władza



share

To w zasadzie scenariusz każdej partii opozycyjnej, która ma jeszcze siłę przebierać nogami po władzę.

Przygotujemy tyle ustaw i takie ustawy, że do tej pory nikt nigdy czegoś takiego nie przygotował. Merytorycznie, pragmatycznie i praktycznie.

Po wyborach:

Noooo....sami państwo wiedzą, że to nie takie proste, dzielić się władzą ze współkoalicjantem. Poczekajmy, trochę więcej cierpliwości, lada miesiąc nasz projekt trafi do laski marszałka.

Podniesiemy standardy, bo teraz to republika bananowa, putinada pełzająca i miękki terror na ulicach.

Po wyborach:

Że co? Że nielegalnie podsłuchujemy? Nie zjedzenie kolacji proszę paniom, to jeszcze nie głodówka jest. Nie pozwolimy na warcholstwo. Jak ktoś chce więcej zarabiać, to zawsze możemy zorganizować referendum za podniesieniem podatków. Rząd jest w naprawdę nieciekawej sytuacji i ja bardzo bym prosił, by dodatkowo na ten rząd nie naciskać.



share

Kolega-Gospodarz przedstawił tutaj cztery złote, i jakże naiwne zarazem propozycje, wyjścia z zaistniałej sytuacji, przez partię rządzącą. Jak oczywistą porażkę i medialny bicz na spasiony sondażowy tyłek, przekuć w miękkie PR-owe lądowanie i zimny oklad na partyjne zbolałe członki.

 

Moim skromnym zdaniem, to nie ma szans się udać, gdyż:

 

Po pierwsze, każdy od pana przed kioskiem z gazetami, po panią w fabryce soczków dla dzieci, po odpowiednim przedstawieniu sylwetek Tuska i Schetyny wie, kto w tym  tandemie jest psem, a kto posłusznie medrającym ogonem tego psa.

Po drugie. Donald Tusk, jako lider opozycji szedł de facto przez dwa lata zgrabnie na pasku Kaczyńskich i od wychodzącego zza chmurek słoneczka się zaczęło, a na 4 butelkach prowadzących do wyborów się skończyło. Mimo końcowych efektów, gra zawsze toczyła się na podwórku i pod dyktando braci.



share

Stan zupełnie nieadekwatnie nazwanego zjawiska, czyli „klasy politycznej”, mamy taki jaki jest i jeszcze długo będzie. Mnie to nie dziwi, chociaż oczywiście irytuje, ale czasami „klasa polityczna”, z której głupotą już się oswoiłem, przynajmniej tak mi się wydaje, zaskakuje przesuwaniem granicy śmieszności i prymitywu. Do władzy można zanosić wiele pretensji i gdyby władza była przyzwoita nawet by się nie zająknęła, ale życia nie starczyłoby władzy na przepraszanie. Są jednak takie obszary, na które władza ma wpływ minimalny, albo nawet i żaden, to są obszary w tak oczywisty sposób wyjęte z kompetencji władzy, że nawet najgłupsza opozycja powinna ten prosty fakt zauważyć.

Strony