Prześlij dalej:

Często się ciskam, że dziennikarzom się nie chce sprawdzać podstawowych informacji i piszą brednie według własnego widzimisię albo zamówień na tekst. Tym razem podrzucę mały kamyczek do własnego ogródka, otóż mnie się też dziś i wczoraj nie chciało sprawdzić dokładnie o co chodzi ze sponsorowaną wizytą Warzechy. Mógłbym to nadrobić, nawet teraz, bo przecież to nie jest temat rzeka, tylko parę kliknięć, ale szkoda mi na to życia. Wystarczy, że wiem tyle, co potwierdził sam Warzecha i czego się dowiedziałem z komentarzy ludzi znających temat. Krótko mówiąc ambasada niemiecka opłaciła Warzesze wyjazd do Niemiec, po którym rzeczony napisał pean na temat niemieckiej dobroci i potępił polską głupotę.

Pierwsza reakcja wielu Polaków, w tym również moja, to odruch wymiotny. Kojarzy się to jak najgorzej, chociaż oczywiście egzaltowane opinie, które odnosiły się do szmalcownictwa, czy volksdeutscha są idiotyczne. Trudno się za to nie zgodzić z krytyką równie brutalną, ale niestety celną, takie umowy-zlecenia ocierają się co najmniej o intelektualną prostytucję. Jest to sytuacja absolutnie nie porównywalna z klasycznym artykułem sponsorowanym, jakie wielu dziennikarzy dla pieniędzy i tylko dla pieniędzy produkuje. Przy takich artykułach mamy do czynienia z poczuciem własnej wartość i etyką, bo jeśli produkt jest w miarę uczciwy to jest szansa, że i artykuł taki będzie, ale wiadomo jak się dzieje najczęściej. Cała grupa aktorów i aktorek wciskała biednym emerytom największy chłam do gotowania bez tłuszczu i to samo czynią dziennikarze. Smutne, ponieważ prawdziwe. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie wspomniał o własnej działalności.

Bodaj dwa razy w życiu napisałem artykuły sponsorowane, wyraźnie oznaczone i o ile pamiętam oba dotyczyły opon, czyli czegoś na czym się znam. Przekonywałem, że opony zimowe to nie lewacka legenda i nadal, zupełnie za darmo i bez żadnego interesu, polecam wymianę, sam to już zrobiłem. Piszę to wszystko po to, aby powiedzieć, że prawie każda działalność jest dla ludzi i można robić swoje zachowując siebie. Granicą jest to, czy ktoś kupuje u ciebie coś, czy kupuje ciebie. Dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Niemcy kupili sobie Warzechę i to dość tanio. Nie mam tu na myśli popularnego dowcipu, który krąży po Internecie i dotyczy kultowego talerza zupy, który na zawsze zostanie przy redaktorze. Domyślam się jedynie, że Mercedesa S klasy Warzecha nie dostał, ani też 100 tysięcy euro w reklamówce. Prawdopodobnie, choć podkreślam, że tego nie wiem, skończyło się na opłaceniu samej wycieczki, może jakiejś propozycji stałej współpracy.

Czy zatem się różni moja pisanina na zamówienie, czy wciskanie garnków emerytom od tego, co zrobił Warzecha? Można podać całą listę różnic, ale podstawowa jest tak, że Warzecha wsparł politykę Niemiec, która wbrew bredniom sponsorowanym Warzechy jest zdecydowanie antypolska i mówiąc wprost na eksploatację Polski nastawiona. Nie będę udowadniał tej tezy, bo to nie jest teza, tylko powszechnie znany fakt, a nie dostrzegać go mogą tylko ludzie niespełna rozumu lub dziennikarscy wyrobnicy. Rzecz wyjątkowo obrzydliwa i to w każdym aspekcie, Niemcy tanio kupili sobie polskiego dziennikarza, aby załatwić niemieckie interesy kosztem polskich, a ten dziennikarz jeszcze obrzucił gównem Polaków, którym zarzucił brak rozumu i przyzwoitości. Tak wygląda intelektualna prostytucja, ale mimo wszystko jeszcze raz przywołam tytułowe zdanie.

