Polskie i ukraińskie demony wojny

Prześlij dalej:

Cała moja rodzina to repatrianci, przyjechali do Polski z Ukrainy, tuż po wojnie, z wyjątkiem dziadka, który przyjechał nieco później, z Niemiec, gdzie był na przymusowych robotach i w obozie pracy. Od dziecka, takiego, które się teraz nie kwalifikuje do szkoły, z powodu niewyobrażalnego stresu, słyszałem w rozmowach dziadków i rodziców te same historie. Opowieści dziadka i babci zawsze zaczynały się i kończyły w ten sam sposób. „Za Polski jeden drugiemu pomagał, chleb piekli dla siebie i biednego…” – taki był początek. „Nie chcę tam wracać, nie chcę tego więcej widzieć” – tak brzmiał koniec historii. A co było w środku? Nim napiszę co było w środku, poczynię kilka uwag wstępnych. Zawsze tępiłem argumentację, która posiłkując się jednostkowym przykładem stara się zilustrować zjawiska powszechne. Doskonałym obrazem podobnych zbiegów jest relatywizowanie i poszukiwanie symetrii między polskimi ofiarami II Wojny Światowej, a marginesem społecznym, który w każdym narodzie istnienie i próbuje się dorobić na żywych i umarłych. Innym nieznośnym polem dyskusji jest próba zacieranie prawdy, czyli faktów, na rzecz bliżej nieokreślonych „czynników wyższych”. Wreszcie nie jestem w stanie zaakceptować „my też nie byliśmy święci”, jeśli mowa o konkretnym wydarzeniu, konkretnym fragmencie historii, a nie o tym, że życie jest skomplikowane. Unikam jak ognia tych wszystkich wybiegów, zabiegów i dążeń, które mają jeden cel – zatrzeć obraz prawdy. Jednak w przypadku tragedii, jaka się wydarzyła na Ukrainie nie jestem w stanie uciec od przykładów jednostkowych, nie chcę omijać „czynników wyższych” i jak nigdy odwołam się do „my też nie byliśmy święci”.

Wołyń stał się symbolem niewyobrażalnej rzezi i tak rzeczywiście było, tutaj nie ma nic do relatywizowania i do usprawiedliwiania. Sam akt zbrodni jest wręcz podręcznikową definicją ludobójstwa. UPA mordowała według jednego klucza – Polak, w dodatku mordów dokonywała armia na ludności cywilnej. Skala ludobójstwa przekroczyła 100 tysięcy ofiar, okrucieństwo przekracza, chyba, każdą wyobraźnię. UPA nie zabijała po to, żeby zabić, ale po to, by z mordowania mieć dziką satysfakcję. Niemcy z SS przy ukraińskich banderowcach mogliby zostać uznani za oddziały humanitarne. Banderowcy rozrywali dzieci, rozbijali głowy i wrzucali do studni, żywcem rżnęli piłą i żywcem palili, ciągnęli za końmi, gwałcili, rabowali. Te żywe albo przekazane obrazy mają w głowach Polacy, którzy przeżyli kaźń i opowiedzieli historię ludobójstwa swoim dzieciom. Nie ma takiej siły, żeby moim dziadkom, księdzu Isakowiczowi-Zalewskiemu i wielu, wielu innym, wymazać zbrodnię z pamięci, nakłonić ich do „obiektywnego”, „racjonalnego” analizowania tragedii. Nie ma takiej siły i nie ma takiej potrzeby, bo moim zdaniem, wnuka ludzi, którzy uniknęli śmierci, o tym co się wydarzyło na Ukrainie i co ma się dziać dziś trzeba mówić na wielu płaszczyznach. Pod żadnym pozorem nie wolno zabijać bólu i pamięci, Polacy mają prawo i obowiązek pamiętać, maja prawo i obowiązek cierpieć z powodu utraty bliskich, których bestialsko zamordowano. Jednak nie wolno rozlewać tego bólu i tej pamięci na współczesne relacje polsko-ukraińskie, czyli na „czynniki wyższe”. O ile Niemcom przez wiele pokoleń należy wypominać dzień i noc kim byli i co robili, żeby nie pocieszali się bajką opowiedzianą w formule opery mydlanej, o tyle z Ukraińcami takich relacji być nie może.

