Reklama

 

Moim zadaniem tu jest przedstawienie sylwetki i dorobku (kwalifikacji) kandydata na sekretarz/ministra Obrony USA, oraz argumenty używane przez jego zwolenników jak i przeciwników w procesie zatwierdzenia jego kandydatury przez US Senat.

Chuck Hagel ur. w 1946 r. w North Plate, w stanie Nebraska, w rodzinie niemiecko-polsko-irlandzkiej (babcia Kukelewska).  W latach 1967-68 służył  wraz ze swoim bratem Tomem w Wietnamie, wielokrotnie unikając śmierci.  Dwukrotnie ranny sierżant, za służbę otrzymał dwa Purpurowe Serca i inne odznaczenia US i Wietnamu.  Po wojnie korzystając ze stypendium dla weteranów ukończył studia historyczne i zaangażował się w życie polityczne.

Reklama

 W 1980 pracował w kampanii prezydenckiej R. Reagana za co został z-cą administratora w Departamencie d/s Weteranów, z którego jednak odszedł w 1982 r.  Jak wielu polityków wkroczył w świat biznesu, w którym dorobił się milionów dolarów.  W 1997 r. został (pierwszym od 24 lat), republikańskim senatorem stanu Nebraska, zwyciężając również na drugą kadencję z wynikiem 83%, odszedł jednak z polityki  (po 12 latach) wskutek różnicy zdań z kolegami z Partii Republikańskiej.

  Obecnie jest profesorem w Georgetown University (w Edmund A. Walsh School of Foreign Service).  Jest również prezesem think tank, The Atlantic Council, wice-prezesem Kolegium Prezydenckich Doradców w/s Wywiadu, członkiem Komitetu Sekretarza Obrony i zasiada w Radzie Dyrektorów PBS.

Jako republikański senator otrzymał dobry (84%) wynik w rankingu od American Conservative Union.
Hagel jest realistą, pragmatykiem i sceptykiem, ale nie ideologiem, czy pacyfistą, o co oskarżają go polityczni jastrzębie.  W 2002 r. popierał inwazję Iraku, ale już w 2007 r. był przeciwny „troop surge” (zwiększeniu kontyngentu wojska) w Iraku uważając, że tamta wojna nie miała już sensu.  Operacja ta jednak przyniosła sukces, wbrew jego przepowiedniom. Odchodził z Senatu w 2009 r. już jako ostry krytyk prezydenta G.W. Busha i sympatyk prezydenckiego kandydata B.H. Obamy.

Wnosił o bezwarunkowe rozmowy z Teheranem i „inwazję” amerykańskiego biznesu na Iran i głosował w Senacie przeciwko nakładaniu sankcji na Teheran.  Wzywał również Izrael do negocjacji z palestyńskim  Hamasem (rządzącym w Gazie), którego program nawołuje do likwidacji państwa Izrael, oraz nie zgadzał się na uznanie Hezbollah za terrorystyczną organizację.

Innym grzechem Hagela było nawoływanie do zniesienia amerykańskich sankcji wobec Kuby i zapowiedź przyszłych cięć w budżecie na zbrojenia w sytuacji kiedy Chiny dumnie świętują swój pierwszy lotniskowiec (US ma ich 9).

Hagel naraził się również silnemu lobby homoseksualistów.  W 1999 r.  ( w czasie prezydentury W.J. Clintona) był przeciwny wysłaniu głośnego homoseksualisty, 66-letniego ( Jamesa C. Hormela) magnata z branży żywnościowej  (ojca 5-ga dzieci), z 36 letnim narzeczonym na stanowisko ambasadora US do katolickiego Luxemburga.  

W 2008 r. w książce „America: Our Next Chapter – Tough Questions, Straight Answers”, niezadowolony z polityki G.W. Busha, wnosił o powołanie niezależnego przywódctwa, a nawet nowej politycznej partii.  Ostro występował przeciwko nielegalnemu budowaniu nowych żydowskich osiedli na spornych ziemiach w Palestynie, twierdząc, że to przeszkodzi koncepcji istnienia dwóch państw (Izraela i Palestyny).

