Putin i Kaczyński opierają politykę na myśleniu, pozostali posiadają poglądy

Prześlij dalej:

Dawno się tak nie umordowałem lekturą analiz geopolitycznych i makroregionalnych. Bogu dzięki wszystkie oryginalności i pozostałe wykwity intelektu rozmaitych filozofów od polityki robionej klawiaturą, pozostają tylko i wyłącznie maligną biesiadnika spożywającego weekendową kiełbaskę popijaną piwem. Władimir Władimirowicz Putin korzysta z diagnozy swojego znanego poprzednika niejakiego Ulianowa i wykorzystuje całe armie pożytecznych półgłówków do realizowania niezmiennie prostych prowokacji. Każda akcja radziecka jako żywo przypomina metody carskiej ochrany, której KGB stało się wyłącznym spadkobiercą. Na oczach świata spacerują sobie po ulicach żołnierze w anonimowych mundurach, z maskami na twarzy, a społeczność międzynarodowa udaje, że nie wie o kogo chodzi i co się dzieje. Jeden samotny staruszek od lat zwraca uwagę, że tak właśnie prosto i skutecznie wygląda świat polityki mocarstwowej, ale jego konstatacja nie posiada cech wydumanej oryginalności, czyli podstawy „poglądów”, o których jeszcze trochę napiszę. Czytam sobie przez te kilka dni wyrażane opinie od lewa do prawa i z owych popisów pseudointelektualnych wyłania się zagadka skuteczności Rosji. Putin napisał sobie nad łóżkiem: „Żadnej finezji tylko i wyłącznie polityka faktów dokonanych”. Jak napisał tak zrobił, wszedł na Krym i bierze, co mu się podoba, a wy pożyteczni myśliciele debatujcie do rana o tym, że 300 lat temu na Krymie żyli Tatarzy i władali chanatem albo deliberujcie o żydowskich kupcach, sprzedających radzieckie surowce. Właściwie ciężko określić jakie towarzyszą mi uczucia po lekturze paru zdań spisanych przez Adama Michnika, dalej nie jestem w stanie się katować przebudzeniem redaktora, który nagle zobaczył na Kremlu prymitywnie skutecznych bandytów, chociaż całe lata widział polskich partnerów na wschodzie. Podobnie mam z przeciwnym gatunkiem głupoty wyrażanej sympatią dla czegoś trudno definiowalnego, ponieważ w przypadku Rosji putinowskiej mamy do czynienia z połączeniem bolszewizmu i nacjonalizmu. Jakie procesy chemiczne muszą zachodzić w mózgu „współczesnego endeka”, który widzi zagrożenie dla Polski w postaci grupki nacjonalistów ukraińskich z poparciem społecznym na poziomie 0,8 % w skali Ukrainy i dlatego chciałby pozostawić Putina w spokoju, aby ten dalej mógł sobie wyrywać kawałek po kawałku z dawnego imperium radzieckiego.

Strony

24441 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

27 (liczba komentarzy)

  1. Kurak bardzo często podzielam Twoje ( zdanie) poglądy bo mam takie już od lat, czyli myślałem już wcześniej nawet niz Tobie to przyszło,  a tak a propos myślenia przetraw to:
     http://zezorro....
    Powiązać to wszystko można łatwo z tym co Ty myślisz na te tematy i nawet jedno drugiego nie wyklucza w kontekście wczorajszej w temacie polemiki, tylko trzeba włączyć myślenie na drugi bieg.

  2. avatar

    To jest ten sam myśliciel na drugim biegu, który wymyślił na piątym biegu "maskirowkę". Nawet idiota przy odrobinie wysiłku i kawałku mapy może zobaczyć, że cała ta "teoria" nadaje się do roztrzaskania o kant dupy. Flotę czarnomorską można umieścić na X sposób w ramach ruskiego wybrzeża, które nie budzi żadnych kontrowersji, a z Krymem chodzi o Krym, innymi słowy przejmowanie terytorium przez imperium i o nic więcej. Proszę mi tu nie wklejać śmieci, czyli nie spamować.

  3. avatar

    Słucham na bieżaco wszystkich komentarzy i nic innego z nich nie wynika. Na Putina jest tylko jeden sposób, pięścią w stół. Tylko kto to ma zrobić? Angela? Przecież ona nie ma jaj.

