Pisowski koleś Zaradkiewicz, nie żaden ekspert dr hab. i dyrektor orzecznictwa TK!

Prześlij dalej:

Na poziomie rzeczowej analizy nie da się zrobić z dr hab. Kamil Michał Zaradkiewicza, analfabety i ksenofoba z Polski B. Trudność polega na wielu wcześniejszych wpadkach, piszę o wpadkach, bo któż mógł przypuszczać, że dr hab. Zaradkiewicz zerwie się z łańcucha. Dlatego odpowiedni ludzie nie bawią się w subtelności, ale walą cepem na oślep, żeby zatłuc na oczach ludzi buntownika, który daje zły przykład innym myślącym. Był fachowiec i nie ma fachowca, ostał się jeno pisowski koleś, zwykły Zaradkiewicz. Kim jest człowiek, który z dnia na dzień zamknął usta Rzeplińskiemu i pozostałym „konstytucjonalistom”? Pech chce, że dotąd uznawanym i uwielbianym specem od kilku dziedzin prawa. Doktor habilitowany nauk prawnych, ekspert od prawa cywilnego, rzeczowego i co gorsze konstytucyjnego. Latami zajmował się też prawem konsumenckim i prawami człowieka. Prócz tego jest adiunktem w Instytucie Prawa Cywilnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. I wszystko jeszcze jakoś by się upchnęło gdyby nie od 15 lat zajmowane stanowisko dyrektora zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego. Nie trzeba zaglądać do źródeł, wystarczy poprosić kogoś, żeby pożyczył 5 paluszków i od razu sobie policzyć kiedy dr hab. Kamil Zaradkiewicz został dyrektorem w TK. W roku Pańskim 2001, a zatem co najwyżej można mu zarzucić, że na stołku posadził go Leszek Miller albo Aleksander Kwaśniewski. Przez 15 lat nikt nie podważał kompetencji dyrektora TK, przeciwnie sypały się nagrody i pochwały. Rzecznik Adam Bodnar ogłosił miastu i światu, że dr hab. Kamil Zaradkiewicz został laureatem najlepszej rozprawy doktorskiej w konkursie „Państwa i Prawa”.

Pochwał nie szczędził też sam prezes Rzepliński i Gazeta Wyborcza. Byli sędziwie Trybunału Konstytucyjnego, pytani o idealnego następcę niemal chórem wskazywali dr hab. Kamila Zaradkiewicza. Wszystko przepadło, razem z premią i występami w mediach, gdy dyrektor ośmielił się powiedzieć kilka słów i żeby było jeszcze „zabawniej”, wypowiedziane słowa umknęły prawie wszystkim:

Każdy wyrok, także ten wydany przez sędziów Trybunału, podlega ocenie kryteriów ustawowych i konstytucyjnych. Oznacza to, że orzeczenia Trybunału nie zawsze są ważne i ostateczne.

Cóż takiego zawierają te obrazoburcze zdania? Kultową oczywistą oczywistość, która przed obłędem wywołanym przez upadającą PO i tracącego wpływy Rzeplińskiego, była swobodnie powtarzana. Ba! Gorsze rzeczy wygadywali i to nie zatrudnieni w Trybunale Konstytucyjnym dyrektorzy, ale sami sędziowie. Zacytuję jeszcze jedną szokującą wykładnię:

W ramach rozpoznawania spraw sędziowie Trybunału związani są wszystkimi ustawowymi regulacjami, procedury sądowokonstytucyjnej. Nie mogą samodzielnie pomijać takich przepisów choćby uznali je za «oczywiście» niekonstytucyjne.

Strony

41499 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

27 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    przed chwilą w panoramce w tvp2 spiker powiedział ze tytyłem represji odebrano Prof.Zaradkiewiczowi PREMIE ZA WYSŁUGĘ LAT!!!to sie QRVA w glowie nie miesci!!!

  2. dobrze że małzeństwa nie unieważnieli i dzieci nie zabrali do przytulku.

  3. zamachnął się na tzw ludzi na pewnym poziomie. To są już jego ostatnie podrygi.
     
    A nawiasem Donaldinho wyłożył lachę na swojego przydupasa Arabskiego. Nie pierwszy ale to już się nie mieści w głowie. Dogrywki i powrotu nie będzie - Donaldu odpuścił. Myślę że Donka jednak jeszcze przywiozą w kajdanach i takiej maseczce która chroni skazanego przed rzutem cegłówką. Przyuważyłem w sprawie Kajetana P. Przyda się. 

  4. Ta maseczka była po to, żeby nie pogryzł w samolocie policjantów. Poważnie, słyszałem to od udzielającego wtedy wywiadu policjanta.

  5. Jak temu - nomen omen - ZARADZIĆ?

    Z ciekawostek:  firma sprzątająca o nazwie "Jest czysto" wygrała przetarg na sprzątanie w imponującym gmachu białostockiego sądu. Umowę rozwiązano. Zgadnijcie, kto nie dostał wynagrodzenia. Pracownicy firmy zatrudnieni na śmieciówkach.

    I to jest piękna metafora całego tego bałaganu.

    Śliczny ten różowy krawat z cekinami!

  6. No świetnie się to prezentuje wraz z rozpiętą marynarką, koszulą wychodzącą ze spodni i poluzowanym kołnierzykiem. Na ostatnim zaprzysiężeniu ten pan wystąpił w ogóle bez krawata. Wpisuje się to w trend charakterystyczny dla niektórych środowisk. Pewien gostek honory w Pałacu odbierał nie tak dawno w kapciach.

  7. To Gospodarz!

    Ufundował  zwis męski prosty różowy z cekinami i przesłał do właściwej instancji.
    Mistrzostwo świata!!!

    Tym oto sposobem ukazał Majestat Prawa w całej krasie.

  8. Jesteście bezkonkurencyjni. A ja przypominam sobie, że krawat (zwykły, bez cekinów) na metce miał opis "zwis męski ozdobny". Młodzież pewnie nie zrozumie i popuka się w głowę. I dobrze. Dobrze jest także pośmiać się pod koniec dnia.

  9. Z punktu widzenia etymologii i historii języków - ciekawostka. Związana ze słowiańszczyzną.
    Należy znać pewną prostą prawidłowość: słowa często trafiają do języka wraz z przedmiotem.
    Na przykład, polskie słowo w języku francuskim:

    LES PIEROGI

    Do większości języków słowo krawat trafiło z francuskiego "cravate".
    Zaś francuskie "cravate" wywodzi się od "croate" czyli "hrvat".

    Skąd się to wzięło?

    W XVII w. armii francuskiej były oddziały Chorwatów. Chorwaci nosili chustkę zawiązaną pod szyją, w sposób nieco podobny do dzisiejszego krawata:

  10. No no, tylko nie w kapciach, to crocsy były. Markowe, białe kupione w OBI, po sezonie.
    A tak nawiasem mówiąc, to jak zobaczyłem tą fleję, niedogoloną, niedoprasowaną, z łapą w kieszeni obok naszego eleganckiego prezydenta, to od razu pomyślałem, że jednak o czymś zapomniał. I teraz już wiem, o tych białych łapciach od redaktora.

  11. Strony