Nie chcę od podatnika ani franka, ale oczekuję, że prawo zajmie się złodziejami!

Prześlij dalej:

Mądrzy ludzie powiadają, że z głupoty najszybciej się wyleczysz, jak posmakujesz jej skutków. Jako doświadczony kredytobiorca frankowy, czyli po prostu frajer, ograny przez zawodowych złodziei, którzy się nazywają bankierami, mogę poświadczyć, że ta ludowa prawda działa. Ciężko powiedzieć, czy przeciętny nieszczęśnik uwięziony w franku jest rzeczywiście lemingiem, ale z całą pewnością większość odrzuca „spiski żydowskie” i chciałoby jak najszybciej do strefy euro. Najcięższe przypadki głupoty po prostu są nieuleczalne i to jeden z powodów, które podpowiadają, żeby za cudzą i w dodatku nieuleczalną głupotę, rozumni ludzie nie płacili. Włos mi się jeży, skóra cierpnie na grzbiecie, jednak mimo wszystko uważam, że pomoc dla nierozumnych kredytobiorców z budżetu państwa, czyli z kieszeni podatnika, byłaby podwójnym skandalem. Przede wszystkim ciężko chorzy na głupotę nagle przerwaliby terapię, po wtóre wypłacanie nagrody za popełnione błędy to demoralizacja pełną gębą. Ile by ten frank nie kosztował, jako ofiara własnej głupoty, stanowczo sprzeciwiam się sięganiu do skarbonek Polaków, którzy wykazali się mądrością. Zupełnie inną kwestią jest prawo, które między innym ma siłę prewencyjną. Po to istnieje prawo, aby ludzie się nie zabijali, nie okradali, nie łamali sobie bezkarnie kości. W prawie nie istnieje coś takiego, jak pojęcie „głupia ofiara przestępstwa”, czym się podpierają przedstawiciele władzy i tak zwani „liberałowie”. Jeśli złodziej ukradnie, pobije, czy zabije, żadną okolicznością łagodzącą nie będzie fakt, że ofiara przestępstwa ma śladowe ilości oleju w głowie. Dla precyzyjnego zobrazowania istoty rzeczy przywołam przykład złodziejstwa na tak zwanego „wnuczka”.

Zwykle do babci, rzadziej do dziadka, dzwoni złodziej i przedstawia się jako wnuczek. Mówi szybko i z płaczem w głosie, bo właśnie stała się jakaś tragedia i potrzeba dużo pieniędzy, żeby nie doszło do większej. Babcia w emocjach godzi się wypłacić pieniądze „koledze wnuczka”, który zaraz zapuka do drzwi. Dochodzi do kradzieży i żaden przedstawiciel władzy, czy wymiaru sprawiedliwości nie powie babci: „ty durna babciu, trzeba było myśleć”. Kredyty we franku szwajcarskim i w każdej innej walucie były zaciągane w bardzo podobnych warunkach, może nie identycznych, ale w zbliżonych. Właściwie bardziej podobnym przykładem byłaby historia opisana w filmie „Dług”, ale wnuczek jest o tyle celniejszy, że banki nie przykładają noża, tylko oszukują w białych rękawiczkach. I co się teraz powinno stać? Nie ja to wymyśliłem, niemniej podpisuję się pod tym rozwiązaniem rękami i nogami. Oszuści powinni pójść pod sąd albo sądy powinny zobligować oszustów do cywilizowanej, jak na banki przystało, realizacji umów. Pomysł, żeby kredytobiorcy spłacali raty po kursie z dnia umowy jest idealnym rozwiązaniem. Nikomu się tu nie dzieje krzywda, oszukani nie mogą już narzekać, że nie wiedzieli, co robią, bo w bankach zawsze była wyliczana rata po bieżącym kursie. Mądrzy podatnicy uratują się przed sponsorowaniem głupoty, a banki unikną wyroków sądowych, które dawno powinny w ich sprawie zapaść. Proste i nie posiadające żadnych wad rozwiązanie.