  4.  ale za to prawdopodobnie ma teczkę w Moskwie na biurku rasPutina.

  5. Ale bardziej chodzi o to że współczesny świat bardziej opiera się na rozwoju i marchewce niże przyłączeniu terytorium po inwazji. Dla Rosji nieopłacalny jest atak na Niemcy czy Francję, bo robi z nimi świetne interesy. Zresztą Rosja nie chce zniszczyć Europy tylko oddzielić od USA. Dlatego dla Francji czy Niemiec, prowokowanie konfliktu z Rosją jest nie na miejscu.

  6. avatar

    O co chodzi w tym mocno rozgrzanym informowaniu o zagrożeniu wojną, w mainstreamie? Na onecie napięcie na Krymie relacja na żywo, Koziej zmienia zdanie i Polska znajduje się w stanie zagrożenia, itd.

    Co się dzieje w gabinetach, skoro tyle się dzieje w agencjach prasowych, nie Kaczyński grzmi o ruskim zagrożeniu, ale "władza" - co oni chcą na Polakach ugrać?

  7. avatar

    Podejrzewam, że chodzi o jedno. Nawet karłowaty wywiad RPIII pewnie nie sam ustalił, ale dostał cynk od innych, że jest plan przejęcia przez ruskich nie Krymu, ale wschodniej Ukrainy. I to jedna rzecz. Druga odnosi się do tego co było jasne od zawsze. Zachód ma Ukrainę i Polskę w dupie, w obliczu działań Putina, zostaliśmy sami z łapami w nocniku po łokcie, czyli nic nowego. Całe to towarzystwo się po prostu zesrało i nie widzę tu drugiego dnia, zwykła panika wyrażana spontanicznie.

  8. avatar

    Na youtubie od lat są wypowiedzi Dugina odnośnie Ukrainy i nie tylko. Rozumiem, twierdzisz że chłopcy potrafią posługiwać się internetem?

  9. avatar

    Każda stacja ma swojego reportera na Krymie i w ramach dzienników  przekazują relacje. Nie apatują zdjęciami wojska, pokazują normalne życie, jak gdyby nigdy nic. Jeśli mowa o strachu przed wojną, to obywatele mówią o obawie ataku NATO na Ukrainę.
    Myślę że nasi celowo podgrzewają atmosferę w mediach, bo jak się to wszystko rozejdzie po kościach, to się okaże że bohaterstwo Radka i światła reakcja ryżego uchroniła nas przed najgorszym.

  10. avatar

    Trudno aby Niemcy się przejmowały Krymem tak jak Polska. Niemcy przejmują się rurą bałtycką i tyle ich zmartwień, a co sobie weźmie Putin od wschodnich ludów powiewa im jak zawsze. U nas działają normalne mechanizmy, po pierwsze spirala medialna, która się pojawia zawsze przy "sensacjach" i autentyczny strach władzy ludowej, która po raz pierwszy musi na oczach Polaków zweryfikować swoje "złote myśli" o najlepszych stosunkach z sąsiadami. Co do zysków medialnych jest dokładnie odwrotnie. Tusk I Sikorski stają na głowie, żeby nie powtarzać słowo w słowo z diagnoz i recept Kaczora, ale nic im z tego nie wychodzi. Jestem więcej niż pewien, że nie o czymś takim marzył Tusk, a obrazu bankructwa polityki "dobre stosunki" zatrzeć się nie da. Poza wszystkim i jak nigdy nie ma żadnej próby walki z PiS, pokazywania wariatów, którzy chcą ruszyć na Moskala, bo głupio by to wyglądało. Słowem cała ta medialna machina żyje swoim życiem i żadnych korzyści dla PO nie widzę, wręcz przeciwnie. Jeśli się nawet skończy pozytywnie, w co nie wierzę, bo to widać po minie i tonie Tuska, który się modli, żeby na Krymie się skończyło, to żadnych kuponów władza ludowa od tego nie odetnie. Inna rzecz, że jeden zwrot akcji może wszystko zmienić na lepsze lub gorsze, ale nie Tusk będzie zwroty kontrolował.

  11. Strony