Refleksje ateisty nad fenomenem katolicyzmu

Prześlij dalej:

Dzień zobowiązuje do refleksji, ale nie napiszę za wiele o 1 listopada, bo od dziecka mylą mi się wszyscy świeci, ze wszystkimi zmarłymi i chyba nie jestem odosobniony w pomyleniu znaczeń. Prawdę mówiąc mam spory żal do Kościoła Katolickiego, który potrafił prosto nazwać i zdefiniować Boże Narodzenie i Wielkanoc tak, że nikomu się nic nie myli, a 1 listopada równie ważny ma jakieś pułapki katechetyczne plus kompromisy soborowe. Poza małą pretensją do formalnych zawiłości jestem całym sobą za kultywowaniem tego dnia, co może brzmi dziwnie w ustach ateisty, ale mnie fascynuje w człowieku szacunek do śmierci, przy jednoczesnej pogardzie dla życia. Jako grzesznik obiecuję postawić każdemu dobrą wódkę, jeśli wizja raju rzeczywiście się spełni, co zapewne skończy się dla mnie czyśćcem, albo złożę gorzelnię w piekle. Dzień nie najlepszy do żartów, chociaż znawcy, czyli teolodzy twierdzą, że właśnie dziś należy się radować i weselić. Fachowcom pozostawiam te dylematy i po wstępnym psioczeniu chciałbym napisać parę słów na poważnie. Co mi się podoba w porządku chrześcijańskim i zwłaszcza katolickim? Dokładnie porządek i przywiązanie do najważniejszych momentów w życiu człowieka. W prostocie genialność. Jak się zaczyna życie katolika? W zasadzie nie ważne, ale każdy katolik powie, że to świętość, nie mówię, że każdy w praktyce się sprawdzi, ale poczęcia życia jest święte. Gdy się narodzi dziecko, jest wielkie święto zwane chrztem. Pamiętam tak piąte przez dziesiąte wypowiadane prze rodziców formułki, chodziło o wyrzekanie się grzechów, wiarę w najogólniej pojęte dobro. Żarliwa przysięga będę dobrym rodzicem. Potem jest pierwsza odpowiedzialność, która się kojarzy z zegarkami i rowerem, ale tak naprawdę, żeby przystąpić do I Komunii Świętej, przynajmniej za moich czasów, trzeba było wykuć na pamięć takie regulaminy i wiersze, jak parę lat później na egzaminach semestralnych.

Po I Komunii jest bierzmowanie i będę szczery, to drugi rytuał, którego do końca nie rozumiem, ale pamiętam, że sens sakramentu, o ile się nie mylę, to symboliczne wejście w dorosłe życie. Następny etap nieludzko wyśmiewany, nazywa się małżeństwo. Sam się śmieję, jednak nie robiłem żadnych scen, chciałem w kościele, z organami i całym misterium. W małżeństwie katolickim podnieca to, że małżonek nie może zdradzić i mam na myśli najszerzej pojętą zdradę. Surowa teoria, a mimo wszystko podpisuję się i jak dotąd stosuje w praktyce. Czcij ojca swego i matkę swoją, to nie sakrament, ale łącznik miedzy pokoleniami i wstęp do starości. W katolickiej Polsce nieustannie grzechem ciężkim jest pozostawienie ojców i dziadków w chorobie. Boję się tego obowiązku, nie wiem jakbym sobie poradził, ale dobrze, że taki obowiązek jest przykazany. I wreszcie śmierć, niesamowity szacunek dla śmierci połączony z wiarą, że nawet u schyłku życia można załapać się na życie wieczne. Do konającego katolicy wzywają przewodnika z olejami, który symbolicznie przeprowadza między świtami. Piękny cykl następujących po sobie szacunków dla człowieka, silne ramy, jasne drogowskazy. Zrozumie o co chodzi chłop, robotnik, kupiec i profesor, niby banały, a jednak ponadczasowe kotwice. Co roku wierzący i nie wierzący czerpią całymi garściami z katolickich świąt, które przypominają o co w naszym marnym życiu chodzi, dlatego tak mnie przekonuje ta prostota, uniwersalność i skuteczność.

Strony

34638 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

49 (liczba komentarzy)

  1. ...i czy w ogóle coś jest. Ale prawie nikt, nie zadaje sobie pytania, czym w ogóle jest życie. Mało tego, czym w ogóle jest ten świat, w którym żyję. Może najpierw zrozummy czym jest fenomen życia; tego że JESTEM, tego, że mogę zadać sobie w ogóle takie pytanie. A może wtedy nie będziemy brnąć w pytania o śmierć i życie pośmiertne...?

  2. avatar

    Dobre pytanie, ale jak dotąd żadnemu filozofowi nie udało się znaleźć odpowiedzi.

