Policzmy głosy – prawda jest brutalna PiS może wziąć 58,3%

Prześlij dalej:

W ostatnich wyborach do parlamentu europejskiego uprawnionych do głosów było 30 714 800 i będę się tej liczby trzymał, chociaż pewnie są gdzieś dane ilu uprawnionych będzie 25 maja. Nie ma to większego znaczenia, z tego względu, że proste wyliczenia pokażą gdzie jesteśmy i chodzi o liczby pokazane w milionach, nie z miejscami po przecinku. Frekwencja w 2009 roku nie przekroczyła 24,53% uprawnionych do głosowania na deputowanych, co stanowi 7 364 763 oddanych głosów. Wyniki poszczególnych partii wyglądały następująco: Platforma Obywatelska RP 3 271 852 44,43%, Prawo i Sprawiedliwość 2 017 607 27,40%, Sojusz Lewicy Demokratycznej – Unia Pracy 908 765 12,34%, Polskie Stronnictwo Ludowe 516 146 7,01% . Przeskoczmy teraz na chwilę do wyborów krajowych, by zobaczyć jakie były wyniki w 2011 roku: Platforma Obywatelska RP 5 629 773 39,18%, Prawo i Sprawiedliwość 4 295 016 29,89%, Ruch Palikota 1 439 490 10,02%, Polskie Stronnictwo Ludowe 1 201 628 3,90%, Sojusz Lewicy Demokratycznej 1 184 303 8,24%. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że 20% frekwencji 25 maja będzie wynikiem maksymalnym, ale załóżmy 24,53% i szybko przejdźmy do żelaznych elektoratów, czy jak kto woli szklanego sufitu. Frekwencja taka sama, jak w ostatnich wyborach europejskich oznacza, że mamy do dyspozycji 7 364 763, co warto sobie zestawić z mitycznym sufitem PiS (30%) idealnie zobrazowanym wyborami krajowymi w 2011 roku 4 295 016 głosów. Podzielmy teraz spodziewaną frekwencję „europejską” przez „krajowy” elektorat PiS i taki oto pada wynik: 7 364 763 : 4 295 016 = 58,32%. Tyle PiS mógłby wziąć głosów 25 maja 2014 roku, gdyby tak zwany żelazny, czy też stały elektorat zechciał ruszyć cztery litery i pogrążyć Tuska nie tylko porażką, ale masakrą wyborczą, której żaden ruski serwer, by nie zatrzymał.

Niestety wystarczy porównać sobie zaangażowanie wyborców z lat ubiegłych, aby pozbyć się złudzeń komu dotąd bardziej zależało. Leming bije na głowę mohera. W 2011 roku do krajowych wyborów poszło 5 629 773 lemingów, w 2009 do wyborów europejskich 3 271 852. Wynika z tego, że 58% lemingów głosujących w wyborach krajowych wcale nie wybrało majówek i przepitych weekendów, ale poszło do urn europejskich. Mohery z kolei mając do dyspozycji 4 295 016 armię, poszły do boju z 2 017 607, co daje 46,97. Widać jak na dłoni komu się chciało wygrać, a kto na własne życzenie odniósł moralne zwycięstwo. Prawda jest brutalna, nie od Tuska, Kaczyńskiego, mediów, „autorytetów” i ruskich serwerów zależy kto po wyborach europejskich mógłby leżeć i nawet nie pisnąć. Wszystko w rękach, głowach i nogach od moherów i tych, którzy rzekomo mają dość Tuska. Oczywiście te rachunki można łatwo podważyć argumentem, że przecież PO też ma prawo się sprężyć 100% frekwencją. Owszem, ale może umówmy się tak. Mohery stawią się w 100% przed urnami 25 maja, a ja daję pełną gwarancję i po milion złotych na głowę odszkodowania, jeśli Tusk przy takiej frekwencji wygra wybory. Te wszystkie dywagacje, co i kto przeszkadza w pozbyciu się najgorszych złodziei od czasów PRL właściwego, można sobie między bajki albo w znacznie mniej bajkowe miejsce wsadzić.

Strony

19760 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

15 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    True.

  2. że Tusk wygra niską frekwencją , czy nawet mało przegra, to by znaczyło, że mohery (i nie tylko) tak się modlą o przegraną Tuska, jak Mosiek modlił się o wygraną w totolotka:
    -Panie Boże, daj ty mi wreszcie wygrać w totolotka, już tyle lat się modlę...
    A Bóg: Mosiek, najpierw ty daj mi szansę i zagraj choć raz.

  3. J. Kaczyńskiego, więc nie wiadomo czy zdąży objechać całą Polskę i przekonać mohery.

  4. Pies pogrzebany jest tam gdzie jest odpowiedź na pytanie: co i jak zmieniło się od lat 2009 i 2011? Moim zdaniem zmieniło się bardzo dużo. Na Polaków z Wysp PO może chyba postawić krzyżyk. Z kolei elektorat PiS powinien mieć motywację, lepszą niż z poprzednich wyborów. Złą wiadomością będą głosy stracone na SP i RN.

  5. avatar

  6. No i mieli rację ci, którzy mówili, że Kopaczowa kłamała, że łgała-jak ten pies, kiedy przekonywała, kiedy zaklinała się, że to było metr w głąb, bo tutaj, na powyższej fotografii, widać dokładnie, ile to było:nie metr, a niecałe pół metra, i nie w głąb, tylko w górę, a więc nie chodziło wcale o żadne tam kopanie, czy też przekopywanie, ale o uzmysłowienie przeciwnikom, że mogą sobie podskakiwać, ale i tak-"odpowiedniej wysokości-"nie przeskoczą, bo wynosi ona właśnie tyle, ile widać...

    Chyba że ten gest oznacza zupełnie coś innego:wcześniej-przed zrobieniem tego zdjęcia-ta prawa, zgięta ręka została"przecięta"lewą...A wtedy to...zwykły skurcz mięśnia był...I tylko tyle.

  7. Pewnie niektórym przyszło do głowy, że to nie jest aż tak wysoko, by sobie nie poradzić z"poprzeczką, "że istnieje-nawet dość duża-szansa na to, że uda się ją pokonać...?
    Niestety-nie uda się, bo gdyby nawet cel byłby tuż tuż, gdyby ta jedna noga była już po drugiej stronie, to wtedy-nagle i niespodziewanie-poprzeczka powędruje w górę, zostanie zawieszona dużo wyżej, a wówczas szanse na jej przeskoczenie dramatycznie zmaleją, a właściwie to będą już jedynie iluzoryczne...
    O ile ta wysokość się zwiększy?
    Dokładnie o tyle, ile-na tej samej fotografii-pokazuje Tusk-z uśmiechem sardonicznym na twarzy, wywołanym oczywiście...skurczem mięśni mimicznych. 

  8. A ja w końcu zagłosuję na to co chcę i będzie to RN.Tyle razy głosowałem naPiS i już mam dość tych ugrzecznionych, nudnych przydupasów i tych łapek chomika klepiących bezpłciowe formułki i co by chciały coś powiedzieć ale jeszcze nie teraz.

  9. I wyjdzie z tego Półtusk, czyli połowa Twojego głosu przypadnie Tuskowi.

  10. Głosowanie jak serce dyktuje jest słuszne, lecz niestety głupie.
    Popierałem Mikkego od czasu studiów do jakichś 5 lat temu, czyli strasznie długo, pod koniec rzecz jasna fanatyzm mi wyraźnie zmalał.
    Wyleczenie się z uczuciowych obsesji politycznych daje jakąś namiastkę wolności.
    Warto spróbować.

  11. Strony