Nie ma potrzeby kombinować i prowadzić jałowe spory, kto mądry, kto głupi, kto za kogo powinien płacić. Nikt nikomu nie jest nic winien i wystarczy, że zadziała prawo, a stanie się światłość. To rozwiązanie ma jeszcze i taką zaletę, że jest bardzo dobrą informacją dla największych krytyków i kpiarzy, którzy się pastwili nad „frankowiczami”. Ich krytyka kpina była wynikiem wiedzy, oni nie odrzucali „spisków żydowskich” i doskonale wiedzą, co to jest strefa euro, bo wszystko razem nazywa się międzynarodowa lichwa. Gdyby ten „spisek” i lichwa dostała tak spektakularnie po dupie, byłoby się z czego cieszyć. W końcu równie ważny problemem, prócz ludzkiej głupoty, jest ludzka perfidia i cynizm. Głupi często bywa sympatyczny i uczynny, czasami zrobi coś pożytecznego, perfidny cynik nie ma zalet i czyha na okazję, żeby wykorzystać i głupiego i mądrego. Na pomoc w spłacaniu rat nie liczę, ale liczę, że ten genialny pomysł, niestety nie mojego autorstwa, „połączy Polaków”. Nie zapominałbym też i o tym, że wcale nierzadko młodzi do kredytów włączali rodziców, którzy uprzedzali jak to się może skończyć, ale z miłości popełniali głupstwo. Istnieją też takie ofiary i płacą haracz złodziejom pod szyldem międzynarodowej lichwy.

41911 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

50 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    panie piotrze.
    wiec jedynym rozwiazaniem winna byc "opcja wegierska"..nie wszystko trzeba kopiowac..ale to jak premier wegier pogonil lichwiarstwo ze swojego kraju moze nam pomoc..

  2.  
    "Pytanie więc, na jakiej podstawie prawnej banki udzielały kredytów indeksowanych do walut obcych, skoro Prawo Bankowe nie przewidywało możliwości udzielania takiego kredytu? Odpowiedź, że co nie jest zabronione jest dozwolone „nie zdaje egzaminu” w tym przypadku, gdyż kodeksowa zasada swobody umów właśnie tego zabrania ograniczając możliwość dowolnego ukształtowania treści umowy kredytu wskazaną powyżej właściwością (naturą) instytucji kredytu oraz treścią przepisów ustawy Prawo Bankowe, a zatem bez klauzul indeksacyjnych."

  3. Mamusia zawsze mi powtarzała:
    Nie stac cię nie kupuj i zawsze dodawała ... człowiek mam małe potrzeby reszta jest na pokaz....

  4. Jest tylko 1 problem.
    Jak miałby być oprocentowany ten kredyt po kursie z dnia podpisania umowy.
    Jak frankowy?
    Bo zdaje się że to różnica w kosztach obsługi była głównym motorem napędzającym branie kredytów we frankach.

  5. NOWOCZESNY TROJBOJ ZLODZIEJSKI:

    kredyt - we franku
    lokata - w Amber Gold
    datek na potrzebujacych - via WOSP

  6. No i tzw "chwilówki".

  7. Jak to jest, że dzisiaj ludzie muszą brać kredyt na mieszkanie, a za Sanacji moi pradziadkowie przyjechali "z gołą dupą" do Warszawy (kobiety częściej i szybciej umierały, panowie brali sobie następne żony, nie dbali o zabezpiecznie finansowe na start życiowy dla potomstwa) i po 6 latach oszczędnego życia, ale wynajmowali mieszkanie i urodziło im się w międzyczasie 3-je dzieci, z których 1 umarło, mogli kupić sobie plac i pobudować dom, a potem stać było zatrudnić pomoc domową? Fakt, że jedno miało maturę, a oboje pracowali w zbrojeniówce. Dom zostawili następnym pokoleniom.

    Teraz druga historia, bardziej współczesna - znałem człowieka, który rano był zatrudniony na etacie urzędzie w administracji biura, a po południami, wieczorami i nocami pracował przy wykończeniówce. Miał rodzinę (2+2) i wziął mieszkanie na kredyt we franku "na dołku". Kurs rósł i mimo spłaty wartość kredytu przekroczyła wartość mieszkania. I nagle dowiaduję się, że umarł w wieku około 45lat (być może się zaharował na amen) - ktoś chciał skorzystać z jego usług, zadzwonił do domu i tylko tyle się dowiedział. I co on zostawia w takim przypadku rodzinie? - brak mieszkania i do tego długi.