Strony

13112 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

19 (liczba komentarzy)

  1. A może, jak u Michalkiewicza, wprowadzić szybką możliwość poprawki, zwrócenia uwagi na problem choćby "literówek", które mnożą się i mnie też drażnią.
    Pozdrawiam

  2. avatar

    a w Ameryce biją murzynów . . .

  3. Ręce opadają od takich komentarzy. Matko przepędź takich mądrali na szczaw.

    PS przejrzałem Pana komentarze, a tam literówek, że zgroza. Artykuł Piotra jest piękny i mądry, a Pana wpis tutaj to łyżka dziegciu w beczce miodu, pozdrawiam ozięble.
     

  4. też pochodzi z kresów (Gliniany, Skole), moja babcia była Austriaczką. Do Sopotu przybyli w 1945 roku. W sumie nic nie wiem i już się nie dowiem, jak przeżyli wojnę, oprócz informacji, że przeżyli przejście trzech frontów. Zgadzam się z MK, że to delikatna i bolesna sprawa i że nie da się jej zamknąć w jednej "uniwersalnej" prawdzie.

  5. Najgorsze jest to, że nasze z Ukraińcami kontakty są tak długie i tak skomplikowane. Rozumiem, że przyzwolenie dzisiaj jest, więc posłuże się historyjką. Przyjechała do mnie kuzynka z Ukrainy, 25 lat, prawnik, pierwszy raz tutaj, chciała zobaczyć miasto, historię itd. Zawiozłem ją do Wilanowa, a tam do pałacu. Na samym początku galeria portretu sarmackiego, Aljona, zanim zdążyłem cokolwiek objaśnić, staje olśniona i mówi: A to nasi kozacy! I nazwiska rozpoznawała. Genialna sytuacja! Strażniczka, która usłyszała wywody Aljony, mało z oburzenia nie wyrzuciła nas z pałacu. Dwadzieścia lat wcześniej, gdy Ukraina odzyskała niepodległość matka Aljony wystąpiła do urzędów tamtejszych by w rubryce narodowość wpisali jej POLKA (ma mocne podstawy). Zapytałem dlaczego i usłyszałem: Bo będą do mnie teraz mówić PANI Natalko. Bardzo to wszystko zagmatwane. Gdyby chociaż ci Ukraińcy nie byli wtedy na Wołyniu tak bestialscy, to strasznie mąci myśli.

  6. Wielu spraw związanych z tematem nie rozumiem. Na przykład nie wiem skąd się wzieło w narodzie ukraińskim aż takie zbydlęcenie. Niektórzy sugerują, że UPA nauczyła się techniki ludobójstwa oglądając Niemców rozwiązujących problem żydowski, ale to chyba sprawa drugorzędna. Oni tacy byli od stuleci.

    Mój ojciec i jego rodzina pochodzili z Wołynia (Równe i okolice), ale nigdy nic nie mówili o rzeźi.
    Ojciec już wcześniej zwiał do AK i ganiał w lasach mazowieckich, reszta jakoś przeżyła i dotarła do Wrocławia po wojnie.
    Temat nigdy nie istniał w rozmowach.

  7. avatar

    Jeżeli chodzi o bestialstwo, to na pewno banderowcy nie uczyli się od Niemców, to zupełnie inny charakter zbrodni. Banderowców najprawdopodobniej nikt nie uczył zabijać, to było najbardziej pierwotne i "zwierzęce" zabijanie, instynktowne uruchomienie najniższych ludzkich instynktów. Natomiast cała atmosfera wojny bez wątpienia była katalizatorem tego wszystkiego. Być może to głupie co powiem, ale z opowieści dziadków wynika coś takiego, że eskalacja nienawiści i bandytyzmu przebiegała mniej więcej tak jak "dyskusje internetowe". Większość z nas nigdy nie toczyłaby jakichś idiotycznych polemik i nie wymieniałaby się "uprzejmościami", gdyby nie bariera monitora, to taki schron i jednocześnie poczucie bezkarności, można sobie pofolgować. Każdy człowiek ma w sobie takiego diabła, który zrywa wszelkie hamulce. Ile razy sobie myślimy, że tego, czy tamtego to bym porąbał, rozerwał na strzępy, wyrwał jaja.

