zamach



share

Pierwsze skojarzenie z zamachem na Millera miałem dość stereotypowe, od razu stanęły mi przed oczami babcie moherowe, którym szczano do zniczy i kiepowano na karku na oczach mieszkańca pałacu prezydenckiego. Potem skojarzył mi się psychopata z PO, a widziałem go w wersji przedpołudniowej, kiedy TVN24 nie wykasowała manifestu bandyty składającego się z jednego marzenia – „chciałem zabić Kaczyńskiego”. Na końcu przypomniałem sobie, że tego Kaczyńskiego, którego chciał zabić psychopata z PO nie tylko wyśmiewano, ale i kierowano do prokuratury za rozliczanie pomocy prawnej i ochrony osobistej. Po wszystkich skojarzeniach usłyszałem, że Polska się powinna poważnie zastanowić nad ochroną byłych premierów, ponieważ gdzieś w Sieradzu jakiś antyfan olał ciepłym moczem Millera. W podobnych przypadkach zwykle słyszę, że nie wolno lekceważyć problemu, dziś ciepły mocz, jutro bomba atomowa w stronę towarzysza Millera.



share

Nie czytałem najnowszego artykułu Ziemkiewicza, który się ukazał w „Do rzeczy” i dlatego chciałbym się autorytatywnie wypowiedź na temat Ziemkiewicza i artykułu. Autor dzieła, którego nie czytałem ma rację, co można stwierdzić na podstawie bryków dostarczonych przez samego autora drogą elektroniczną mieszczącą się w 140 znakach. Teza główna, którą wygłosił Ziemkiewicz brzmi: „PiS przegra jeśli będzie poniewierał wyborców, którzy nie wierzą w zamach smoleński”. Cóż z taka tezą można innego zrobić, niż się pod nią podpisać, przecież powyżej mamy spisany banał, oczywiście z całym szacunkiem dla Ziemkiewicza, wskazuję na ów prosty fakt. Diabeł jednak tkwi w tym szczególe, że łatwo dostać w zęby za tego typu oczywistość, i to od swoich, dzięki temu banał przeradza się ryzyko zawodowe. Lubię ludzi, którzy potrafią napisać rzecz oczywistą, wiedząc, że nikt specjalnie na niebezpieczne prawdy objawione nie czeka.



share

Drugi dzień utrzymuję stylistykę kibicowania, ale tym razem postaram się pokazać jak to się z sensem powinno robić. Byłem pewien, że PO nie pójdzie na tak ostry numer, jak podważenie głosów zebranych pod referendum. Ba! Głowę bym dał, że gdyby liczba głosów ocierała się o parę setek pod kreską Tusk zastanowiłby się trzy razy zanim by z tej okazji skorzystał. Tak nisko sobie cenię kondycję partii i lidera, ponieważ nie widzę najmniejszego powodu, aby dostarczać temu towarzystwu nadziei. Strach zajrzał w oczy i nie ma już miejsca na ostatnie podrygi, którymi niepotrzebnie się ludzie straszą. Będzie referendum, HGW wyleci z hukiem i żadne specjalne okoliczności tej klęsce towarzyszyć nie mogą. Nie wierzę, że Tusk zamachnie się na demokrację, co przywidują pesymiści. Gdyby Komorowski stał na czele rządu bałbym się bardziej, Tusk na pewno nie zrobi niczego, co po prostu wymaga odwagi.

Strony