  8. to by kazał bankom przewalutować wszystkie kredyty we frankach na PLN, po cenie kursu z dnia zawarcia umowy kredytowej. Tak zrobił na Węgrzech i co? Banki potulnie wykonały zarządzenie, żaden z banków nie opuścił Węgier. Ale PO to nie Orban i nie dadzą skrzywdzić banksterów, bo jeszcze broń panie Leninie, nie udzielą kredytu na kolejną kampanię wyborczą.

  9. Na Węgrzech przewalutowano kredyty po kursie z listopada 2014.

  10. avatar

    Nie ma szans na żadne takie rozwiązania dopóki rządzą te niemoty ponieważ oni wiszą w kieszeniach międzynarodowej lichwy (vide Rada Gospodarcza przy premierze złóżona z byłych przedstawcieli sektora bankowego; zresztą Szczurek to skąd niby wyszedł ?)...
    Obecną sytuację widzę jako nadzwyczajną zmianę stosunków opisaną w KC (klauzula rebus sic stantibus) i każdy z osobna będzie musiał walczyć o to w sądach III RP...
    Nie ma 2-go takiego państwa na świecie która tak ma w dupie swoich obywateli i tak nimi pomiata jak państwo teoretyczne w środku Europy...

  11. Gdyby Victor Orban pozwolił na rzerowisko międzynarodowej spekule na narodzie Węgierskim, to po Budapeszcie mogłyby latać uzbrojone bojówki i tłuc starozakonnych do krwi.
    I nikt nigdzie na świecie nie odważyłby się mowić o antysemityzmie na Węgrzech. Bo gdyby powiedział to by więcej żadnym deputowanym Europarlamentu nie został.
    Niestety - niestety dla Węgrów i Orbana jest odwrotnie. Bojówek nie ma, spekuła nie ma żerowiska, a Orban i Węgry mają przyczepianą łatkę antysemitów.
    Tak to działa.

    Rząd i wszelka władza ma między innymi takie zadanie, żeby nie zezwalać na grę w "trzy karty".
    Niestety, w Polsce, rząd nie tylko zezwala na taki proceder, ale istnieje uzasadnione podejrzenie, że taki stolik do gry w trzy karty jest umieszczony w Urzędzie Rady Ministrów - na co wskazuje na przykład kwestia Amber Gold.

  12. Ja akurat nie znalazłem się w takiej pułapce kredytowej. Dosłownie pułapce, z premedytacją skonstruowaną przez banki za przyzwoleniem naszego państwa. Nie czuję się jakoś bardzo związany z Matką Kurka, czy jemu podobnych i nie chciałbym partycypować w spłatach ich kredytów. Jestem jednak zwolennikiem teorii spiskowych. Pakiet klimatyczny, stocznie, przemysł paliwowy, polskie banki, ochrona obcego kapitału a teraz kopalnie, to widzę, że coś tu jest nie tak. Dzisiaj żydowskie powiedzenie "Wasze ulice nasze kamienice" bardzo zyskuje na aktualności.

  13. dobry przykład. Z tej prostej przyczyny, że nie mamy Orbana, a on z kolei ma takie społeczne poparcie, o którym inni mogą tylko pomarzyć.
    Hiszpania i Chorwacja, to jest właściwy kierunek. Tamtejsze sądy orzekły, że kredyty we frankach, to pospolity kant i nakazały przewalutować na rodzimą (w tym przypadku euro) walutę po kursie, jak w dniu zawarcia transakcji. Może mam mylne informacje, może jest inaczej, ale jeżeli to ja mam rację,  byłby to wręcz idealny przykład na wyjście z opresji. Przy okazji odpada sakramentalne: Unia się na takie rozwiązanie nie zgodzi.
    Nie mam kredytu, nie mam nawet konta w banku, owszem miałem tzw. "firmowe" i przy okazji osobiste, bo wypłacanie np. 40 000 PLN z konta firmowego, to opłata rzędu 100 PLN, po przesunięciu, za friko, z firmowego na prywatne i wypłacenie gotówki, to koszt 5 PLN.
    Nie mam konta, ale mam empatię i dlatego jestem za taką "pomocą" Państwa. Ale tu nie jest Chorwacja, tym bardziej Hiszpania, tu jest Dziki Zachód.