Hagelowi pamięta się jego twardą wypowiedź, w które podkreślił, że jest Amerykaninem i senatorem US, a nie Izraela, dlatego będzie stał na gruncie amerykańskich interesów.  Zwolennicy tej orientacji chcą aby Izrael sam toczył swoje wojny, a nie uczestniczył tylko w tych, w których przeciwnik jest uzbrojony tylko w kamienie, stare karabiny i prymitywne rakiety.

Hagel, podobnie jak trzech byłych izraelskich dowódców wywiadów (odeszli w 2011) z Mossadu, Shin Bet i wojsk, zdecydowanie był przeciwny zaatakowaniu irańskich instalacji nuklearnych  przez izraelskie lotnictwo.  Jego stanowisko w tej sprawie poparło  trzech byłych amerykańskich US CENTCOM.

Przypomnijmy, że Izrael posiada co najmniej 100 nuklearnych głowic i najnowocześniejsze amerykańskie uzbrojenie i samoloty, niemieckie atomowe łodzie podwodne i wcale nie jest bezbronny w razie wojennej awantury z Iranem.

Oczywiście najpoważniejszym krytykiem kandydatury Hagela jest potężne amerykańskie lobby żydowskie, które nie zapomniało mu rzekomo niechętnego i krytycznego stosunku do państwa Izrael i jego polityki na Bliskim Wschodzie.  Lobby żydowskiemu towarzyszy potężny blok konserwatywnych chrześcijan (ok. 80 mln. Wyborców) i wojowniczych proizraelskich neoconów.

Zbliżają się przesłuchania w Senacie odnoszące się do nominacji Chucka Hagela na sekretarza Obrony US.  Senator z Florydy, Lindsey Graham (głośny neocon) oświadczył, że nominacja Hagela:

              „to policzek dla wszystkich Amerykanów wspierających Izrael”

Rozpoczęła się medialna nagonka różnego rodzaju „autorytetów” przeciwko Hagelowi poddająca w wątpliwość  jego dbałość o bezpieczeństwo państwa Izrael, co powinno równać się utrąceniu kandydatury.  Ku zaskoczeniu atakujących, zewsząd zaczęły napływać tysiące wyrazów poparcia (e-maile i tweets) dla Hagela.  Wobec tego po konsultacjach z kandydatem, atakujący odtrąbili odwrót.

Z prawej strony uderzyli neocony (byli trockiści, którzy zmienili barwy i pilnują interesu Izraela).  Na czele ofensywy stanął redaktor naczelny konserwatywnego „Weekly Standard” Bill Kristol przypominając, że:

 „ Hagel był senatorem, który w przeciwieństwie  do swoich kolegów, był dumny, że opiera się żydowskiemu lobby”

Dodając, że Hagel głosował przeciwko proizraelskim rezolucjom sponsorowanym przez wszechpotężny AIPAC (American Israel Public Affairs Committee), czyli słynne „żydowskie lobby”.
Z lewej strony politycznego spektrum, sen. Chuck Schumer (D-N.Y) plasujący się na III miejscu w rankingu najważniejszych Demokratów w Senacie i na pierwszym wśród senatorów żydowskiego pochodzenia zapowiedział już, że nie będzie przeciwstawiał się kandydaturze Hagela.  Schumer podkreślił (po rozmowie z kandydatem), że Hagel zapowiedział twardą postawę wobec Iranu i jego prób uzyskania broni nuklearnej oraz poparcie dla dostarczenie Izraelowi nowoczesnych samolotów bojowych F-35 Joint Strike Fighters.  Za przykładem Schumera, poszła dotychczas krytyczna wobec Hagela, demokratyczna senator z Kalifornii, Barbara Boxer (również amerykańska Żydówka).

