sondaż



share

Ostatnie sondaże ponownie komentowane są jako miażdżenie przez PiS konkurencji. Jednak, gdy spokojnie policzy się kreski, wychodzi, że PiS jest w opozycji – wygrywa wybory, ale nie tworzy rządu:

PiS – 45%

PO-KO – 26%

SLD & CO – 14%

PSL + Kukiz – 8%

Konfederacja – 5%

Razem:

PiS – 45%

antyPiS – 53%

i wszystko w temacie. Antysystemowe kurtyzany polityczne, czyli Korwiny i Kukizy już zapowiedziały, że dadzą temu, kto zaoferuje więcej, reszta jest zblatowana, więc sytuacja jest krytyczna.

Trzeba wziąć pod uwagę, że sondaże to miraże, ale i tak czemuś służą – gotują żabę powoli; przyzwyczajają publikę do pewnej wizji przyszłości. Trochę też sterują socjotechnicznie dodając ducha walki swoim faworytom.

Pisałem już dawno temu (2 lata?) przy okazji próby likwidacji ferm futerkowych, że jeśli PiS nie przestanie traktować drobnych przedsiębiorców (CEIDG) jak popychadła, to w końcu się doigra.



share

Obiecałem sobie, że nie będę już nadymał dętych sondaży kolejnymi wpisami i analizami, jednak jak to się mówi „obiecanki cacanki”. Odpowiadam bez żadnej już nadziei, iż dotrę w końcu do pisowskich politruków, którzy niezmiennie, z tym samym entuzjazmem krytykują fałszerstwa sondażowe, gdy im trochę ubywa, a skaczą pod niebiosa, gdy „miażdżą” konkurencję swym 35% procentowym walcem-miażdżycielem.

Otóż przypominam, że 35% to nie żaden sukces, ani miażdżące zwycięstwo, tylko podróba zwycięstwa, gumowany walec rozwodniony z krzepkich 40% do 35%-owych popłuczyn, po które sięga się jedynie, z braku laku, jak to mówią znawcy.



share

Z wykształcenia jestem magistrem socjologii, ale to za mało, żeby uchodzić za eksperta od badań ankietowych, zrobiłem jedno jedyne badanie w ramach pracy magisterskiej. Nie jestem ekspertem, co nie znaczy, że nie mogę być firmą Millward Brown, która robi sondaże między innymi dla TVN. Wczoraj po raz pierwszy brałem udział w telefonicznym sondażu związanym z „bieżącymi wydarzeniami w Polsce”, który przeprowadziła ze mną ankieterka Millward Brown. Szczegółów czepiać się specjalnie nie będę, chociaż nie wiem, czy to szczegół, skoro dopiero po 4 zdaniu zorientowałem się, że ktoś chce ze mną rozmawiać o preferencjach wyborczych, a nie zaproponować nowy pakiet darmowych minut albo sprzedać na raty kołdrę z owczej wełny. Dużo ważniejsza jest jednak metodologia, która w wydaniu Millward Brown niczym, ale to kompletnie niczym nie różni się od pierwszych zajęć praktycznych studentów I roku socjologii i jest oparta na najbardziej prymitywnej metodzie, tzw. łapance.

Strony