  14. A ja w tym całym galimatiasie mam jedno pytanie, no w zasadzie kilka:
    a) dlaczego, gdy Franek był w dołku CHF/PLN to banki tak bardzo naganiały, by brać w nim kredyt denominowany w CHF, i proponowały prowizję ca 1%, LIBORu z tamtych czasów nie pamiętam i dlaczego wtedy KNF nie reagowała,
    b) dlaczego, gdy Franek się wzmocnił do CHF/PLN 3,20 prowizje nagle skoczyły do 4% (2010 - dokładnie pamiętam), a KNF wdrożyła którąśtam z alfabetu rekomendację utrudniającą wzięcie kredytu w CHF,
    c) dlaczego dzisiaj, a w zasadzie przedwczoraj przy kursie CHF/PLN ca 3,55 nie uraczysz już praktycznie żadnej oferty kredytu w CHF, a KNF jakiś czas temu znowu przykręciła śrubę na takie kredyty.
    Czy jest ktoś, kto mnie oświeci, bo w mojej głowie kołacze tylko jedna odpowiedź. W jej treści są stwierdzenia "instrumenty pochodne" i "brak symetrii".

  15. Z racji tego, ze jestem na tym blogu tzw. "dziewica", prosze o wyrozumialosc (przynajmniej na starcie). Chcialem sie serdecznie przywitac i przede wszystkim podziekowac Autorowi Bloga za merytoryczna i konstruktywna krytyke "Naszego Panstwa" - o Jurasie co ma zawsze czerwone gacie nie wspominajac. "W to mi graj MatkaKurka"!. Serdeczne Pozdrowienia dla Wszystkich Czytelnikow. 

  16. avatar

    Nic mnie tak nie irytuje, jak głupota w czystej postaci i tylko ktoś wybitnie głupi może powtarzać brednie po 70 letnim dzieciorobie, że w trakcie podpisywania umowy obie strony wiedziały, co robią i miały taką samą wiedzę na temat ryzyka. Banki podpisując umowy kredytowe, jednocześnie grały na osłabienie złotówki i innych walut denominowanych, co wyszło dopiero po "kryzysie". Nawet dziecko może przyswoić tę wiedzę, ale nie Świadek Korwina. Uprzedzam Świadków, "odmaszerować" mi stąd albo się nie odzywać, bo koszę bez ostrzeżenia.

  17. Szczerze współczuję "Frankom", ale tak naprawdę można by rzec, że widziały gały co brały. I nie mówię tego z przekąsem! Mnie się o tyle udało, że byłam mądra po cudzej szkodzie i kredytu w tej walucie nie wzięłam. Niestety bank wcisnął mi inną ofertę, która też okazała się być jawnym złodziejstwem. Niestety podpisane - zaklepane. Jedyne co w danej sytuacji każdy oszukany kredytobiorca może zrobić to założyć sprawę w sądzie przeciw bankowi. Wiem, że często (przy odpowiednim zaangażowaniu i uporze maniaka) banki idą na ugodę (tu mogłoby być dla frankowców np. przewalutowanie na dogodnych warunkach). Niestety trochę deneruje mnie fala tłumu. Owszem dużo ludzi zostało na kredyt w tej walucie naciągniętych i kiedy tylko frank skacze to tłum płacze, a tv na każdej stacji trąbi o biednych kredytobiorcach. Nie wiem dokładnie ile osób skorzystało z takiej oferty, którą mnie bank wcisnął (wiem tylko, że sporo, bo są pozwy zbiorowe), ale zapewne nie było to na taką skalę, by o tym w mediach mówiono. Mnie rząd raczej nie pomoże.

  18. Oczywistym jest fakt, że Banki za posrednictwem mediow mainstreamowych, poslusznych papog rzadowych jak i  z d...y wzietych ekspertow naganialy sobie klientow. Kto pamieta "owe" czasy ten wie, kto nie pamieta ten googluje(czytaj: bawi sie w dziennikarza sledzczego), a kto sie glupio pyta ten debil lub ma za malo "wiosenek" za soba.