Hagel byłby pierwszym Sekretarzem Obrony z szrapnelem w piersiach, który jest dekorowanym wojennym weteranem, czyli znającym osobiście żołmierski los z teatru wojny.  Przyszły sekretarz , będzie miał ogromny wpływ na wzrost lub zmniejszenie znaczenia NATO, którego pozostałe 27 członków wydaje na obronę 3 razy mniej niż USA. 

Były ambasador US w Iraku i Afganistanie, Ryan Crocker powiedział:

„Hagel kierował by  Sekretariatem Obrony, a nie byłby kierowany przez Sekretariat”

Według (nominalnie Republikanina, ale zwolennika Obamy) byłego Sekretarz Stanu (MSZ), gen. Colina Powella, Hagel byłby wspaniałym Sekretarzem Obrony:

„ To jest facet, który zna weteranów, zna wojsko. On wie czym jest wojna i będzie walczył, jeśli to będzie konieczne, ale zrobi to z namysłem i dbałością”

Należy oczekiwać, że w tej sytuacji Hagel zostanie zatwierdzony przez Senat na stanowisko Sekretarza Obrony.  Wydaje się, że sen. Schumer zaprzestał ataków na Hagela również , aby sobie nie zaszkodzić  w czasie kiedy przyjdzie objąć schedę po sen. Harry Reid (przywódca Demokratów w Senacie).

Czyli, żeby być zatwierdzonym na stanowisko Sekretarza Obrony USA, kandydat musi najpierw złożyć hołd potężnemu lobby żydowskiemu po czym ma szansę na dowodzenie siłami zbrojnymi supermocarstwa…

Byłemu senatorowi stanu Nebraska, chyba nikt nie może odmówić  patriotyzmu, odwagi cywilnej, niezależnej postawy analitycznej, które to cechy są unikalne dzisiaj w Waszyngtonie i mogą jedynie powodować kłopoty.  W sumie to powinno się pogratulować Hagelowi niezależności i spójności postawy, oraz wstrzemięźliwości przed rzucaniem młodych amerykańskich chłopców w każdy nadarzający się konflikt.  On sam był kiedyś częścią armatniego mięsa polityków i dlatego nie jest pochopny w swoich sądach.

Oczywiście jeśli obejmie urząd, będzie wykonywał wolę prezydenta Obamy, dla którego na odcinku wojskowym będzie pracował.  Sam Obama jest bardzo ambitnym politykiem wchodzącym w swoją drugą kadencję  (otrzymał jednak 4 mln głosów mniej niż pierwszym razem) z ambicjami przebudowy nie tylko amerykańskiego systemu, ale też odciśnięcia swojego piętna na świecie.

Jeśli Obama w drugiej kadencji ograniczy poważnie wydatki na zbrojenia, aby mieć środki na swój „welfare state”, w konsekwencji zlikwiduje amerykańską wojskową hegemonię na świecie tworząc pustkę i niepewność, otwierając drzwi do wzmożonego apetytu regionalnych potęg i gwałtownego rozprzestrzeniania się broni nuklearnej.  Wtedy mieszkańcom Ziemi będzie naprawdę groziło „globalne ocieplenie” i regionalne wojny o wpływy.

Stara dyplomatyczna i militarna maksyma mówi: „chcesz pokoju to przygotowuj się do wojny”.
Obama z byłych prezydentów przypomina najbardziej R. Nixona, skryty, a jednocześnie mający ambicję osobistego prowadzenia polityki zagranicznej kraju.  Prezydent, który nie deleguje  decyzji,  lubi podejmować je sam.  Atak na Hagela z prawej strony jest w sumie ostrzeżeniem dla prezydenta Obamy, przeciwko jego miękkiej postawie wobec Teheranu i twardej wobec Tel Awiwu i Bibi Netanyahu.  

Nie bez znaczenia jest również prawdziwy przeciwnik planów redukcji wydatków na cele wojskowe, czyli amerykańskie lobby przemysłu zbrojeniowego, któremu grozi przerwanie długoletniej prosperity.

Jacek K. Matysiak

Reklama