Prześlij dalej:

W takich chwilach sam się zastanawiam, czy rzeczywiście jestem ateistą, bo inaczej niż siłami nadprzyrodzonymi nie potrafię sobie wytłumaczyć tego, o czym dowiedzieliśmy się w ostatnich tygodniach. Będzie to jeden z tych tekstów, który kieruję wyłącznie do ludzi inteligentnych i rozumiejących powagę sytuacji. Takim ludziom nie trzeba tłumaczyć, że cały bełkot i szczucie GW to ściek niegodny uwagi, ale w tym ścieku pływają bardzo, ale to bardzo niepokojące fakty.

Wiem, że ludzie mają opory przed pisaniem prawdy, która nie jest przyjemna dla nas samych i nawet nie z tchórzostwa tak się dzieje, tylko z błędnie pojętej lojalności i obawy, żeby nie zaszkodzić. Tymczasem tu się nie ma nad czym zastanawiać, ale trzeba głośno i wyraźnie kolejny raz wykrzyczeć. Panie Jarosławie Kaczyński jeśli nie pozbędzie się Pan naiwnej dobroduszności i ludzi z otoczenia, którzy tę dobroduszność bezlitośnie wykorzystują, to wszyscy pójdziemy na dno. Balast szemranych osobników, udających ideowych patriotów, jaki się skupił wokół Jarosława Kaczyńskiego zaczyna mieć wagę kamienia młyńskiego uwiązanego u szyi. Wszystko, co wyreżyserował Giertych i sprzedał Michnik jest blagą, ale takie nazwiska jak Kazimierz Kujda, były ksiądz Rafał Sawicz i kuzyn, pożal się Boże, „Siemandero”, to są bardzo smutne i przerażające fakty.

Wszyscy pytają, jak to możliwe, że Jarosław Kaczyński został nagrany, pomimo legendarnej ochrony, wewnętrznej służby specjalnej z Nowogrodzkiej. Odpowiedź jest tylko jedna i cała zawiera się w naiwnej dobroduszności szefa PiS. Skoro do siedziby przychodzą sami swoi i rozmawiają ze swoimi, to przecież „nie będziemy popadać w paranoję”, żeby się nie okazało, że GW i TVN z przypisywaniem paranoi Kaczyńskiemu mają rację. Nie wierzę w to, aby się komuś innemu chciało popadać w paranoję, dlatego sam wpadam i mówię otwartym tekstem. Dla mnie nie ma żadnego przypadku w tym, że „biznesmen” Dubieniecki został mężem Marty Kaczyńskiej. Dla mnie nie ma przypadku w tym, że jeden z najbliższych i wtajemniczonych współpracowników szefa PiS okazał się kapusiem SB. Tym bardziej nie ma przypadku, że szefami i twarzami sztabów wyborczych PiS byli: Kamiński, Kluzik, Migalski, a premierem Marcinkiewicz.

Zawsze i wszędzie można powiedzieć, że to przypadek albo wspomniany obłęd, z którego Piotr Wielgucki słynie, ale spisana powyżej lista faktów, to zaledwie fragment zdecydowanie większej i co gorsze, jeszcze do końca nieznanej całości. Jeden raz, to przypadek, dwa razy, pech, trzeci raz cud, jednak po 12 razie czas sobie w końcu powiedzieć, że to prawidłowość. Do Jarosława Kaczyńskiego od lat przyklejeni są ludzie, którym Jarosław Kaczyński w swojej dobroduszności wykłada serce i tajemnice politycznej kuchni na talerzu. Kaczyńskiego na „taśmach” uratowała wyłącznie uczciwość i zdrowy rozsądek. Niestety odpowiednio przygotowanymi taśmami da się to z łatwością ominąć, a być ślepym na fakty, to bardzo niebezpieczna lub cwana strategia.

Ślepi są twórcy całej tej układanki, bo nic się samo nie robi, nad tym czuwają profesjonaliści. Ślepi są też współpracownicy i zwolennicy Kaczyńskiego, co jest znacznie bardziej niebezpieczne. Jarosławowi Kaczyńskiemu potrzebny jest jeden odważny człowiek, który będzie myślał zupełnie inaczej niż sam Kaczyński, człowiek w wieku siedemdziesięciu lat charakteru nie zmieni. Taki superman powinien wpaść na Nowogrodzką, zrobić listę wszystkich najbliższych współpracowników Kaczyńskiego i każdego z osobna przetrzepać tak, jak Giertych z GW przetrzepali Kujdę, Sawicza i kuzyna „Siemandero”.

