śmieszność



share

Komentowanie głupoty to wieczny i najczęściej syzyfowy temat, ale czasami głupio znaczy śmiesznie i dzięki temu komentarz sam się pisze. Nie będę traktował poważnie „zamachu” w Tunezji, nie będę wspominał o Sikorskim i innych otwierających nóż w kieszeni zachowaniach. Całkiem poważnie, chociaż nie stać mnie na takie fanaberie, rozpatrzę ofertę odkupienia rodzinnych wczasów w Tunezji. W przeciwieństwie do medialnie otępionych jestem przekonany, że w tej chwili jest to dużo bezpieczniejsze miejsce niż Paryż, Berlin, że o Tel Awiwie nie wspomnę i na chwilę zatrzyma się przy stolicy Żydów. Czy na „Ziemi Świętej” choćby przez jeden dzień w roku nie pada strzał? Pytam, bo nie znam statystyk, ale też nie pamiętam, żeby kiedykolwiek podstawiono samoloty, autokary i wywieszano na stronach MZ przeróżne instrukcje. A w Paryżu, po jatce, jaką jedni fanatycy urządzili innym idiotom, wycofywano polskich turystów, odwoływano korporacyjne wycieczki i wymianę młodzieży?



share

Miałkość lepszego towarzycha, które jest jak stado brnące w tym samym kierunku najczęściej przejawia się komedią i odrazą jednocześnie. Trwa festiwal pod tytułem, który podstarzały gwiazdor bardziej przywali Putinowi i tak się dziwnie składa, że prym wiodą największe moskiewskie lub peerelowskie matrioszki. Jeden wyskakuje z drugiego, jako pierwszy wyskoczył Michnik niegdysiejszy gość daczy Putina, zaraz zanim Kwaśniewski „po linii Komsomołu”, jak mawiał sam Putin, dalej Cimoszewicz i potem to już poszło przez Olejnik, aż do Maleńczuka. Patrzę sobie na tych ludzi i naprawdę nie wiem, jakie uczucie towarzyszy mi intensywniej. Śmiech, czy odraza? W pierwszym odruchu ubawiłem się do łez wyznaniem Daniela Olbrychskiego i co by nie mówić aktorem jest doskonałym. Człowiek bez odpowiedniego warsztatu nie byłby w stanie odegrać swojej życiowej roli, on rzeczywiście z pełną pasją mówił o nienawiści do Putina.



share

Jednym z moich ulubionych przejawów biedy intelektualnej jest przezabawna walka „racjonalistów” z wierzącymi. W pierwszym zdaniu walki słyszymy, że jedynie ludzie o ograniczonym umyśle mogą uwierzyć w Boga zrodzonego przez dziewicę, w drugim pada odpowiedź co w zamian, skoro nie Bóg. W zamian „wielki wybuch”, bo ostatnimi czasy teoria pewnego Anglika żyjącego w czasach gdy ludzkość nie miała pojęcia czym jest gen, a o DNA nawet się ludzkości nie śniło, stała się nieco obciachowa. Pewnie dlatego, że Darwin nie uwzględnił w teorii ewolucji mnożenia „gejów” przez pączkowanie, co złożyło się na kolejne brakujące ogniwo. Nauka w walce z zabobonem bywała pożyteczna, między innymi elektryczność zyskała na wsparciu nauki, ale nauka tocząca boje z religią, to już oddzielna historia komedii. Pewien podstarzały trefniś obśmiał Murzyna twierdzącego, że gdzieś w swojej nigeryjskiej wiosce widział zmartwychwstanie.

Strony