Referendum – edukacyjna i polityczna katastrofa, na szczęście Tuska i Piechocińskiego

Prześlij dalej:

Większość Polaków powiedziała, że żaden Tusk lub innym Piechociński nie będzie decydował za rodziców, dziadków, wujków, o losach ich dzieci, wnuków, chrześniaków. Tylko i wyłącznie to zdecydowało o sprzeciwie i to również zdecyduje o trwałym gniewie. Polak wiele zniesie, ale gdy powiedzieć Polakowi, że jest głupszy niż inny Polak, a tym bardziej polityk, wtedy kończy się słynna polska tolerancja i uodpornienie. Sam posłałem dziecko wcześniej do szkoło, ponieważ tak po wielu tygodniach konkretnych rozmów i obaw, zdecydowałem, a nie dlatego, że jakaś woźna Szumilas trzęsie się o stołek. Tusk najpierw przegłosował, że jest mądrzejszy od Polaków i będzie Polakom wychowywał dzieci, potem wyszedł przed kamery i nie ukrywał swojego triumfalizmu. Gorszego idiotyzmu polityk zrobić nie może. Dlaczego Tusk, który tytanem intelektu nie jest, ale cwaniakiem był zawsze, popełnił taką głupotę? Z jednego powodu, on nie miał wyjścia, on już nie walczy o przyszłe zwycięstwo, ale o zachowanie pozorów władzy i niekoniecznie chodzi o władzę w Polsce, bardziej o władzę w partii. Kiedyś takie zachowanie byłoby dla Tuska niedopuszczalne, przecież wystarczyło zrobić referendum, wyjść na fajnego wujka i uzyskać zamierzony efekt polityczny. No nie ma takiej siły, żeby 50% poszło do urn w sprawie, która nawet nie dotyczy takiej liczby Polaków. Tak by się stało w czasach wielkości Tuska, ogłoszono by referendum, które z góry było skazane na porażkę, ale w czasie agonii Donald musiał na siłę prężyć siusiaka, aby pokazać, że jeszcze może. PO i PSL przegrali z kretesem referendum. Politycznie jest to kompletna katastrofa, która odbije się w przyszłych wyborach, doraźne cele zostały osiągnięte, jednak niebotycznym kosztem najbliższych porażek. Naturalnie nie samo referendum zdecyduje o spadkach notowań, ale będzie to bardzo ważny element.

Strony

19889 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

27 (liczba komentarzy)

  1. że chce wysyłać dzieci do szkoły i przeoczył okazję?

  2. wpadła w histerię i podała Kaczyńskiego do sądu sejmowego.

  3. ekspertów z Ministerstwa Szczęścia, jakie argumenty na fejbóku, matko ty moja kurko :)
    Że będziemy biedni jak dzieci nie pójdą do szkoły wcześniej i że, ten no w Holandii są ludzie najbogatsi i najszczęsliwsi bo idą do szkoły w wieku 4 lat.
    Poziom debilstwa w wykonaniu copyrajterów będących pod wpływem margaryny superniani przekroczył wszystkie normy.
    PS. Taa ... ja odgrzewałam na gazie jedzenie jeszcze młodszej siostrze. Dużo młodszej. Takżeśmy sobie z mężem wspominali podstawówkę z PRL: ludziki z kasztanów robione gwozdziem, robienie sałatek i kanapek, gotowanie zupy, szydełkowanie, szaliki na drutach, obrabianie metalu i drewna na tokarkach, tworzenie rzezb z materiałów miękkich i twardych, wchodzenie i wychodzenie oknem do szkoły, wycieczki do drewnianego sracza na podwórzu (ale to tylko okazjonalnie bo zrobili już wielkie śmierdzące kible). W przerwach wchodzenie na wszystkie drzewa w okolicy w celu kradzieży owoców. No i gwózdz programu, 3 kilometrowy spacer w jedną stronę bez wzgledu na pogodę.

  4. to era Gagarina. Na 1 maja zbudowaliśmy wielgaśny kartonowy model rakiety, a w domu z opakowań po kremie mojej mamy budowałem stację marsjańską. No i traktor Słodowego - szpulka po niciach, kawałek świecy, zapałka i gumki recepturki.

  5. Bolka i Lolka co pokazuję dzieciom :D

  6. avatar

    W jednej szkole byli ósmoklasiści, czyli spocone pryszczate chłopaki i cycate pryszczate dziewczyny, i razem zupełnie małe dzieci, 7-latki, i ja, 6-latka (wtedy wcześniejsze rozpoczęcie szkoły było rzadkie). Umywalki i kible były na normalnych dorosłych wysokościach, w kiblach drzwi, które się nie zamykały, trzeba było koleżankę poprosić "potrzymasz mnie?", czyli drzwi. W kranach tylko zimna woda, papieru toaletowego nie było w domach, a co dopiero w szkołach - nikomu na myśl nie przeszło nawet, że w szkole powinien był papier w toaletach. Mama musiała wyposażyć, a jak nie wyposażyła, to trzeba było sobie radzić. Ze wszystkim trzeba było sobie radzić. I sobie wszyscy radzili, i ja też. Z kranu zimną wodę się piło, mydła nie było, ani ręczników, po skorzystaniu z ubikacji rąk się nie myło, co najwyżej w zimnej wodzie schlapało i potem z zziębiniętymi grabiami szło się na lekcję, i wszyscy byliśmy zdrowi.

    Wielką sprawą w tamtych czasach była pani dentystka w szkole, nikt nie lubił sprawdzania zębów na początku roku ani potem wywoływania z lekcji na plombowanie, ale nam te szkolne dentystki zęby na resztę lat życia podratowały.

    Poszłam do szkoły rok wcześniej, bo się nudziłam (siostra już chodzila do szkoły) i czy to cuda jakieś zaistniały, że nic mi się nie stało? Wręcz przeciwnie, ja szkołę bardzo lubiłam i ja sama nie pamiętam, ale moja mama wspomina, że po powrocie ze szkoły i odrobieniu lekcji, choć jeszcze było popołudnie, mówiłam, że nie mogę doczekać się jutra.

    Dodam jeszcze, że od wieku lat trzech towarzyszy mi w życiu choroba. Sprawa tak poważna dla moich dobrych rodziców nie spowodowała, żeby dziecka nie wysłać do szkoły rok wcześniej. Bardzo im za to dziękuję.

  7. Byli, byli, tylko tak sobie uświadomiłam, że to byli również nasi starsi bracia, siostry, kuzyni ... Nie jakies tam obce rozbuchane hormonami nastolatki ...
    Każdy prawie miał jakiegoś smarkacza pod opieką ... kaskadowe wychowanie, tak sobie przypominam ..

  8. Strony