  19. uważam ,ze w wielu przypadkach winien był brak zwykłej życiowej przezorności i zdrowego rozsądku. Tak jak pisałeś w artykule - to w żaden sposób banków nie rozgrzesza, ale nie wszyscy wzięli jednak kredyty w CHF. Zadłużenie się na 30 lat to nie jest zakup telewizora czy lodówki na raty, co zawsze można jakoś przeboleć jeśli się przepłaci, to jest coś co na 30 lat ustawia finanse całej rodziny, więc rozsądnie jest przeanalizować sytuację i przeczytać wszystkie drobne druczki, żeby się nie wpiedzielić w kompletne gówno. Niektórzy nie byli w stanie uniknąć wtopy, ale w bardzo wielu przypadkach był to bezrefleksyjny owczy pęd. Wszyscy biorą we frankach to ja też. tak to niestety w bardzo wielu przypadkach działało. 

    Czy jest mi frankowiczów żal? Zależy których. znam takich, co jeszcze w zeszłym roku z uśmiechem na ustach opowiadali mi w zywe oczy, że co tam ze mnie za doradca, bo wpradzie franek poszedł w górę, ale oni ciągle mają niskie odsetki. Nie przeliczyli czy aby jeszcze mają z tego jakieś korzyści, ale teraz nawet bez liczenia wiedzą, że już nie mają. Ci sami ludzie jako świetną inwestycję kupowali złoto po 1900 USD za uncję, argumentując, ze w długim terminie zawsze złoto rośnie. No i nie pomagały tłumaczenia, że czasem jest to tak długi czas, że ludzie tak długo nie żyją. Teraz są w plecy na swoich inwestycjach. Dlaczego umoczyli? Wcale nie dlatego, że czegoś nie wiedzieli i bank im zamydlił oczy, wiedzieli doskonale czym ja się zajmuję na codzień, wiedzieli że w tym siedzę, ale uważali, że są sprytniejsi, mądrzejsi. Teraz słusznie mają za swoje. Współczuję oczywiscie tym, których nikt nie ostrzegł, a szanuję tych, którzy potrafią się przyznać,że popełnili błąd i wziąć to na klatę, a nie wyciągać łapę po pieniądze tych, którzy tacy głupi nie byli. 

    Co do roli banków - lata komuny zrobiły swoje, rzeczywiście nie było czasu żeby się przekonać jak naprawdę działają takie instytucje. Przyznaję, że ktoś kto w tym nie siedzi mógł się dać zrobić w balona i uważam, że banki powinny za to beknąć. Aby jednak ucywilizować rynek kredytowy jest o wiele prostsza i sprawdzona metoda - system amerykański. Polega to na tym,że jeśli ktoś bierze kredyt na chałupę to wszystko co bank może zrobić w celu odzyskania należnosci to zająć hipotekę. U nas zabiorą chałupę, sprzedadzą krewnym i znajomym królika za bezcen, a to co zostanie to trzeba będzie spłacić tak czy owak. To jest własnie bandyterka, ponieważ bank nie musi kompletnie zważać na to, czy kredytowanie ma jakiś sens. 

    Skąd się w ogóe wziął kryzys w USA - stąd, że banki udzielały duzej ilości kredytów hipotecznych, co doprowadziło do przesycenia się rynku nieruchomości. Ceny nieruchomości zaczęły spadać, w związku z powyższym ludzie celowo porzucali swoje domy. Załóżmy,że wziąłeś kredyt na 500 000 USD, wybudowałeś chatę, ale ona jest warta teraz max 250 000. Spłacić zdążyłeś powiedzmy kilkadziesiąt tysięcy. Co robisz? Olewasz ten interes, niech bank zabiera tą chałupę i się z nią szarpie. I nikt, absolutnie nikt w USA nie wini kredytobiorców za takie praktyki, bo to banki powinny wyliczyć ile kredytów mogą udzielić, żeby nie dopuścić do napompowania i pęknięcia bańki na rynku nieruchomości.  Stosując ten mechanizm można zapobiec praktycznie wszystkim bankowym przekrętom, włączając te walutowe. Kredyt urósł dwukrotnie i trzeba będzie zapłacić dwa razy więcej za chałupę niż jest ona warta? no to niech bank sobie ją zabiera, chcąc ją szybko sprzedać będzie musiał tak obniżyć cenę, że będzie na tym w plecy. W tej sytuacji 5 razy się zastanowi zanim udzieli komukolwiek walutowego kredytu. 

