ustawy



share

Pismo mówi jasno za złe kara, za dobre nagroda. O karach za głupotę polityczną i oszukiwanie własnej rodziny pisałem wczoraj, chociaż powinienem pisać o czymś znacznie ważniejszy. Nie 28 października 1989 roku w „Dzienniku” telewizyjnym skończył się komunizm, ale 12 lipca 2017 roku w sejmie. Niemożliwe stało się realne, Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro dokonali dwóch wielkich rzeczy, a trzecia i ostateczna jest w drodze. 12 lipca 2017 roku sejm przegłosował dwie ustawy: o KRS i o ustroju sądów powszechnych. W tym samym czasie do sejmu wpłynął też nowy projekt ustawy, który wymiecie cały skład Sądu Najwyższego, a jego przegłosowanie to formalność.



share

Dzisiejsze głosowanie nad kolejną już ustawą o Trybunale Konstytucyjnym i wcześniejsze nocne debatowanie, nie wywołało większego zamieszania politycznego i medialnego. Porównując to do pierwszej ustawy można mówić o całkowitej flaucie, a na pewno nie było burzy. Zapewne szczyt NATO i mecze półfinałowe ME przyczyniły się do tej nudy, ale mam nieodparte wrażenie, że zadziałało znacznie więcej czynników. Długo się zastanawiałem dlaczego tak wytrawny polityk, jak Kaczyński nie poszedł najprostszym scenariuszem. Stary polityczny numer polega na tym, że się proceduje, proceduje, proceduje i proceduje, bez końca. Wyraziłem nawet publicznie taką myśl, aby dreptać sobie tą drogą do grudnia, gdy ze stołka wyleci Rzepliński. Prezes PiS nie posłuchał mojej rady, pewnie dlatego, że prawie wszyscy się parają udzielaniem rad Kaczyńskiemu. Nieco zwiedziony byłem zmuszony poszukać odpowiedzi, co Pan Jarek kombinuje.



share

Kilku rozemocjonowanych polityków i kilku publicystów ukuło teorię spiskową, której istotą jest coś w rodzaju miękkiego zamachu stanu. Takie możliwości ma dać nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym dzięki, której Sikorski mógłby przejąć urząd prezydenta i w ten sposób doszłoby do wykluczenia Andrzeja Dudy. Wystarczy się wsłuchać w to bajanie, aby dać sobie spokój z poważnym komentowaniem podobnych bzdur. Pomijając bezsens działań, pozostaje spytać komu w samej PO zależałoby na windowaniu Sikorskiego w tak nieroztropny sposób? Oni tam teraz zastanawiają się, w którą stronę uciekać, co zrobić z Komorowskim i jak zmienić Kopacz na stanowisku premiera, żrą się pod dywanem i nie brakuje kandydatów na szefa partii. Poza wszystkim, aby wykonać numer takiego kalibru potrzeba wielkich jaj i nie spodziewam się takowych w skompromitowanej PO.

Strony