Prof. Czachor i prof. Andrzej Wiśniewski wykazali JEDEN błąd w badaniu Chrisa Cieszewskiego

Prześlij dalej:

Wiem z kilku źródeł, że najbardziej kontrowersyjny fragment badania Chrisa Cieszewskiego został zweryfikowany negatywnie. Niektóre media już pisały, że w końcu ktoś zrobił to, co należało zrobić od początku i przed opublikowaniem analizy zdjęć satelitarnych. Do Smoleńska pojechało dwóch profesorów: Czachor i Wiśniewski oraz zawodowy geodeta mgr inż. Dariusz Szymanowski. Panowie przy pomocy prostych narzędzi, znanych ludzkości od lat, ustalili, że podana przez Chrisa Cieszewskiego lokalizacja brzozy jest błędna. Co więcej wszystko wskazuje na to, że „brzoza google” była prawidłową lokalizacją. Nie mam pojęcia kto i jak w tej sytuacji się zachowa, oczywiście mam na myśli „swoich”, bo nie ekipę od Laska przez Artymowicza, aż po Michnika i Tuska, wiem natomiast, co sam powinienem zrobić. Przede wszystkim nie napiszę: „a nie mówiłem”, ponieważ żadna satysfakcja z wielokrotnie wyrażanych wątpliwości i ostrzeżeń, żeby poczekać z ogłaszaniem zwycięstwa, mi nie towarzyszy. Po drugie muszę się przyznać, że o błędzie informowało mnie wielu zaangażowanych po jasnej stronie mocy i wszyscy mieli dokładnie taki sam dylemat – co z tym fantem zrobić. Proponowałem jedno, żeby poczekać na naukowo opracowaną analizę znoszącą badanie Cieszewskiego. Wyczekiwana weryfikacja nastąpiła i mam nadzieję, że wielu poczuje obowiązek, by się odróżniać od Laska, NPW, Artymowicza i całej tej gromady, która z nauki i faktografii uczyniła pannę lekkich obyczajów do windowania swoich karier. Fakt to jest świętość i choćby o faktach mówił najgorszy wróg, najbardziej podły człowiek, na pierwszym miejscu zawsze musi być fakt. Ufam, że inteligentni nie będą dyskutować i z faktami i godną, naukową, ale też zwykłą ludzką postawą. Chris Cieszewski się pomylił, brzoza nie stoi tam gdzie było widać plamkę, koniec kropka w kwestii faktów.

Odrębnym problemem jest ocena tego, co się stało i jakie to może przynieść konsekwencje. Najprościej byłoby zapomnieć nie tylko o badaniu, ale o Chrisie Cieszewskim. Kto ma ochotę niech się w takie uniki bawi, dla mnie Chris Cieszewski był i pozostanie facetem z jajami i tak jak miałem wątpliwości, co do samej lokalizacji brzozy, tak nie mam najmniejszych wątpliwości, że zdjęcia satelitarne są jednym z najistotniejszych elementów układanki. Ponad wszelką wątpliwość Cieszewski wywołał panikę w szeregach Laska, NPW i całego obozu „pancernej gałęzi”, a oni bez powodu w panikę nie wpadają. Chris Cieszewski czymś to towarzystwo śmiertelnie przeraził i z dużym prawdopodobieństwem chodzi o znacznie więcej niż o brzozę, której i tak się nie da uratować. Tylko ze tę panikę, za tę demaskację wyrażam Chrisowi Cieszewskiemu głęboką wdzięczność, ale są też inne powody. Każdy kto się ośmielił zadrzeć z oficjalnym „śledztwem” kończył w najlepszym razie w dybach, w najgorszym na stryczku. Opublikowanie analizy zdjęć wymagało olbrzymiej odwagi i Cieszewski zapłacił za swój czyn bardzo wysoką cenę, na szczęście nie tak wysoką, jak śp. chorąży Remigiusz Muś, ale wiem z autopsji, że publiczny lincz, straszenie bliskich i pozostałe „pieszczoty” niczym przyjemnym nie są. Chrisowi Cieszewskiemu gratuluje odwagi i godnego zachowania. Wnioski na przyszłość? Nic się w świecie nauki i kolekcjonowania faktów nie zmienia, nie można się rzucać na wyjaśnienie zagadki bez ostrej weryfikacji tez i to nauczka dla nas wszystkich.

Strony

22237 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

16 (liczba komentarzy)

  1. bo ktoś zajął się sprawą. Tak powinny być analizowane wszelkie hipotezy. Czysta nauka.
    W dalszym ciągu katastrofa w Smoleńsku wygląda, jak zamach, a działania rządu i podległych mu służb noszą wszelkie znamiona zacierania śladów.
    Nagranie z jaka-40. Zeznania Wosztyla- jeszcze przecież żyje....

  2. avatar

    Dokładnie tak to widzę i dlatego nie ma powodu bazować na jednej przesłance, bo tych są dziesiątki. Cieszewski bez dwóch zdań odkrył coś bardzo ważnego i niech sobie spokojnie pracuje na nowych danych, bo przecież On nie miał absolutnie nic poza zdjęciami. Fakt, że obraz zdjęć satelitarnych różni się w rejonie altanki Bodina nie podlega żadnej dyskusji. Moją hipotezą od początku było to, że złamana korona drzewa odkryła cały bajzel przy altance, brałem to na zwykłą logikę, ale to wszystko, ponieważ tę hipotezę też powinni zweryfikować fachowcy.

  3. Śmiecie mnie fascynują.
    Jeśli tutka po utracie skrzydła na brzozie miała polecieć do góry żeby zrobić beczkę, to ogonem MUSIAŁA orać glebę. Ciąg silników nawet trawę wymiótłby w p....zdu.
    Sorry za słowa. Taki mamy klimat.

