test



share

Proszę sobie wybrać jeden z alarmów, kto co lubi i na chwilę zapomnieć o całej reszcie. Jest temat, nad którym można się z pełnym oburzeniem pochylić i wystarczy do tego sam nagłówek. Treść jest nieważna, bo i tak mało kto tam zagląda. Istnieją jednak, przynajmniej głośno o tym mówią, odpowiednie organa, które takich alarmów nie mogą pozostawić bez sprawdzenia. Nawet najgłupsze powiadomienie, że w remizie podłożono dziesięciokilogramową bombę musi być przez odpowiednie służby sprawdzone. Nie inaczej mają się sprawy w kwestii działalności internetowej i tak się składa, że właśnie wchodzi w życie nowa ustawa, którą histerycy nazywają „inwigilacyjną”. Chwalić się nie zamierzam, ale kontrowersje.net z całą pewnością odwiedzały i odwiedzają liczni przedstawiciele państwa, nie ma to jednak znaczenia, w końcu niejakiego Brunona K. wyśledzono w całkowitej niszy Internetu.



share

Internauto weź głęboki oddech, zastanów się, co to za tajna akcja, którą reklamują w najlepszym czasie antenowym? Fajnie, nawet super, że nie muszę grzebać, po oczach walnęło tematem. Sprawa jest poważna, ale moje stanowisko niezmiennie niewzruszone. Tak zwani „Oni” nie działają w ten sposób, czy to się będzie wabić ACTA, czy będzie się wabić inaczej, nie ma znaczenia. Otwarta akcja nie ma szans, mamy kolejną próbę, kolejne badanie gruntu, kolejne oswajanie. Zgoda, tym razem kierunek jest właściwy, czyli ochrona praw autorskich, czytaj kasy, kasy i jeszcze raz władzy. Na szczęście i nieszczęście tak zwana jednostka ludzka nie funkcjonuje na zasadzie: „mnie się nie należy”, a na jakiej zasadzie funkcjonuje pisać nie muszę.



share

Strony