocie do rzeczywistości. Byłem sam w domu, nikt mnie nie reanimował. 

  9. Moje osobiste doświadczenie z odwalaniem kity jest zdecydowanie negatywne. Zwierzęcy strach, pewność że to koniec. Świat ciemnieje i ucieka na zawsze.
    Może to odczucie zależy od tego jakie ośrodki w mózgu ulegają najpierw niedotlenieniu, a jakie się wówczas aktywują.

  10. "zgon" nastąpił momentalnie, nie było czasu na strach. Najpierw widziałem swoje ciało leżące na podłodze, a potem zaczęła się droga ku światłu, ogarnęła mnie błogość. Potem coś lub ktoś powiedziało mi, że to nie jest jeszcze mój czas i że muszę wrócić. I to było zdecydowanie bardzo przykre odczucie.

  11. Strony