  20. No proszę taki bystrzak intelektualny i śledczy, co to rozgryzł przekręt czerwonoportego Jurasa, dał się nabrać na przekręt walutowy. Po przeczytaniu w owym czasie umowy kredytowej wiadomo było, że to wałek jak ch... . I jak wy braliście kredyt we franku ja kupiłem tego franka. Bo wiedziałem jak będzie. A teraz to możesz zwrócić się do czerwonoportego o zapomogę, może ci pomoże pomimo, że na niego plujesz. A 70 letni dzieciorób miał rację, widziały gały co brały.  Pozdro i SIEMA

  21. No trafia mnie i tyle, jak słysze takie głosy, ze widziały gały co brały. Przecież takie kredyty powinne być zabronione jak system argentyński, lichwa czy inne oszustwa finansowe. Facet, który robi remonty mieszkań ma przewidzieć jaki kurs franka względem złotego będzie za 20 lat.

  22. po kursie z dnia uruchomienia kredytu owszem - ale jednocześnie rozliczenie dotychczasowych spłat nie wg liboru, ale wg wiboru; nie zdziwiłbym się gdyby okazało się, że tacy kredytobiorcy ledwo na bieżąco mieliby spłacone odsetki, a kapitał prawie nieruszony; mechanizm kredytów walutowych jest prosty, ale widocznie niezrozumiały jednak dla sporej części społeczeństwa; dramat frankowców polega nie na wysokości raty, gdyż ta niewiele przekracza wysokość raty adekwatnego kredytu w pelenach, ale na tym, że pozostały kapitał przewyższa wartość nieruchomości; taka sytuacja obliguje bank do szukania możliwości ustanowienia nowych zabezpieczeń; jedyne wyjście w tej sytuacji, to opcja zaproponowana na wstępie - banki nie tracą, a zarabiają tyle samo co na kredytach złotowych; sam mam kredyt hipoteczny, ale po pierwsze w walucie, którą zarabiam, a po drugie na 40% oszacowania nieruchomości, będącej zabezpieczeniem. Może jestem jakiś inny, ale nie potrafię sobie wyobrazić wzięcia kredytu budowlanego czy mieszkaniowego na 100% wartości nieruchomości. To nawet w przypadku kredytu złotowego przy załamaniu rynku nieruchomości może skończyć się fatalnie. Kolega wziął kilka lat temu kredyt mieszkniowy we franku, ale na 50%. Niedawno przy okazji degustacji destylatu słodowego, stwierdził, że pomimo tego, że teraz płaci ratę trochę wyższą, niż gdyby wziął w złotym, to jednak przez większy okres czasu płacił niższą. Ale go problem spadku wartości zabezpieczenia względem kapitału pozostałego do spłaty nie dotyczy - frank musiałby skoczyć do 10. Ale jak ktoś bierze na 100% zabezpieczenia, a nawet wiecej...

