służby



share

Dość często pojawiają się płonne nadzieje kolportowane w ramach wąskiego środowiska, do którego sam się zaliczam. Ma się ukazać jakaś publikacja, sensacja, rewelacyjna wiadomość i natychmiast Polacy otworzą oczy. Gdybym dostał złotówkę za każdy taki przełom mógłbym się położyć do góry brzuchem i do końca życia odcinać odsetki od zgromadzonego kapitału. Z przykrością, a wręcz boleśnie składam słowa w zdania, bo mam wielki szacunek dla odwagi Wojciecha Sumlińskiego, ale niestety nic się nie wydarzy. Powodów, dla których „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”, autorstwa Sumlińskiego, nie wywołają żadnej rewolucji i niczego nam nie załatwią, jest tyle, że wszystkich nie ma sensu przytaczać. Piszę to z pozycji człowieka, który książki nie przeczytał, co może się wydawać dziwnym, ale po pierwsze życiorys Komorowskiego przerabiałem wielokrotnie, po drugie setki razy widziałem w jaki sposób prowadzi się w RP III „debatę publiczną”.



share

Niczego w swojej opinii sprzed kilku tygodni, gdy pisałem o zgranych kartach, którymi będzie grać obóz Komorowskiego, nie muszę zmieniać. Nie ma nowych pomysłów, a stare propagandowe sztuczki to główne paliwo kampanii pana Bronka i żadnych zamian nie należy się spodziewać. Do Smoleńska doszły SKOK-i, ale jeden i drugi temat jest dla twórców propagandy jednocześnie wygodny i niebezpieczny. W tym samym czasie pojawiły się pierwsze przecieki z książki Rotha, wprawdzie tutaj też nie widzę żadnego przełomu i nadziei, o czym pisałem wczoraj, jednak z całą pewnością to wydarzenie przebije nieudolne i nudne wrzutki rodzimych propagandystów. „Rewelacje” wysmażone przez białoruskiego potomka ormowca, niejakiego Jendrieja Artymowicza, pożyją jak każdy upiór, od zmierzchu do świtu. Co więcej, przy odpowiednim uniku ze strony opozycji można tego bejsbola wyrwać i okładać macherów z WSI do upadłego.



share

Nudne jest to zestawiania dziadka Janusza z innym Januszem pogrążonym w kryzysie średniego wieku, ale nic nie poradzę na nudę, gdy ta opisuje fakty. Zestawiałem tych dwóch komediantów zanim to było modne i powodowało ogólne zdziwienie wyrażone naiwnym pytaniem: „Jak to, przecież JKM jest konserwatywnym liberałem, a bimbrownik lewakiem”. Tak to, po prostu i zwyczajnie, bo różnica między konserwatywnym liberalizmem i lewackim liberalizmem polega na tej samej anarchii odwołującej się do nieziszczalnej wolności. Nie ma więc żadnego zdziwienia, przynajmniej we mnie, że wydumane ideologie, których nazwy są wewnętrznie sprzeczne, lgną do siebie i wymieniają się zwolennikami. Staruszek JKM chciał mnie zabić, gdy przypisałem mu odbijanie wyborców biłgorajskiemu bimbrownikowi, dziś sam bimbrownik i wszyscy eksperci przyznają, że miałem rację.

Strony