Przypadek Warzechy jest mało szkodliwy i bardzo pożyteczny. Tym razem czuję się w obowiązku przedstawić argumenty do tezy. Warzecha i jego niemiecka przygoda, z końcową zapłatą, są w pełni jawne. Każdy może się z tą żałosną produkcją zapoznać i każdy wie, że artykuł Warzechy, w którym zawarł pochwały dla Niemiec i przestrogi dla Polski, jest wynikiem konkretnej umowy. Dzięki temu czarno na białym mogliśmy zobaczyć, że Niemcy takie produkty zamawiają i polscy dziennikarze je wykonują. Jest to bardzo pożyteczna informacja i w sumie pisanina Warzechy nie przynosi takich szkód, jakby mogła przynieść w innych warunkach. Jakich? Najbardziej niebezpieczne dla Polski są te umowy niemieckie, zawierane z polskimi redaktorami, o których nie wiemy nic, a jest takich umów bardzo wiele.

Źródło foto: 
20828 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

41 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Gnida czy pluskwa? Oto jest pytanie. Niech sobie je rozstrzyga stary Niesiół między jedną delirką a drugą. 

  2. Kolejny namacalny dowód na to, że w Polsce mamy do czynienia z obcą agenturą. Bieda, że tzw. MIzWM (młodych, inteligentnych, z wielkich miast) mało co rusza. Dla nich postgoebbelsowska propaganda to oświecony przekaz - jedyna prawda. Ta propaganda tak ryje mózgi, że np. w Niemczech po WWII konieczna była niedemokratyczna denazyfikacja, gdyż było oczywiste iż w przeciwnym razie wybory wygrałaby znów NSDAP. Jak zatem bez oburzenia brukselczyków (a w efekcie udaremnienia samej istoty działania) przeprowadzić w Polsce delemingację?

  3. Czekam na czasy, kiedy Polską będą rządzili ludzie którzy chcą silnej Polski. Tak jak w Niemczech, Francji, USA, Wielkiej Brytanii, itd.

    PiS położył kampanię w wielkich miast z wyjątkiem Warszawy celowo, autorem był Bielan, który namawiał do nieprowadzenia kampanii bo gdyby PiS przegrał to byłoby mu przykro. A Sasin jest zadowolony. Cieszmy się razem z Sasinem, Michnikiem i Schetyną, że PiS w dużych miastach zgarnął w de. Sasin weź się człowieku ogarnij!

  4. Nie wiem, o jaki tekst Warzechy chodzi i okoliczności, które przyczyniły się do jego powstania. Jedno co wiem, że Warzecha napisał, na pierwszy rzut oka, całkiem sensowny (albo sensownie wyglądający) tekst nt nieuzasadnionych nadziei pokładanych w autach elektrycznymi tesli (w szczególności) i zapewne (nie pamiętam) całej tej elektromobilności (na czym próbował się PR-owo lansować M.Morawiecki) w szczególności - link:-> Samochody Tesli to zabawki dla znudzonych kalifornijskich bogaczy . Tekst ukazał się chyba tuż po tzw taśmach der Onetu, po których M.Morawiecki na zawsze pozostanie "miską ryżu".

  5. avatar

    Oooo! Znowu się pojawił agent "pastora z Lublina" ...

    "Błąkając się po odmętach ciemniejszej strony internetu możemy natknąć się na pastora Pawła Chojeckiego w groteskowy sposób przekonującego o tym, że Ziemia ma tylko kilka tysięcy lat, regularnie produkującego barwne wywody o watykańsko-rosyjsko-chińsko-islamskich spiskach czy opowiadającego o niemieckich planach czipowania Polaków i zamieniania ich w bezmózgich niewolników przy pomocy ukrytego w dezodorantach nowego Zyklonu B."

    http://marianipawel.blox.pl/2017/09/RAPORT-O-SEKCIE-CHOJECKIEGO.html

     

  6. Nie rozumiem jednego...na zjeciu tytulowym to nie jest Lukasz Warzecha. Czy to jest inny Warzecha czy moze Bartosz Węglarczyk...z Rzepy?

  7. Rzeczywiście, krzywogęby Węglarczyk jak w morde szczelił.

  8. avatar

    Czuję niedosyt, piszą, że to potomek w prostej linii UB-eka Światły, z mordy może i nawet podobny ale poprzestają jedynie na tym, że potomek, że w linii i że w prostej. Na synalka za młody, może wnuczę? 

  9. Czy ten szwabski cwel, Weglarczyk, jest mezem M. Ogorek???

    Jesli tak, to przestaje Ja ogladac!

  10. avatar

    Już byś se krzywy palancie sprawdził chociaż w lyberalnej w wikipedii zamiast takie żałosne pierdoły pociskać.

    To jest rozpuszczanie plotek, oszczerstw i insynuacji.

  11. Strony