  3. ...polemizowałbym. Niestety każdy chciałby prostej odpowiedzi, bez lat zgłębiania takich zagadnień, a tak po prostu się nie da. Tak jak nie można naprawić samochodu, bez lat nauki tego fachu, tak nie da się wyjaśnić, czym to wszystko jest, bez zagłębienia się w ten temat. Co do tego, że żadnemu filozofowi nie udało się odpowiedzieć na to pytanie, to w moim najgłebszym przekonaniu jednak udało się odpowiedzieć na to pytanie, i to nie jednemu, a bardzo wielu. Choćby Budda, Jezus i naprawdę bardzo wielu jeszcze. Zdaje sobie sprawę z tego, że zalacało religią i tym samym nudą, praniem mózgów itd. Ale to wszystko takie nie musi być, pod warunkiem, że to my sami będziemy szukać odpowiedzi, mając w głębokim poważaniu to, co mówią nam instytucje z autorytetami stojącymi na ich czele, które zawłaszczyły sobie większość systemów religijnych i wypaczyły je do tego stopnia, że jedynie co możemy zyskać, to zejść na manowce.

  4. mysla wcale o smierci, dlatego zycie na tym padole staje sie coraz ciezszym brnieciem wlasnie.


  5. ...jeśli jest życie wieczne, to czy może istnieć coś takiego jak śmierć? Tak więc czemu mieliby żyć tak, jak by się jej lękali? Jeśli źle się prowadzą, to oni będą cierpieć, bać się śmierci, i kary na tamtym świecie za swoje życie. A to my bądźmy w porządku, a i nie mówmy innym, jak mają żyć.

  6. Żeby tak postawić pytanie, należy wytyczyć granice "świata", a to już może być trudne, bo są one płynne i zmieniają się w czasie, jak zmienia się świadomość człowieka :)

    Na to pytanie można dać odpowiedź, że świat jest tym co widzimy lub zobaczymy w przyszłości, pod mniejszym lub większym powiększeniem ;) Czyli konkretnie, świat jest materią wielu typów i jej wzajemnym oddziaływaniem, w różnych konglomeratach, kombinacjach i postaciach, nie wyłączając form żywych i samoświadomych.

    Jeśli zechcemy, damy radę wyobrazić sobie, jak w wyniku trwającego pewną ilość czasu wzajemnego oddziaływania materii, wskutek odpowiedniej, nieprzypadkowej sekwencji zdarzeń, powstaje żywy, a nawet samoświadomy, organizm.

    Toteż są bardziej frapujące pytania od "Czym jest świat?". Np. "Jaki był początek?" albo "Co było przed i co będzie po?". Albo jeszcze lepsze "Czy będzie koniec?", no i chyba najlepsze "Czy był początek?" ;) Bo być może świat, którego jesteśmy częścią, chociaż trwa, wcale nie miał początku, a tylko zmienia swoje formy... ;))

  7. Wierz, lub nie, ale to Wszystko, jest Tobą. Bo czy gdziekolwiek nie jesteś, nie jesteś tam? Świat jest jak to jabłko z drzewa poznania. Wyciągasz w jego kierunku rękę, a ono towrzy Ci rzeczywistość na poczekaniu...

  8. To akurat jest proste - TEN świat to zagroda dla owiec. Zarówno dla owiec czarnych (nie uwłaczając szatom), jak i owiec białych. I jak to w życiu - wśród owiec często trafiają się świnie oraz Stefan Niesiołowski.

  9. Obawiam się, że zniesienie celibatu przyniosłoby Kościołowi więcej szkód i zamieszania niż pożytku.

  10. Wynika to z tego,że ustanowił go Chrystus Zmartwychwstały i żyje w tym Kościele. Świątynią w Katolicyźnie są Chrześcijanie noszący w sobie Chrystusa który Żyje w nich....
    To o czym piszesz jest ważne i piękne ale to nie jest istota kościoła. Dzisiejsze święto to wspomnienie tych wszystkich w których zamieszkał Chrystus i którzy za życia wydawali Owoc Zmartwychwstania. Może już takiego w swoim życiu spotkałeś? poszukaj na pewno był....
    Bądź spokojny kościołowi nic nie grozi, ani putin ani islam ani gender ani wiarołomni chrześcijanie ani biskupi ze swoimi błędami, pychą czy grzechami....
    Nasza cywilizacja upadnie, to widać ale Kościół będzie żył aż do końca ludzkości....
    Upadł Rzym.... różne dzikie ludy zniszczyły tą znakomitą cywilizację a chrześcijaństwo w tych barbarzyńskich pogańskich plemionach zbudowało nową. Kim? św. Bendyktem (Włochy), św. Bonifacym ( Niemcy), św Gerwazym (Francja), św Wojciechem ( Polska) ,św Cyrylem i Metodym (wschód)...
    Tak więc drogi Piotrze (skało) nic się nie bój od 2000 lat jest pozamiatane i sprawy idą w dobrym kierunku - zawsze KU GÓRZE..
    Pozdrawiam

  11. Strony