  23. Tylko jak tu ktoś wcześniej napisał, niektórzy wychodzą z założenia zastaw się a postaw się.
    Ja też mam empatię i wielu znajomych frankowiczów, ale jak ktoś wpadnie na ratowanie przez dopłacanie to ostro się wkur.. bo piszecie tu o małych różnicach w racie, a ta mała różnica to dopiero w tej chwili jest. Kredyt brałem 5lat temu na 30 lat, dzięki zaciskaniu pasa i wcześniejszej spłacie zostało lat 19, tylko jak robiliśmy z żoną kalkulacje to wtedy dopiero przy franku po 5pln rate byśmy mieli taką samą jak mieliśmy na starcie w pln. Też byłbym pewnie w tej chwili tym mało mądrym bo mocno nas to kusiło, ale na szczęście z różnych względów wzieliśmy pln.
    Tylko wtedy nasze 300tys kosztowało nas 550 całości kredytu a w CHF to było tylko 400 tys to po pierwsze, a po drugie rata ponad 2k na początku a w CHF niecałe 1,5 czyli przez 5lat 30tys.
    Owszem płacz jest tylko czemu nikt nad nami co brali w PLN nie płacze.
    Ale podpisuje się pod pytanie któregoś z poprzedników bo to od wieków mnie zastanawia, czemu jak CHF był po 2pln i było na ponad 100% że wiecznie po tyle nie będzie a relna kwota to 2,8 czyli 40% więcej to banki dawały na potęgę bez zabezpieczeń a jak CHF po 3,5 to tak ciężko dostać gdzie wg niektórych opinii SBN niedługo jak już obkupi się EUR to na powrót wprowadzi sztywny kurs do EUR.

  24. avatar

    A jakie to ma znaczenie, kto brał kredyt we franku, kto w złotym i kto ma za to płacić? Gdzie w tekście jest o tym mowa? Chodzi o coś zupełnie innego, a nie durne przerzucanie się "argumentami" między kredytobiorcami w złotymi i franku. Chodzi o oszustwo, o szulerstwo banków, nie o spłacanie kredytów przez podatników, bo to jest absurd. Wszystko jedno czy szulernia oparta jest o złotówkę, czy franka, wszyscy szulerzy powinni za to odpowiedzieć albo na szyldach bankowych powinno widnieć: "wchodzisz tu na własne ryzyko, ryzykujesz życiem i zdrowiem", jak na papierosach. Tymczasem co jest? Bank to "instytucja zaufania społecznego". Kompletnie mnie nie interesuje durna i egoistyczna przepychanka, bo ja wziąłem w złotym, bo ja wziąłem we franku. Jeśli ktoś wziął kredyt w złotym na 10 lat w roku 2004, to się również sfrajerował, bo do 2014 przy wszystkich wahaniach wyszedłby na franku lepiej. Tylko po co o tym marudzić, kiedy problem dotyczy znacznie poważniejszego tematu. Problemem jest szulernia, wykorzystująca tylko sobie dostępne narzędzia do łowienia ofiar. Rozumiem, że trzeba myśleć, ale choćbyś nie wiem jak myślał, to: budowlaniec, mechanik, lekarz zrobi z Ciebie frajera. Tyle, że wymienieni odpowiadają przed sądem, a bankowi szulerzy trzęsą wszystkim.

  25. Panie Piotrze,

    Czy natknal sie Pan przypadkiem na ten "artykul"?

    http://www.lide...

    Po lekturze, nasuwa mi sie tylko jedna mysl: Jak to latwo zostac profesorem w naszym Kraju.

  26. Próbowałeś chłopie wziąc w tamtym czasie kredyt? Gdzie nie poszedłem to w pln nie miałem zdolności, a we franku i owszem. Tak było praktycznie w każdym banku. Więc nie "widziały gały co brały", a brały co mogły. Rodziców bogatych nie mam, teściów też, więc kredyt to była jedyna szansa na mieszkanie. 

  27. Dlatego piszę jeszcze raz. To był jawny przekręt i celowe kierowanie tysięcy Polaków w kanał. To co? Dla złotówek byłeś be a dla franka OK? Owszem, biorę kredyt to ryzykuję. Ale ryzykuję tym, że mogę zostać zwolnionym z pracy, firma mi padnie itp. Ja się nie znam na ekonomii, ale wg mnie, nie można obarczać ryzykiem zmian kursowych i procentowych na rynkach walutowych klienta, który nie ma na to absolutnie żadnego wpływu. Podejrzewam, że niektórzy nawet nie wiedzieli co do nich pani za biurkiem mówi. Cieszyli się, że będą mogli kupić swoje wymarzone mieszkanie czy dom.

  28. avatar

    Dokładnie tak, to jest taki sam przekręt, jak Ci mechanik wymienia sprawną cześć, żeby sobie dorobić. Idioci też będą powtarzać: "widziały gały co naprawiały". Złodzieje eufemistycznie zwani "ekspertami" albo "doradcami", grają znaczonymi kartami i korzystają z wiedzy niedostępnej śmiertelnikowi.