Strony

Źródło foto: 
20523 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

16 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Jedyna sensowna reakcja na próbę "wymuszenia rozbójniczego" to kilka gramów w lewe oko. By zakończyć jakiekolwiek dalsze roszczenia wystarczyło przedstawić stanowisko odnośnie i natychmiast zerwać konferencję wyrzucając natychmiast rzeczonych won pod eskortą z kraju. Urządzić piekło inaczej mówiąc. Pani Thatcher się nie zawahała, przykre nie dotyczy to różnych 'sraczek'.

  2. A co byś Kurko powiedział gdyby jako podsądny pojawił się austriacki Bilfinger, a oskarżycielem posiłkowym był Pan Falenta. Możliwe? Jeśli ktoś do mnie przychodzi i mnie nielegalnie nagrywa to dzisiejsze prawo daje mi narzędzia by wnosić o jego ukaranie. A Pan Falenta nawet z nudów mógłby domagać się równego traktowania. Inaczej będzie wyraźnie widać, że kasta skazuje, jeśli ktoś śmie nagrać działaczy PO, a nie skazuje tych co nagrają działaczy PIS.

  3. avatar

    " Panie [..] jeśli [..], to wszyscy pójdziemy na dno"

    Nie jestem nadmiernie religijny ale "Jarosław Polskę zbaw" w moich uszach brzmi jak bluźnierstwo a bluźnierstwo to sprawa bardzo poważna.
    Dodam, mając przed oczami kluczową debatę Kaczyński - Tusk 2007, J.K. nie jest 'właściwym człowiekiem na właściwym miejscu', imo, to nie jest zarzut do J.K., raczej przykra dla nas okoliczność. Polityka to NAPRAWDĘ bardzo parszywa gra.

    Stąd pozwolę sobie przypomnieć ...

  4. Ten Austriak musiał dostać propozycje nie do odrzucenia, bo kto pozwoliłby na publikację nagrań, które go obciążają? Dostał sprzęt, a potem adres "prawnika" do specjalnych "poruczeń". Z prokuraturą może być ciężko, ale w sądzie, to już szkopy dograją co trzeba, żeby nie wzięli za tyłek ich człowieka
    Nie było nagrywane od początku, czyli akcja musiała być wyreżyserowana. Zaczęła się w pewnym momencie i pewnie Austriak był już pouczony, gdzie ma uderzyć i co mówić.
    Sprawa się nie udała, bo Kaczyński okazał się po prostu uczciwy. Jeśli zaczęli teraz opierać się na zeznaniach (słowo, przeciw słowu), to mogą mieć także fałszywki, ale użycie ich uzależnione jest od klimatu jaki uda im się stworzyć.Tu pewnie też będzie lipa.
    Co do błędnych wyborów ludzkich, Kaczyński nie ma szans na ominięcie tego niebezpieczeństwa.
    Nasze kadry zostały brutalnie kiedyś przerwane,a w to miejsce sowieci rozwinęli swoje, które dziś mają już wiele pokoleń.
    Polakom pozostała metoda prób i błędów. Jest Kaczyński, Macierewicz, odszedł Olszewski. Zresztą z panem Janem też było nieciekawie. Gdy obalał go bolek, większość z nas była za Wałęsą. Gdyby wtedy ludzie wiedzieli o akcji(z armią czerwoną) w Moskwie, to możliwe, że pod sejm przyszliby ludzie i nie pozwolili obalić rządu. To nie byliby płatni KOD-owcy, ale załogi jeszcze istniejących wtedy zakładów.
    Wrócę do kadr, czasem sprawdzanie "skróca ławkę". Mogą domyślać się,albo nawet wiedzą, że była tylko "lojalka", ale gdy sprawa jest już ruszona, to musi być konkretnie rozstrzygnięta.
    Gdyby ten "agent" z otoczenia Kaczyńskiego, przynosił jakieś agenturalne zyski, to by go nie "spalili" tak bez sensu, czyli bez reperkusji dla Kaczyńskiego. Czyli dobór ludzi, to ciągle pole minowe.

  5. avatar

    Odnośnie podsłuchów. 
    Londyn, zimna wojna, lata 50-te(?). Angole podarowali Rosjanom metaloplastykę (Lenin(?) z cienkiej blachy czy coś takiego :), prezent wisiał na ścianie w konsulacie. Wysyłano strumień mikrofal na,  odbierano rozproszone przez prezent,  były modulowane rozmową w konsulacie ponieważ prezent drgał podczas rozmowy.
    Od tego czasu minęły 3 (trzy) pokolenia. Zasługujący na podsłuchanie będzie podsłuchany, imo. Oczywistość agentury w otoczeniu J.K. nie musi być związana z podsłuchem :)

  6. avatar

  7. Strony