SLD



share

Po czym w wnoszę i dlaczego pytam? Jest kilka charakterystycznych cech, które budują tak zwany syndrom SLD. Na wstępie lider partii musi stracić urząd premiera – stało się. Na drugim miejscu o aferach z udziałem działaczy zaczynają spontanicznie mówić media i wręcz szukają każdej okazji – chyba zaczęło się dziać. Wreszcie ostatni etap, czyli rozłam w trakcie kadencji sejmowej i na to musimy poczekać. Do pełni szczęścia sporo jeszcze brakuje i o wielu zjawiskach można mówić, że na dwoje babka wróżyła, ale legendarny trend naprawdę zaczyna wyglądać bardzo dobrze. Rozwinę poszczególne etapy syndromu SLD, aby uzasadnić swój optymizm. Podoba mi się wyjaśnienie rzekomego zgrzytu między Kopacz i Tuskiem, jako propagandowe ustawienie „niezależności pani premier”, brzmi atrakcyjnie i ma podstawy logiczne, ale coś mi tu jednak nie gra.



share

Pięknie rzeczy dzieją się po lewej stronie. Gdzie nie spojrzysz, czy na zboczeńców, czy na kadrę PZPR, czy w końcu ZSL, same problemy, które cieszą. Długo się zastanawiałem na ile zawody w kisielu między sekretarzem z Żyrardowa i błaznem z Biłgoraja mogą pomóc, a na ile zaszkodzić. Na początku wydawało mi się, że połączenie nie jest takie złe, w myśl zasady, że polityka to nie matematyka. Skoro SLD ma w tej chwili w porywach 10%, to po konkubinacie miałoby 12% i ani grama więcej. Kuszące widoki, jednak mimo wszystko starym zwyczajem usiadłem sobie i pomyślałem raz jeszcze. A na cholerę ten zysk choćby minimalny? Nie lepiej zostawić wszystko po staremu. Niech się żrą, tego elektorat nie lubi jeszcze bardziej niż sztucznych związków. Kolejna wojenka nie pomoże Millerowi, a zboczeńców pogrąży ostatecznie. Dobrze czasem dwa razy pomyśleć, chociaż zdaję sobie sprawę, że wymagam zbyt wiele, również od siebie, bo temat do przemyśleń wyjątkowo obrzydliwy.



share

Dzisiejsze spotkanie rozmaitych przedstawicieli rozmaitych środowisk, które miało pokazać dezaprobatę dla przedstawicielki jednej partii, nawet ignorantowi daje do zrozumienia, że dzieje się coś nowego. Patrząc na solidarne NIE wobec HGW i osamotnionego Millera z SLD, zastanawiam się jak to możliwe, jaki rodzaj politycznej głupoty, tudzież zanik instynktu zadziałał. Etap dziejowy mamy taki, że na śmierci PO w wersji Donald Tusk, zyskują wszyscy, łącznie ze sporą grupą PO pod cichym przywództwem Komorowskiego i Schetyny. Tego raczej nie trzeba i nawet nie wypada tłumaczyć, tymczasem towarzysz Miller stawia na ochwaconego konia i liczy, że razem będą ciągnąć wóz pełen konfitur. Zdanie o Milerze mam jak najgorsze, ale wydawało mi się, że aż tak głupi nie jest. Najgorszą rzecz, jaką można w tej chwili zrobić, to zaprezentować się w roli koalicjanta dla PO w wersji Donald Tusk.

Strony