suwerenność



share

Zwykle piszę o sytuacji politycznej w USA, ale rynek polityczny (i jego aktorzy) w obydwu krajach  (USA, Polska) zaczyna się tak upodabniać, że nie sposób przejść nad tym do porządku dziennego. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z rozpaczliwym kontratakiem ośrodków globalistycznych zaskoczonych siłą i witalnością odradzającego się i do niedawna z dużym powodzeniem  lekceważonego żywiołu narodowego. Delegatura europejskich sił globalistycznych znajduje się dziś w Berlinie, ale oficjalnie przebywa na wyjeździe w Brukseli. Celem globalistycznych totalniaków jest takie oczarowanie populacji krajów europejskich, aby odrzuciły one swoją tożsamość, religię i ideały, które wypracowane przez setki lat stanowiły o ich dorodnej odrębności.  Tą całą różnorodność i unikalne kulturowe bogactwo globaliści chcą wyrzucić na śmietnik Historii.



share

Ciężko się pisze o symbolice i dyplomacji z pozycji człowieka, który nie cierpi wszelkich przedstawień, ale polityka na symbolice i dyplomacji stoi. Zacznę od czegoś, co przez wielu zostało uznane za zgrzyt, chodzi o wywołanie nazwiska Wałęsy w przemówieniu Trumpa. Nie mogło być inaczej, byłem pewien, że takie słowa padną, to jest amerykańska norma. Nie da się przełożyć naszych lokalnych relacji i stosunkowo świeżej wiedzy historycznej na to, co głowa mocarstwa musi powiedzieć. Trump o Wałęsie wie tyle, ile my wiemy o najwybitniejszej kanadyjskiej postaci historycznej i od razu przyznaję, że tak z głowy to nie przypomnę sobie żadnej. Gdyby Andrzej Duda przemawiał w USA, a w loży siedziałby Obama, musiałby w obecności Trumpa zrobić dokładnie to samo, po prostu protokół ma swoje prawa.



share

Każdy dzień dostarcza nowych atrakcji, które bezlitośnie obnażają poziom intelektualny i moralny postaci ze świecznika „ten kraju”. Tempo takie, że trudno za kompromitacjami nadążyć, za to dużo łatwiej zinterpretować. Przede wszystkim trzeba wybić sobie z głowy „wpadkę’, choćby tę najnowszą z udziałem posła Myrchy z PO. Od rana czytam, że Myrcha zaliczył wpadkę myląc imiona trzech króli. Przepraszam bardzo, ale wpadką byłaby zamiana Baltazara na Bartłomieja albo Melchiora na Michała. Wymienienie Belzebuba jako jednego z Trzech Króli to nie jest żadna wpadka, ale wyznacznik wiedzy i inteligencji. Rozumiem, że można nie znać imion wschodnich władców, chociaż jest to wiedza nie tylko religijna, ale znacznie rozleglejsza, odnosząca się choćby do kulturoznawstwa. Pytanie, jak można za króla składającego pokłon Chrystusowi uznać Belzebuba?

Strony