Prześlij dalej:

Gdy się śledzi relacje z coraz bardziej skromnych protestów, na których stawiają się wyłącznie weteranki z pułku „wściekłych macic”, to jedno rzuca się w oczy od razu. Od co najmniej tygodnia wrogiem numer jeden tych lewackich hord nie jest PiS i Kaczyński, ale policjanci. Prawidłowość jest taka, że im bardziej rewolucja dogorywa, tym bardziej media pompują trupa. Wcześniej mieliśmy protesty pod domem Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu, serię ataków na Julię Przyłębską, Krystyną Pawłowicz i wielu znienawidzonych polityków prawicowych. Dziś to wygląda zupełnie inaczej, media non stop pokazują dramatyczne wydarzenia po interwencji policji, zatem cofnijmy się na chwilę do początku rewolucyjnej farsy i przypomnijmy sobie, jak to się zaczęło.

Zaraz po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, niemal 90% społeczeństwa krzyczało, że to bezsensowne posunięcie. Różne grupy społeczne miały różne oceny, ale jedna powtarzała się najczęściej, że ten wyrok rozhuśtał nastroje społeczne. Oczywiście tracił na tym Trybunał Konstytucyjny, ale jeszcze więcej tracił PiS. Gdy tylko ruszyły pierwsze demonstracje, policjanci w ogóle nie byli obiektem ataków „wściekłych macic”, przeciwnie, jak zwykle z lewicowymi demonstracjami policjanci obchodzili się niczym z jajkiem. W Internecie pojawiło się mnóstwo zdjęć funkcjonariuszy bijących brawo demonstrującym, nie brakowało też zdjęć samych policjantek i policjantów z wymalowanym znakiem pioruna. Po prawej stronie barykady politycznej zrobiło się gorąco, wszak to wszystko się działo w określonym kontekście, mianowicie takim, że prawicowe manifestacje policja rozbijała jak za czasów Tuska. No i nagle role się odwróciły, z dwóch prostych powodów. Po pierwsze frekwencja rewolucyjna siadła, po drugie siadły emocje społeczne.

„Generałowa” Marta Lempart i ta druga Napoleonka, niejaka Suchanow, musiały dołożyć do pieca i tak też uczyniły. Z jednej strony wysypało się sto razy więcej wulgaryzmów, kierowanych również do policjantów, z drugiej strony „wściekłe macice” zaczęły używać przemocy i pirotechniki. W efekcie policjanci, choćby nie chcieli, to musieli zareagować i tak front walk przesunął się z Żoliborza na Puławską, gdzie siedzibę ma Komenda Główna Policji. Rzecz jasna mam na myśli symboliczne przenosiny, ponieważ trasy manifestacji są takie jak zawsze, w najbardziej popularnych miejscach stolicy. Ważnej jest jednak to, że przesunięcie frontu doskonale pokazuje skalę porażki „generałowej” Lempart i całego pułku, który w tej chwili jest co najwyżej batalionem. Zaczynali od 90% poparcia społecznego, może nie tyle dla takich „aktywności”, ale dla sprawy. Przy pierwszych demonstracjach mówiło się wręcz o sabotażu ze strony policji i buncie w szeregach oddziałów prewencji. Taka ocena wynikła z wyżej opisanych zachowań policjantów, którzy po prostu stanęli po jednej stronie sporu politycznego. Co z tego zostało? 90% społeczeństwa puka się w czoło na widok „generałowej” Lempart i jej wojska, policjanci z autentyczną pasją walczą z nasilającą się agresją „wściekłych macic”.

Strony

Źródło foto: 
23665 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

9 (liczba komentarzy)

  1. Jednak amatorszczyzna, Wczoraj na demonstracji chaos i brak pomysłu co dalej. Prawdziwy bunt młodzieży wyprowadzony na manowce przez generałową  spod ciemnej gwiazdy. Trzeba też wziąć pod uwagę, że emocje w narodzie opadają bo luzowany jest zamordyzm covidowy. Wczoraj tłumy w galeriach a nie na ulicach. Jak młodzi do szkół wrócą to jeszcze ubędzie paliwa w kotle rewolucji.

  2. avatar

    W sumie świetna okazja, żeby powiedzieć młodzieży – patrzcie, jak się daliście nabrać krzykaczom, ich hasełkom, waszemu (sensu lato) internetowi – jak się maleńcy angażujecie, to warto wiedzieć, o co chodzi w sprawie. Właściwie to na tym właśnie polega wychowywanie

  3. Jakby ktoś nie wiedział, czy zgodnie z prawem można nie nosić maseczek, to powinien tego posłuchać https://www.you...

    Wg mnie nie trzeba, ale trzeba się liczyć ze sprawą w sądzie, gdzie trzeba będzie udowadniać, że nie jest się wielbłądem.

