Kilka zwycięstw PiS i jedna irytująca porażka wyborców

Prześlij dalej:

Trzy najważniejsze i genialne informacje są takie: PiS wygrał wybory do sejmików, co nie jest jeszcze przełożeniem na wybory parlamentarne, ale to zdecydowanie lepszy wskaźnik niż „sondaże”, po drugie PO ogłosiła przegraną i ucieszyła się, że przegrała mniej niż mogła, po trzecie nastąpiła pełna kompromitacja PKW. Niezbadane są wyroki demokracji i społecznych nastrojów, należałem do tej grupy pesymistów, którzy węszyli porażkę i to większą różnicą niż w tej chwili badania pokazują zwycięstwo. Stało się zupełnie inaczej i czas najwyższy na odrobinę satysfakcji. Zwycięstwo zawsze dodaje skrzydeł, a porażka przyśpiesza pałacowe intrygi i inne przewroty w obozie wroga. Ewka premier nie tylko straciła poczucie humoru, ale straciła też poczucie rzeczywistości. Tusk z Ostachowiczem nigdy nie pozwoliliby sobie na dwie głupoty, które palnęła Kopacz. Kto to widział ogłaszać porażkę na podstawie sondaży? Donald z całą pewnością powiedziałby, żeby cierpliwie poczekać na oficjalne wyniki i tym samym sprowokowałby przeciwnika do wygłaszania oskarżeń dotyczących sfałszowania wyborów. Tusk nigdy nie powiedziałby, że PO przegrała, użyłby cudownych neologizmów tupu: „ten prawie remis”, „ta kosmetyczna różnica nie zmieniająca układu sił”. Ewka całkowicie się pogubiła i z porażki zrobiła klęskę, również wizerunkową.

Miny wszystkich Durczoków, Kuźniarów i całej armii „nowoczesnych i uśmiechniętych” zarówno w szeregach partii matki, jaki w klasie głosującej na partię matkę, powiedziały wszystko. Coś się skończyło, miejmy nadzieję, że skończyła się epoka gierkowskiego renesansu, w której zwyczajnie nie dało się dłużej żyć i Polacy w końcu zaczynają mówić dość. Gdy się partia stacza z góry na dno, prawie niemożliwa jest zmiana kierunku, ludzie widzieli tyle gorszących scen i nasłuchali się tylu kłamstw, że nowa wersja łgarstw w spódnicy, która chciała być „bliżej ludzi” zaliczyła kompromitację w parę tygodni.

Spokojnie można mówić o totalnej porażce PO, bo przegraną przecież mieli w swoich wewnętrznych sondażach jako realną opcje i był czas, aby się na to propagandowo przygotować. Nie wiem, co nie zdziałało, ale pewne jest, że po porażce wyborczej nastąpiła seria porażek wizerunkowych. Teraz wystarczy spokojnie poczekać na pierwsze reakcje Grześka Schetyny i pozostałych graczy, którzy Ewkę premier zjedzą na surowo, przy najbliższej okazji. Dopóki żarło nikt nie miał odwagi zadzierać ze zwycięzcami i na tym patencie Tusk przeżył dwie kadencje. Dobra passa się skończyła i nie będzie litości dla liderów PO, którzy przestali zapewniać korytka na wszystkich możliwych szczeblach władzy. Analizując ciągle nieoficjalne wyniki wyborów warto wspomnieć o trzech „efektach”, tak chętnie dyskutowanych w ostatnim czasie.

Strony

34280 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

23 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    preludium tego co nas czeka w najblizszej przyszlosci niech bedzie szeroki usmiech pana najjasniejszej ekscelencji grzesia-zniszcze cie-schetyny...choc porownywalnym bylo tez wystapienie doktorowej...miala taki "przeraż" w oczach by nie upasc musiala poprawic sobie 2 mikrofony na sztabowej sceno-mownicy co dalo jej jakies 15 sekund na przelkniecie sliny i glebszy oddech..a to dopiero poczatek..ktos wie jak beda wygladaly nastepne powyborcze konfy??jakie beda odpowiedzi na pytania od np. red rachonia..pereiry..pani kolendy zalewskiej i innych???
    mnie uderzylo jeszcze jedno wczoraj..jak to pan krasko malo nie wygonil ze studia wyborczego posla wenderlicha gdy ten przywolal redaktorowi opinie millera ze 8%  w tych wyborach to dla sld dobry wynik..mam nadzieje ze nie tylko ja to widzialem..redaktor krasko na takie dictum o maly wlos nie dostal udaru mozgu..wrzeszczal na posla wenderlicha chyba z 5 minut......KTOS TO WIDZIAL............?????????
    co do komunikacji spolecznej miedzyludzkiej bez w zgledu na kto za kim idzie to w czasie przed- i po-wyborczym zauwazylem ze ludzie chca ze soba rozmawiac..I zauwazylem jeszcze jedno...dawne peowiaki zaczynaja zpokora podchodzic i przepraszac..
    jesli mialbym, cos kliknac o tym ze nikt do mnie tez nie zapukal...to fakt...bo to nie bylo widocznie w niczyim interesie....