  29. Sugeruję tylko że dla coniektórych wiedza pozwalająca uniknąć tego rodzaju wtopy była jeśli nie podana na złotej tacy to na wyciągnięcie ręki. Kupujesz używany samochód i się na tym nie znasz to co robisz? Idziesz do znajomego który się na tym zna i prosisz o pomoc w wyborze. Czasem jest oczywiście tak,że ten znajomy który twierdzi że sie zna okazuje się lamerem no i w efekcie kończysz ze szrotem, który zostawia 4 ślady, w takiej sytuacji nie byłeś w stanie uniknąć wtopy, ale jeśli do komisu, w którym są oczywiście same perełki po których "Niemiec płakał jak sprzedawał" wybierzesz się sam nie mając odpowiedniej wiedzy i uwierzysz w te wszystkie bajeczki, które wciska sprzedawca no to przynajmniej po części sam jesteś sobie winien. Tak się własnie zachowywała cała masa ludzi których znam. Wszyscy dobrze wiedzieli, że znam rynki finansowe, ale nikt się mnie nie zapytał co ja o tym sądzę. Jedyna para, która się ze mną przypadkiem konsultowała (przypadkiem, bo się nie zapytali tylko pochwalili,ze bioprą kredyt i budują dom) kompletnie olała moje ostrzeżenia,że skoro franek był po 2,70a jest poniżej 2PLN to prędzej czy później podrożeje, a biorąc pod uwagę,że kredyt bvędą spłacać 30 lat to na pewno załapią się na kilka "fal". 

    Jest jeszcze druga spraw. Porządny z Ciebie gość Kurka, ale akurat z jednym argumentam nie trafiłeś. Granie na osłabienie złotego przy jednoczesnym promowaniu kredytów walutowych to jest działanie na korzyść klienta. Im słabszy złoty, tym mniejsze zadłużenie liczone w CHF. Problem polegał na tym,że CHF był w owym czasie wyjątkowo słaby. Oczywiscie nie zmienia to faktu,że banki ten fakt, plus wiedzę, że prędzej czy później kurs musi odbić w górę cynicznie wykorzystały. Wykorzystały również wiedzę, że CHF znajduje się w silnym długoterminowym (kiludziesiecioletnim) trendzie wzrostowym, zaś osłabienie CHF w drugiej połowie ubiegłej dekady miało związek z kończącym się okresem prosperity (naturalny jest wtedy odwrót od aktywów uważanych za bezpieczne) i było oczywiste, że ten trend musi się odwrócić, najdalej w ciągu kilku lat. Mieli na pewno analizy, ale oczywiscie zachowali je dla siebie. Za praktykę wymierzoną przeciwko swoim klientom możnaby uznać, ze banki teraz grają na wzmocnienie CHF, tyle, że akurat polskie filie są na to za krótkie. To co się dzieje na CHF to sprawka naprawdę największych instytucji, Goldman Sachs, JP Morgan, Citi, może jakiś Unicredit jest w to też zaplątany, ale mówię tutaj o ich centralach w macierzystych krajach, a nie "koloniach wyrobniczych" jakie mają w Polsce. Co oczywiście nie oznacza, że ich polskie "kolonie" nie mają wiedzy o długoterminowych planach. Na pewno wiedzą tyle, ile muszą wiedzieć,żeby maksymalizować zyski. 

  30. Odczuć trzeba na własnej skórze, bo na cudzej nie czuć.
    Żeby na zimne dmuchać, trzeba się najpierw sparzyć.
    Ale to wszystko, co w/w to nieprawda - wystarczy się pozastanawiać.

    Nasz Pan Piotr płaci frycowe za wiarę.
    Za Donki zapłacił, za Franki jeszcze płaci.

    OFEra - w OFErze nie brałem udziału, bo mogłem - wybrałem starego, znajomego złodzieja - ZUS.

    P.S. Przy okazji: nie samym powietrzem i doswiadczeniem człowiek żyje. Za wszystko czym tutaj się delektujemy możemy się odwdzięczyć.
    Rzutem na tacę, za pomocą samozaabonamentowania się.

  31. Strony