  4. należy oczekiwać zbiorowego orgazmu kołków brzozowych.

  5. Bez pomiarów na miejscu: http://ford.sal...

    Pozostaje pytanie jak wykorzysta się tego niusa dla celów dalszej dezinformacji.

  6. Jeżeli się pomylił, to nie dla sławy czy pieniędzy.
    Inaczej sprawa ma się z kanaliami pokroju braci Artymienko, Laska i reszty tałatajstwa, oni już zawsze będą w naszej historii tam gdzie Radziejowski, Szczęsny Potocki, Rzewuski, Branicki i spółka.

  7. "dojście" do zamachu.

    Prof. Cieszewski mówił, że początkowo na jednym ze zdjęć, z 5 kwietnia dziwiono się, że w pewnym miejscu gromadzi się śnieg, choć nie ma go w innych miejscach. Dziwiło badaczy również to, że 10 kwietnia - już po tragedii - nie było w tym samym miejscu mokrej plamy, choć śnieg powinien taką stworzyć. Właśnie w tym miejscu spadł tupolew, który rozbił się 10 kwietnia.

    Potem wskazał, że na zdjęciach z 11 kwietnia nie ma już śniegu, a w grudniu 2010 również nie było śniegu w miejscach, które były wcześniej. Wskazał, że na innych zdjęciach - zarówno historycznych jak i wykonanych już po tragedii - na ogół nie ma śladów śniegu w miejscu, które były  5 kwietnia 2010 roku. W innych terminach go nie było w tym miejscu. I to nawet, gdy okolice były usłane śniegiem.
    To zdaniem prof. Cieszewskiego oznacza, że miejsce, w którym był śnieg 5 kwietnia, nie jest typowym miejscem dla jego występowania w Smoleńsku. To z kolei sugeruje, że na zdjęciach nie widać śniegu, ale jakąś instalację wykonaną przez człowieka, np. przykrytą plandekami, które na zdjęciach dają takie same odczyty, jak śnieg.”
     
    W kolejnym wywiadzie Cieszewski KATEGORYCZNIE stwierdził, że białe obiekty obecne na zdjęciach 5 kwietnia Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ nie są pochodzenia naturalnego. Może się mylił. A może tam było coś znacznie ważniejszeg od tej złamanej brzozy.

  8. Prztyczek w nos należy się niestety A. Macierewiczowi. Mimo że profesor odcinał się od przynależności do zespołu parlamentarnego, AM zapraszał go na posiedzenia zespołu, co de facto uczyniło z niego "eksperta Macierewicza". Sam AM zaś w licznych wystąpieniach podawał odkrycie profesora za pewnik. A przecież mógł zjeść ciastko (powoływać się na odkrycie prof. CC jako warte potwierdzenia) i mieć ciastko (w razie czego ja niczego kategorycznie nie stwierdzałem).

    Mówi się trudno. Jak kiedyś chyba o tym wspominałem: zespół Macierewicza to ludzie, którzy za pomocą liczydła obliczyli, że liczba pi = 3,15. Pomylili się? No tak, tyle że standing ovation za taką pomyłkę, skoro ich adwersarze dysponujący komputerami upierają się, że pi to -987679657.

    Natomiast trzeba podkreślać, że profesor Cieszewski analizując zdjęcia satelitarne "sprzed" i "po", choć sam się pomylił, wskazał jednak kierunek, w którym można sfalsyfikować od ręki tezę o samolocie lecącym 6m nad ziemią i łamiącym brzozę. I to wykorzystała NPW pisząc wprost w swojej opinii (http://www.npw....): 

    W wyniku porównania zdjęć z 5 i 12 kwietnia 2010 r. można stwierdzić, że stan 
    obiektu o wskazanych współrzędnych geograficznych uległ w przedmiotowym okresie 
    zmianie. Na pierwszym zobrazowaniu jest wyraźnie widoczny kształt drzewa oraz jego 
    cień. Natomiast na drugiej scenie można zauważyć złamany konar oraz brak cienia. 
    Inne obiekty (m.in. baraki, śmieci) nie zmieniły swojego położenia.  

    Śmieci pozostały na swoim miejscu po tym jak 80 tonowy odrzutowic przeleciał dwa włosy nad nimi?!

    To ten wątek powinien drążyć Macierewicz.

    I to ten wątek sprawi, że summa summarum pomyłka Cieszewskiego nie będzie mogła stanowić efektywnego paliwa dla sekty Laska i Anodiny.

  9. "zespół Macierewicza to ludzie, którzy za pomocą liczydła obliczyli, że liczba pi = 3,15"

    Czy możesz to przybliżyć? Jakiś link? Sugerujesz, że w ZP siedzą ludzie wyliczający wartośc Pi przy pomocy liczydła? W ZP są różni ludzie, są posłowie, ale i są ludzie z wykształceniem wyższym technicznym, ja mam tylko maturę i zawsze przyjmuję wartość 3,14. Mało tego, znam do dziś wiersz, który mówi jak zapamiętać tę liczbę dokładniej: "Był i jest i wieki chwalonym ów będzie który kół obwód średnicą wymierzył", gdzie ilość liter w słowach oznacza kolejną cyfrę (3,141592653589).

  10. dżizas! to taka metafora była...

    Nie mając bezpośredniego dostępu do dowodów wykazali ponad wszelką wątpliwość kłamstwa oficjalnego śledztwa, a błędy jakie popełniają są zaniedbywalnie małe, zwłaszcza biorąc pod uwagę uwarunkowania dowodowe, o których na początku. KPW?

    Z drugiej strony ci którzy mogliby bezbłędnie (lub w miarę bezbłędnie) opisać przyczyny, nie dość , że tego nie robią, to jeszcze bezczelnie kłamią. KPW?

  11. Strony