    Nie łapiemy się za takie uwolnienie emocji, ponieważ żyjemy w pewnych konwenansach, tabu, systemie moralnym i choćbyśmy ten system negowali, to skrajnych barier zdecydowana większość nie przekracza. Wojna wywróciła ten porządek do góry nogami, w dodatku banderowcom dano błogosławieństwo, rycerskie namaszczenie - walczycie o wolną Ukrainę, a mordujecie waszych wrogów. Prócz głównych hamulców zwolniono ręczny. Moim zdaniem to działa dokładnie tak samo jak w telewizji pokazują zbrodnię i wypowiedzi sąsiadów na temat zbrodniarza: "taki miły, normalny człowiek...". Właśnie w tym tkwił największy szok Polaków, że Ukraińcy, którzy "mówili dzień dobry" i razem z Polakami żyli w zgodzie, nagle przyszli z siekierą do domu. Tak samo jak sąsiedzi seryjnego mordercy mówią moi dziadkowie: "Boże, to byli tacy normalni ludzie, tak się Ukraińcy z Polakami lubili, że i Polak Polaka tak nie lubił". A zaraz potem opowiadają o prawdziwych bestiach, bo to było niewyobrażalne bestialstwo.

    Mój dziadek ma 91 lat, babcia 87. Dziadek pamięta tę Ukrainę "dwojga narodów", bo przed czystkami wyjechał do Niemiec, babcia była świadkiem zbrodni, chociaż w okolicach Lwowa i Terespola, takiej rzezi jak na Wołyniu nie było. Te kwestie są tak pomieszane i takimi cienkimi nićmi szyte, że nie sposób to poukładać logicznie, ale na pewno trzeba mówić o tym co jest ewidentne i potwierdzone. UPA to była armia, która wycinała w pień sowietów, ale też Polaków i Żydów, no i współpracowała z Hitlerem. Natomiast Ukraińcy i Polacy, to już znacznie bardziej skomplikowana sytuacja. Wołyń dla zdecydowanej większości Ukraińców jest tematem tabu i nie dlatego, że gdzieś tam w domach kultywuje się tę zbrodnię jako wielki akt patriotyzmu, ale dlatego, że to jest temat wstydliwy jak syn w więzieniu, czy rozwód w katolickiej rodzinie. Milczy się na temat Wołynia, wstydliwie się milczy i choćby to zdecydowania odróżnia Ukraińców od Niemców, którzy zaczynają być dumni ze swoich osiągnięć i co więcej przerzucają zbrodnie na ofiary. Tej buty w takiej skali na Ukrainie nie znajdziesz, pewnie wynika to i z tego, że tam po prostu jest bieda, aż piszczy i Ukraińcy wiedzą, że Polacy osiągnęli zacznie więcej, przecież to oni jeżdżą do nas na "zmywak", jak my do Anglii. W Ukraińcach jest też pewien rodzaj poczucia niższości wobec Polaków, jaki my mamy wobec Niemców. W tamtych terenach "kimś" byli Żydzi i Polacy, jedni posiadali sklepy i karczmy, drudzy młyny i majątki. Większość Ukraińców stanowiła biedota we własnym kraju i jednym z motywów zbrodni był po prostu rabunek. Chaotycznie napisałem, ale nie wiem, czy da się inaczej.

  8. avatar

    Porachujmy Hammurabim, na logikę, bo solidny brak wiedzy. 
     
    W 44 przyszli sowieci a za nimi NKWD czyli faktycznie i genetycznie  Żydzi. Można chyba założyć, ze wyrżnęli UPA wraz z przyległościami solidnie dość?
     
    Jeżeli tak, temat jest "polityczną puszką Pandory". 

  9. avatar

    Sowieci w 1944 wrócili, a nie przyszli.

  10. avatar

    Powtórnie nawiedzili?

  11. Strony