  2. Ma Pan absolutna rację Panie Piotrze. Dlaczego nasz wspaniały kraj bierze tylke złe przykłady z zagranicy. Przeżyłem trochę lat w Stanach i przed wyborami może nie dobijaja sie do drzwi ale telefon dzwoni co chwile i ktoś stara się przekonać na kogo i dlaczego mam glosować. Pod kościołem w niedziele gromada kandydatów biega za wyborcami i ściska im ręce. A co do PKW i całego systemu wyborów istniały kiedyś w USA karty perforowane i nie dało sie ich podrobić ani przekłamać. I to zmieniono ten system na elektroniczna maszyne do głosowania.Zamiast płacić za programy komputerowe które można wyprodukować w prosym arkuszu kalkulacyjnym, może warto wydać na nowoczesny system do głosowania , który będzie miał gotowe stanowiska do głosowania. 

  3. Tak się to odbywa w Stanach, natomiast w Warszawie, jak rozdawaliśmy ulotki pod kościołem (nie na terenie kościoła), to emeryci-lemingi wrzeszczeli, że wstydu nie mamy, bo "pod kościołem się nie politykuje". Pracowaliśmy na dwie zmiany: 3 osoby rano i 3 wieczorem. Trzeba zaznaczyć, że kandydat na radnego (PiS) robił na obie zmiany, podchodził do ludzi, wręczał ulotki, rozmawiał, przekonywał do swoich wizji i pomysłów. Bardzo budujący przykład. Niestety, u nas jest takie głęboko zakorzenione przekonanie, że polityka z definicji (sic!) jest czymś złym, nieczystym, diabelskim, że nie wolno się z nią nawet zbliżać do obiektów sakralnych.

  4. W tym całym kandydowaniu są pewne sprzeczności. Niby pełnienie funkcji przedstawiciela to jakiś bonus, korzyść, a tak słabo kandydaci o ten wybór zabiegają. Z drugiej strony, przedstawicielstwo to trudna służba społeczna, praca i poświęcenie, a tylu się do niej pcha ;)

  5. Uderz w stół a nożyce się odezwą.
    Rozumiem twój wybór, a właściwie jego brak. We wsi, w której wcześniej mieszkałem, w moim okręgu był tylko jeden kandytat. Zgadnij czy się dostał?

    http://www.wybo... Okręg 8. Kandydat na wójta też tylko jeden. Też się dostał. Wybór więc jeszcze marniejszy niż w Chojnowie.
    Zgadzam się też z relacją: kadydat - wyborca. Też się wkurzałem, że żadnej informacji o kandydatach nie mogłem znaleźć. Chociaż jeden z czterech kandydatów pofatygował się i faktycznie do mnie zapukał, przedstawił się i porozmawiał. Nie dostał się.
    Problem jest w innym miejscu i nie o wybory tu chodzi. Wieś 200 mieszkańców, 7 lat mieszkasz a ludzi nie znasz.  Nie krytykuję, stwierdzam fakt. Sam tak mam we wsi, w której obecnie mieszkam. Gdyby dzieci nie chodziły do szkoły i nie musiałbym chodzić na wywiadówki, znałbym tylko najbliższych sąsiadów. A tak to jeszcze paru innych i tyle.

