O niebezpieczeństwach płynących z... braku totalitaryzmu

Prześlij dalej:

    Na Frondzie, gdzie do niedawna pisałam, wywiązała się dyskusja pod pewnym tekstem. Wzięłam w niej udział pod moim obecnym nazwiskiem, czyli jako Iwona Jaszczuk. Można prześledzić tę dyskusję tu:
http://www.fron...
    Dyskusja ta dała mi wiele do myślenia. Moja refleksja zaczęła się od stwierdzenia, że mit o rzekomej niezgodności ideologii liberalnej (mam tu na myśli przede wszystkim tzw. liberalizm konserwatywny) z nauczaniem społecznym Kościoła bierze się prawdopodobnie z nikłej percepcji obecnej w tymże nauczaniu zasady pomocniczości. Już dawniej zauważyłam, że komentatorzy katoliccy powołują się wprawdzie na tę zasadę, lecz prawie nigdy nie wyciągają z niej najprostszych wniosków. Tymczasem ja nigdy nie miałam trudności z liberalną wykładnią którejkolwiek z encyklik społecznych. Zawsze kluczem do wykładni liberalnej była jednak zasada pomocniczości.
    Literalnie jest ona raczej znana. Mówi, że wyższy, znaczy bardziej złożony szczebel drabiny społecznej nie powinien wchodzić w kompetencje szczebla niższego, przejmować zadań, z którymi poradzi sobie szczebel niższy. Zapomina się tu o ważnym wniosku: otóż nie ma powodu, by formułując postulaty dla organizacji władzy państwowej wspominać o zadaniach na przykład samorządów, Kościołów lub rodziny. Natomiast dzisiaj, pod wpływem wspomnianej na wstępie dyskusji, mnie olśniło. Tu jest pies pogrzebany! Myślę, że wiem już, skąd to nieporozumienie wynika.
    Liberalizm jest ideologią polityczną, i to ideologią w jak najbardziej ścisłym znaczeniu, pierwotnym dla tego słowa. Jest zbiorem postulatów około urządzenia państwa wraz z ich podbudową teoretyczną. Podbudowa ta mówi, dlaczego uważamy dany model państwa za optymalny i co chcemy osiągnąć przez jego wdrożenie w życie. A także próbuje przewidzieć ewentualne trudności i jak można im zapobiegać. Tylko tyle.
    Z punktu widzenia liberałów takie ograniczenie jest uzasadnione psychologicznie. Umieszczania czegokolwiek więcej w ideologii po prostu się boimy. Przyjmujemy milczące założenie o zasadzie pomocniczości i obecności w społeczeństwie struktur wystarczających dla realizacji wszelkich zadań, jakich nie przypisujemy władzy stricte państwowej. Zakładając wypełnienie istotnych zadań przez samorządy, Kościoły i rodziny pomijamy je absolutnym milczeniem - z lęku przed totalitaryzmem!
    Ideolog jest, tak jak i wszyscy, nieodrodnym dzieckiem swej epoki. Doskonale zna niedawne totalitaryzmy. Milcząc o wszystkim, co nie dotyczy zadań państwa, próbuje zaklinać rzeczywistość nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Wydaje mu się, że w ten sposób zapobiegnie wtrącaniu się państwa w życie obywateli, naruszeniu zasady pomocniczości i groźbie totalitaryzmu. Ale w społecznej percepcji odbiór jego dzieł jest inny...
    Odbiorca jest przyzwyczajony do poruszania przez ideologów (a zwłaszcza totalitarni tak czynili) wszystkiego, co dla człowieka istotne. Skoro liberał o czymś nie pisze, to dla odbiorcy nie jest to dla liberała ważne. Państwo nie decyduje, co ma być prawdą, a co kłamstwem? Prawda nie ma więc znaczenia dla liberała! Nie chce on dekretować obowiązku miłosierdzia prawem karnym? Pewnie nie ma pojęcia, co to jest chrześcijańska miłość!

Strony

5485 liczba odsłon

Autor artykułu: Pliszka

6 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Witam serdecznie. Podesłała mi Pani linka na S.B dlatego z niego skorzystałem i przy okazji założyłem konto aby poczytać, dokształcić się nieco i czasem dopytać. Ponieważ na Frondzie starałem się śledzić to, o czym Pani pisze lecz w natłoku komentujących nigdy nie miałem okazji zadać pewnego pytania a tutaj nikt na razie nie przeszkadza.

    - Na Kim |Autor/rzy| opiera się Pani wizja liberalizmu?

    Hasła o zniewolonych, wykluczonych, ubogich i dobrobycie są bardzo nośne i używane przez wszystkich a mnie interesują konkretne nazwiska aby zlokalizować Pani "fundamenty".

    Pozdrawiam serdecznie

  2. Och, tego i na Frondzie nigdy nie ukrywałam. Liberalizmem zaraził mnie Stanisław Michalkiewicz, wiedzę o nim (praktyczną) czerpałam studiując program szczegółowy Unii Polityki Realnej w latach dzieiwęćdziesiątych, uzupełniałam Pismem Świętym i nauką społeczną Kościoła (wspomagając się twórczością gdyńskiego teologa i radnego UPR Tomasza Szkopka, praktycznie przywódcy katolickiej frakcji UPR, do której należałam), a przy tym myślałam, myślałam, myślałam... Tego ostatniego nauczyłam się natomiast wychowując się na twórczości Stanisława Lema. To chyba wszystko; pozdrawiam.

  3. avatar

    narzędzie, narzędzie panowania jednych nad drugimi, precyzując.  :)^:)

  4. ...gdyż służy do urządzania państwa. A państwo to z definicji WŁADZA, więc panowanie, siłą rzeczy jednych nad drugimi. Chodzi o to, do jakich celów to panowanie wykorzystamy, ja ze swej strony widzę to najchętniej tak:

    http://www.fron...

  5. avatar

    Traktat o władzy 
    Autor: Bertrand de Jouvenel

  6. avatar

  7. Strony