Marek Marian Piekarski, 8-a rocznica śmierci. Wspomnienie…

Prześlij dalej:

Słowa i wspomnienia o ludziach ulatują, ale ich świadectwa pozostają. Śmierć bliskich jest poważnym ostrzeżeniem dla żyjących, pozostających poza brzegiem trumny ze swoją bezsilnością i zarazem szansą na smutne zmierzenie się z własną kruchością i tymczasowością. Śmierć jest więc tragiczną lekcją, ale też okazją dla zrozumienia, aby pełniej, mądrzej i rozumniej żyć.

Marka poznałem dopiero w północnej Kalifornii, we rejonie San Francisco w II połowie 1984 roku. Napływający Polacy z solidarnościowej emigracji nawiązywali między sobą kontakty i spotykali się w grupach dzieląc się nowymi doświadczeniami w nowym miejscu osiedlenia. Niektórzy kultywowali istniejące jeszcze z Polski przyjaźnie i znajomości.

Polonia w rejonie wschodniej zatoki Świętego Franciszka w każdą niedzielę spotykała się na Mszach Świętych w Walnut Creek, gościnie w kościele prowadzonym przez Polaka, byłego więźnia obozów koncentracyjnych ks. Leona Degnera.  Zawiązywaliśmy też znajomości z tzw. starą Polonią, na którą składali się głównie byli żołnierze II korpusu gen. Wł. Andersa, I Dywizji Pancernej gen. Maczka i uwolnieni przez aliantów warszawscy powstańcy.

Marek z Jolą należeli do silnej grupy tczewskiej, do której należał również jego szwagier inż. Andrzej Kaszuba (niestety już nie żyje), Jerzy Bandrowski  (dziś w Polsce) i Leszek Lamkiewicz (również w Polsce) z rodzinami. Marek utrzymywał też intensywne kontakty z osiadłym w Bawarii swoim druhem z zakładowej „Solidarności”, fotografikiem i aktywistą Kazimierzem Maciejewskim.  Wszyscy oni znali się nie tylko z Tczewa, ale z działalności (w mniejszym gronie K. Maciejewski, A. Kaszuba jeszcze w nielegalnych WZZW) w „Solidarności”, a następnie ze wspólnego losu w więzieniu (tzw. internacie, najpierw w ZK w Iławie, a następnie w ZK Kwidzynie), gdzie komuna ich zapuszkowała.  Jak wiemy samo uwięzienie i powstałe piekło niepewności i codziennych trudności połączone było szczególnie dla rodzin internowanych z naciskami na wyjazd z Kraju na emigrację.  Stopniowo ta polityka zaczęła przynosić pewne rezultaty…

Po ogłoszonej amnestii 22 lipca uwalniano internowanych i zamykano szereg Ośrodków Odosobnienia (internowania) w więzieniach. Wtedy zostałem przewieziony 2-go sierpnia z likwidowanego O.O. w więzieniu w Łowiczu na północ, do ZK Kwidzyń (gdzie siedziałem do 4-go grudnia). Właśnie z tego więzienia zwolniono wcześniej pod warunkiem opuszczenia Kraju z paszportem w jedną stronę Marka i część grupy tczewskiej, wyjechali oni do USA (Kalifornia) już późnym latem 1982 roku.

Strony

1908 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Jacek K.M.

Autor artykułu: Jacek K.M.