Referendum – edukacyjna i polityczna katastrofa, na szczęście Tuska i Piechocińskiego

Prześlij dalej:

Warto sięgnąć do wykluczonej ze szkół historii, by przypomnieć sobie o stresie, emocjach i wysokich ławkach we Wrześni albo o podłodze i jednym krążącym podręczniku między drużynowymi Szarych Szeregów. Przeginam w drugą stronę, żeby się nam wszystkim trochę pod deklami unormowało, po odrzuceniu skrajności „bezstresowego wychowania” i wojny o zachowanie polskiej szkoły. Jak większość z mojego pokolenia chodziłem z kluczem na szyi, sam odgrzewałem sobie obiad, o zgrozo na gazie. Grałem w piłkę na ulicy i strzelałem z karbidu zanim Rońda pokazał lemingom, że tak można, to były piękne, stresujące, czasy i każde pokolenie, jeśli chce wyjść na ludzi musi żyć jak ludzie, nie jak kurczaki powkładane do inkubatorów z równo przyciętymi sraczami. Niech to pokolenie też ma swoją legendę, na przykład taką, że przeżyło szkołę Tuska zaczynając od 6 roku życia. Tyle w kwestii zasadniczej, dalej mam mniej kontrowersyjne wnioski. Co się w ostatniej chwili udało zażegnać z ACTA, to się kompletnie spieprzyło w referendum. Czym innym jest zawartość merytoryczna referendum, czym innym sposób w jaki Tusk z Piechocińskim rozprawił się wcale nie z milionem Polaków, ale z 64% Polaków i nie tylko rodziców. Sponiewieranie ludzi połączone z próbą publicznego ośmieszenia. Akcja ze zwijaniem transparentu przez Tuska, to dotąd niespotykana żałość w wykonaniu konającego błazna. Za te i podobne obrazki PO i PSL zapłaci wysoką polityczną cenę, bo po pierwsze stracili okazję do złotego rozwiązania (referendum bez frekwencji), po drugie pokazali swoją wyższość i pogardę dla elektoratu. Tusk wycofał się z ACTA, gdy zrozumiał, że w jednym szeregu stanęli faszyści i anarchiści, autorytety i szara masa. Posypał głowę popiołem udał fajnego kumpla i mu się upiekło. Referendum w sprawie sześciolatków ma identyczny podtekst, bo przecież 64% Polaków nie ma i już nie będzie mieć dzieci w wieku 6 lat. Temu, brzydko mówiąc, odsetkowi, chodziło o coś zupełnie innego.

Strony

19898 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

27 (liczba komentarzy)

  1. że chce wysyłać dzieci do szkoły i przeoczył okazję?

  2. wpadła w histerię i podała Kaczyńskiego do sądu sejmowego.

  3. ekspertów z Ministerstwa Szczęścia, jakie argumenty na fejbóku, matko ty moja kurko :)
    Że będziemy biedni jak dzieci nie pójdą do szkoły wcześniej i że, ten no w Holandii są ludzie najbogatsi i najszczęsliwsi bo idą do szkoły w wieku 4 lat.
    Poziom debilstwa w wykonaniu copyrajterów będących pod wpływem margaryny superniani przekroczył wszystkie normy.
    PS. Taa ... ja odgrzewałam na gazie jedzenie jeszcze młodszej siostrze. Dużo młodszej. Takżeśmy sobie z mężem wspominali podstawówkę z PRL: ludziki z kasztanów robione gwozdziem, robienie sałatek i kanapek, gotowanie zupy, szydełkowanie, szaliki na drutach, obrabianie metalu i drewna na tokarkach, tworzenie rzezb z materiałów miękkich i twardych, wchodzenie i wychodzenie oknem do szkoły, wycieczki do drewnianego sracza na podwórzu (ale to tylko okazjonalnie bo zrobili już wielkie śmierdzące kible). W przerwach wchodzenie na wszystkie drzewa w okolicy w celu kradzieży owoców. No i gwózdz programu, 3 kilometrowy spacer w jedną stronę bez wzgledu na pogodę.

  4. to era Gagarina. Na 1 maja zbudowaliśmy wielgaśny kartonowy model rakiety, a w domu z opakowań po kremie mojej mamy budowałem stację marsjańską. No i traktor Słodowego - szpulka po niciach, kawałek świecy, zapałka i gumki recepturki.

  5. Bolka i Lolka co pokazuję dzieciom :D

  6. avatar

    W jednej szkole byli ósmoklasiści, czyli spocone pryszczate chłopaki i cycate pryszczate dziewczyny, i razem zupełnie małe dzieci, 7-latki, i ja, 6-latka (wtedy wcześniejsze rozpoczęcie szkoły było rzadkie). Umywalki i kible były na normalnych dorosłych wysokościach, w kiblach drzwi, które się nie zamykały, trzeba było koleżankę poprosić "potrzymasz mnie?", czyli drzwi. W kranach tylko zimna woda, papieru toaletowego nie było w domach, a co dopiero w szkołach - nikomu na myśl nie przeszło nawet, że w szkole powinien był papier w toaletach. Mama musiała wyposażyć, a jak nie wyposażyła, to trzeba było sobie radzić. Ze wszystkim trzeba było sobie radzić. I sobie wszyscy radzili, i ja też. Z kranu zimną wodę się piło, mydła nie było, ani ręczników, po skorzystaniu z ubikacji rąk się nie myło, co najwyżej w zimnej wodzie schlapało i potem z zziębiniętymi grabiami szło się na lekcję, i wszyscy byliśmy zdrowi.

    Wielką sprawą w tamtych czasach była pani dentystka w szkole, nikt nie lubił sprawdzania zębów na początku roku ani potem wywoływania z lekcji na plombowanie, ale nam te szkolne dentystki zęby na resztę lat życia podratowały.

    Poszłam do szkoły rok wcześniej, bo się nudziłam (siostra już chodzila do szkoły) i czy to cuda jakieś zaistniały, że nic mi się nie stało? Wręcz przeciwnie, ja szkołę bardzo lubiłam i ja sama nie pamiętam, ale moja mama wspomina, że po powrocie ze szkoły i odrobieniu lekcji, choć jeszcze było popołudnie, mówiłam, że nie mogę doczekać się jutra.

    Dodam jeszcze, że od wieku lat trzech towarzyszy mi w życiu choroba. Sprawa tak poważna dla moich dobrych rodziców nie spowodowała, żeby dziecka nie wysłać do szkoły rok wcześniej. Bardzo im za to dziękuję.

  7. Byli, byli, tylko tak sobie uświadomiłam, że to byli również nasi starsi bracia, siostry, kuzyni ... Nie jakies tam obce rozbuchane hormonami nastolatki ...
    Każdy prawie miał jakiegoś smarkacza pod opieką ... kaskadowe wychowanie, tak sobie przypominam ..

  8. Strony