  6. Ja syty rozumiem głodnego. A syty dlatego, że wielu kandydatów (w tym jeden Murzyn z PO!) było łaskawych odwiedzić mnie - co prawda "ulotnie", via skrzynka pocztowa, ale mnie to wystarcza. Bo sam bym nie ruszył tyłka nawet wtedy, gdyby spotkanie z kandydatem odbywało się pod moim oknem (no tutaj to może lekko przesadzam, ale niewiele). Mój głód wiedzy zaspokoiło to, że "odwiedzający" mieli wyraźnie określoną przynależność.Jednak jako syty wiem co powiedziałbym o kandydatach skrywających swoje preferencje. I nie byłoby to tak delikatnie jak u MK. To kandydat przedstawia swoje cv, a nie jego szef. Frustrację wyładowałbym na karcie do głosowania, bo karta jest moja i nie oddałbym jej nikomu ;)

    W wyborach uczestniczę zawsze, ponieważ uważam, że biorą nas frekwencją, że DZISIAJ frekwencja jest szklanym sufitem PiS-u. Szklany sufit to również "a co my możemy zrobić".

    A dlaczego PiS? Bo lata 2005-2007 uważam za najlepsze jakie dotychczas w kraju przeżyłem. I dlatego też, że swój rozum mam. I dlatego, że w 2005 na PiS nie głosowałem.

  7. Wyniki nie zostały jeszcze ogłoszone, ale kto potrafi racjonalnie wyjaśnić wynik PSL? Jeżeli zostanie to potwierdzone.
    Skąd taka różnica pomiędzy CAŁOROCZNYMI notowaniami partii cwanych "chłopów", a tak nagłym wzrostem?
    To nie są 3 p-kty procentowe, to jest 3-krotny wzrost
    :-?

  8. Partia oszustów przegrała w sytuacji bardzo sprzyjającej - główny ściek przykrył wszystkie przestępstwa i skandale mafii rządzącej od 2007, aferę Hofmana natomiast we współpracy z Sikorskim mainstream przemaglował na 201 sposobów, do tego jesteśmy na jesieni z fantastycznymi wynikami w polskim sporcie (zawsze to pomaga rządzącym), a tuż przed ciszą wyborczą polska reprezentacja ogoliła Gruzję w sposób profesjonalny. Póki co z rynku pracy nie dochodzą jakieś bardzo złe wiadomości co bardzo PO teoretycznie w wyborach powinno pomagać. MIMO TO partia oszustów przegrała wyraźnie przy dużej frekwencji w kraju. Jeśli pominiemy ok. 9 proc. dla komitetów lokalnych w sejmikach wojewódzkich i dodamy do tego zmarnowane 4,2 proc. na JKM i 1,7 proc. na ruch narodowy to naprawdę mocne 38 proc. (lekko licząc) jest całkowicie do zdobycia za 11 miesięcy.
    Ten wynik to bardzo zły sygnał dla Ireneusza Szeląga, Maksjana, Wójcika, Artymiaka oraz Laska.

    Jedno z czerwcowej afery Belki, Sienkiewicza, Parafianowicza, Nowaka, Rostowskiego, Elki Bieńkowskiej, Kwiatkowskiego i Kulczyka jednak dobrego wyniknęło - zawiązany w tamtym czasie przez Jarosławów i Ziobrę sojusz dał dobry wynik na początek.

  9. aferta taśmowa, która wg Twojej opinii miała być planowym uderzeniem Komorowskiego i jego Układu w grupę Tuska. Pisałem Ci, że to jest niezwykle ryzykowna strategia, która może pogrzebać i PO i Komorowskiego w 2015 kiedy jego bezpośrednie zaplecze zacznie się sypać. Dlatego twierdziłem, że ci ludzie nie mogą być aż tak nieprzewidujący/szaleni.

    Moim zdaniem afera taśmowa zaważyła na wyniku tych wyborów - niekorzystnie dla PO i tym samym dla Komorowskiego. Za kulisami zacznie się teraz okładanie po ryjach, być może z próbą wyrzucenia Kopacz już na wiosnę. Komorowski nie będzie mógł stać z boku i patrzeć na to lanie się po gębach w roli bezstronnego obserwatora, ten syf zacznie wciągać jego samego.

    Czy tego chciał? Rozgarnięty umysłowo to on nie jest, ale nie podejrzewam, żeby skupiona wokół niego i sterująca nim klika składała się z osób pozbawionych instynktu samozachowawczego, tu jest do przegrania wszystko.

  10. ryzyko, a oni nie mieli wyjścia, przymierzali się do tego wykopu rudego od 2013 roku dość nieudolnie, a późna wiosna 2014 to był ostatni możliwy i sensowny termin przed serią wyborów ( Sienkiewicz na tej taśmie wspominał o 8 miechach przed wyborami ), liczyli na krótką pamięć ludu i jego głupotę, czas i media. System nie jest nieomylny i wszechwładny, czasem zdarza mu się źle skalkulować.

  11. Strony