tvn



share

Oszołoma pod własnym adresem słyszałem jakieś 10 000 tysięcy razy, może trochę więcej i za każdym razem komplement padał z ust tych „normalnych”, którzy opierają się na prawdziwej wiedzy i rzetelnych dziennikarzach. W przeciwieństwie do wymienionych tytułów medialnych i ich konsumentów, nie rzucam słów na wiatr, co najwyżej nazwę rzeczy i pajaców po imieniu. Nie inaczej jest i tym razem, bo w ramach luźnej piątkowej atmosfery zamierzam przytoczyć zabawne „fakty medialne”. Posłużę się chronologią, żeby żadnego oszołoma nie skrzywdzić i wyznawcy kosmitów nie zmartwić. Pierwszym oszołomem jest niejaki Krzymowski, podopieczny dobrze znanego Lisa, głównie z łgarstw i lizusostwa znanego. On to zasłynął kilkoma artykułami pod, którymi nie podpisałaby się stażystka The Sun. Wśród rekordów głupoty i śmieszności przez długi czas Krzymowski nie pobije wskrzeszonej przez siebie teściowej Piotra Dudy.



share

Tak się jakoś wszystko co najśmieszniejsze, chociaż w zamiarze poważne, zeszło w jedną, za przeproszeniem, kupę. Wczoraj odchodzący Komorowski wygłosił takie „orendzie”, że pierwszy raz widziałem dorosłego faceta, który łkając opowiadał o swoich podbojach światowych i krajowych. Następnego dnia dobrzy ludzie przesłali do Internetu zestawienia zamówień towarów i usług Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Nie jestem zwolennikiem poszukiwań w wydatkach prezydenta RP finansowych sensacji, bo to łatwo wyłowić dorsza za 6,5 zł, ale ta lektura robi wrażenie. Mamy do czynienia z klasycznym złodziejstwem, które zbudowało RP III. Irracjonalne kwoty za irracjonalne usługi. Pomijam litościwe wykonanie grafik wiewiórki (nie żartuję), za kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo wiadomo, że sztuka jest bezcenna. Mogę natomiast powiedzieć z pełna wiedzą, że hosting serwera strony internetowej BBN za 54 tysiące złotych, to właśnie złodziejstwo.



share

Trwa klasyczna wojna nerwów, na dość żenującym poziomie, rodem ze szkoły podstawowej, gdy to jeden kogucik krzyczy do drugiego: „chcesz się bić”, a tamten odpowiada: „no chcesz się bić, chcesz?”. Durczok wykonał wszystko, co mógł wykonać w swojej beznadziejnej sytuacji. Na początku milczał jak zaklęty licząc, że sprawa rozejdzie się po kościach i pozostanie plotką na zawsze, w dodatku bez nazwisk, ale z samymi aluzjami. Gdy się okazało, że nazwisko Durczoka wypłynęło i to za sprawą jakiegoś internetowego felietonisty, który na dodatek ma prawomocny wyrok za znieważanie świętego Jerzego od Puszki, sprawy nabrały drugiego tempa. Na początek pan Kamil poleciał Sawicką, usłyszeliśmy rzewną historię z „człowiekiem zdemolowanym psychicznie” w roli głównej. Potem agencja PR zadbała o kilka pozytywnych artykułów, a Durczoka wysłała na odpoczynek do szpitala. W między czasie działa komisja TVN i nie jest żadną tajemnicą, że w znanej stacji istnieją dwa obozy.

Strony