tradycja



share

Najczęściej podobne tytuły są wstępem do prowokacji lub wylewnego eseju o „naszych kompleksach”, ale nie będę ani prowokował, ani znęcał się nad Polakami. Rzeczywiście uważam, że Polska jest fenomenem na tle reszty krajów świata i z łatwością to udowodnię. Tuż przed Świętami odezwał się jeden z autorytetów medialnych, tym razem jejmość Ochojska, która w stylu popowej wokalistki „pokazała majtki”, aby dostać się na łamy i zarobić miliony dla swojej fundacji. Jejmość oświadczyła, że Arabowie przeraziliby się tego, jak w Polsce traktowane są kobiety. Czasami używa się takich horrendalnych przerysowań, aby podkreślić jakiś ważny problem społeczny, ale w przypadku „autorytetów”, problemy społeczne są wzniecane i rozpalane, nie podkreślane. Ta bzdurna opinia w najmniejszym stopniu nie koresponduje choćby z doświadczeniami Polek, które poślubiły islamskich „dżentelmenów”, a to zaledwie pierwszy z brzegu przykład na cynizm podszyty chęcią zysku.



share

Należę do trzeciego pokolenia Zabużan. Od strony ojca rodzina mieszkała w okolicach Tarnopola, od strony mamy okolice Lwowa i Przemyśla. Honorny to naród, który szczególnie jednej zasadzie hołduje niezmiennie: „Gość w dom Bóg w dom”. Wychowałem się w tej tradycji od dziecka i do dziś, choć czasy strasznie sparszywiały, w domu mojej Babci zawsze ta sama gehenna. Ledwie wejdziesz i przywitasz się jak człowiek, zaraz usłyszysz: „siadaj i jedz”. Na długość dwugodzinnej niedzielnej wizyty „zjedz” i „napij” się słychać kilkanaście razy. Kto by nie przyszedł, nie ma to najmniejszego znaczenia. Jakiś czas temu u Dziadków zdun piec stawiał, bo poniemiecki się rozsypał. Mama z miasta jechała obiad zawieść fachowcom, żeby wstydu nie było. Jakby się we wsi dowiedzieli, że człowiek cały dzień robił i kromki chleba nie dostał, byłaby awantura i w kościele wrogie spojrzenia. Tak to wygląda na prowincji.



share

Wiele mamy tradycji w Ojczyźnie, ale jedna jakoś nie chce się przyjąć i zadomowić. Zdecydowanie brakuje nam wiary w siebie i wyznaczenia celu, który sięgałby dalej niż perspektywa kilku lat. Zwłaszcza na prawicy przyjęło się, że nic się nie uda, że zaraz nas zmiażdżą, że nam nie pozwolą. A dlaczego miałaby się nie udać naprawa Polski? Jakie są racjonalne przesłanki wyjaśniające tę odwieczną smutę. Otóż nie ma żadnych, jedynie złe przyzwyczajenie każe nam marudzić, bo przecież taką mamy historię, że zawsze się coś psuje. Na Węgrzech Orban zalicza drugą kadencję, stawiając się znacznie mocniej Europie niż Kaczyński i z dużym prawdopodobieństwem zaliczy trzecią. Zgoda, Polska to nie Węgry, geopolityka i wielkość kraju powoduje, że rozmaici miejscowi złodzieje i przede wszystkim obcy, nie chcą się tak łatwo pozbyć miliardowych zysków. Niemniej to oznacza tylko tyle, że potrzebujemy więcej determinacji, odwagi no i wiary we własne możliwości.

Strony