  4. Nakaz noszenia maseczek szantaż konsekwencjami i żąglowanie strachem przypomina mi BEZPRAWNY zakaz otwierania trumien smoleńskich...

    Wszem i wobec ogaszano prawny zakaz - np. Jarosław Gowin mówił, że zakaz otwierania trumien "wynika wprost z przepisów prawa", w listopadzie 2010 r. w czasie spotkania premiera Donalda Tuska z rodzinami w KPRM Ewa Kopacz uzasadniała zakaz otwierania trumien ustawą o pochówkach z lat 50...

    Jak później się okazało, w jednej trumnie znajdowały się dwie głowy, trzy nogi i cztery miednice. Rosjanie mogli sobie na to pozwolić bo przedstawiciele strony rosyjskiej byli obecni w czasie moskiewskiego spotkania Ewy Kopacz i Tomasza Arabskiego z rodzinami. Ministrowie naciskali wówczas na bliskich ofiar, by „przyłożyli się” do identyfikacji, bo trumny nie będą otwierane w Polsce.

    Później rodziny smoleńskie dowiedziały się, że przepisy kodeksu postępowania karnego mają pierwszeństwo nad przepisami sanitarnymi.

    >>> UJAWNIAMY! <<<

     

  5. Nie cieszyłbym się za bardzo z opisanego w felietonie zjawiska. Jak protesty "wściekłych macic" ustaną, to milicja będzie miała więcej zasobów i energii do ścigania przysłowiowego Kowalskiego za brak maski na pustej ulicy i pani Kasi ze spożywczego, że wpuściła jedną osobę za dużo. Może dadzą też radę obsadzić "patrole wigilijne", wchodzące do naszych domów i liczące uczestników uroczystości rodzinnych.

    Może jednak wcześniej nastąpi zmęczenie materiału i funkcjonariusze dadzą sobie spokój z prześladowaniem narodu na polecenie rządu, który przestał być "naszym" a stał się "ich".

  6. Dobrze napisane. Trzeba też dodać, że wykonały dobrą robotę, bo w czasie kiedy plandemiusz od miski ryżu próbopwał cały kraj pozamykać w domach, strajk kobiet wyprowadził tłumy we wszystkich miastach. Cały kraj zobaczył, że można olać zakazy zgromadzeń i świat się nie kończy. W przestrzeni publicznej złamano jednomyślność #stayhome.

  7. Tak, to mógł być punkt przełomowy. Ludzie przestali bać się "zajoba" - ci, którzy wzięli udział w demonstracjach i ci, co oglądali tłumy demonstrantów w telewizji.

    Będzie coraz trudniej siać panikę. Chyba będą musieli pokazać na żywo agonię jakiegoś celebryty albo polityka, aby strach powrócił. Scenki z Narodowego już nie wystarczą.

  8. Pewną zabawną nowością jest użycie kleju. Tutaj sporo jeszcze można wymyśleć - można się przykleić np. do płotu Prezesa :) 

  9. Sprytny Kaczor zastawił pułapkę na MYSZKI. Natychmiast wpadły w nią wszystkie myszki agresorki, wykrzykując do kamer najrozmaitsze niedorzeczności, przekleństwa i wulgaryzmy, a naczelne szczurki totalnej opozycji przez swoją wrodzoną głupotę i za namową Sorosa grubo przedwcześnie odpaliły wymarzony majdan, który dzięki rozwydrzonym dzierlatom już się POtwornie ośmiesza, kompromituje i wypala. Teraz Naczelny Kot śmieje się, patrząc jak jednym ruchem została spuszczona nagromadzona żółć. Do następnych wyborów b a r d z o daleko, a do nieodnowienia koncesji TVN całkiem blisko.

    ------------------------------------------------------------------------------------

    Kaczyńskiemu przyświecało przekonanie, że jeśli czegoś nie zrobi, to Polska pójdzie drogą hiszpańską czy irlandzką. Postanowili więc wykreować w Polsce wojnę ideologiczną, w której PiS zarysuje, wygodne dla siebie, pole starcia. Będą po stronie tradycyjnej, chroniącej wartości, Kościół, rodzinę. Będą próbowali sprowokować drugą stronę do uskrajniania swoich postulatów, co już się dzieje – kompromis aborcyjny nie jest już celem - mówi w rozmowie z „Wprost” Paweł Piskorski, przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego.

  10. Strony