sędziowie



share

Reklamowane jako bunt pojedyncze akcje rozmaitych Tuleyi i Żurków, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Żaden bunt sędziów nie istnieje, bo istnieć nie może, mamy za to jeden wielki jazgot i kwik nadzwyczajnej kasty. Z tą nadzwyczajną kastą również trzeba zrobić porządek, na początek semantyczny. Zacznę od przypomnienia, kto i kiedy wypowiedział owe tragikomiczne słowa. Była to Irena Kamińska blisko siedemdziesięcioletnia sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wypowiedź padła na Nadzwyczajnym Kongresie Sędziów Polskich i to jest również bardzo istotna informacja.



share

W katowickim Spodku od godz. 8.30 do godz. 17.00 obywał się Kongres Prawników Polskich. Nazwa imprezy to klasyczna dla wielu prawników kazuistyka, ucieczka od logiki, doświadczenia życiowego i prawdy materialnej. Pełna i właściwa nazwa powinna brzmieć Kongres Prawników Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Na sali zebrał się kwiat peerelowskiej palestry, sędziów i prokuratorów oraz drugie pokolenie synów i cór PRL-u. W pierwszym rzędzie widzieliśmy tęczowego polityka Ryszarda Kalisza i aktora Jerzego Stuhra, który znalazł się w tym gronie chyba tylko z tej racji, że jego ojciec był stalinowskim prokuratorem. Na to towarzystwo wystarczyło popatrzeć, na ich wyraz twarzy, na sposób w jaki się rozsiadali w fotelach, aby dostrzec syndrom „najwyższej kasty”.



share

Na dzisiejszej wokandzie zajmiemy się przypadkiem „sędziego” Wacka Kapuśniaczka, na którego miejscu mężczyzna strzeliłby sobie w łeb, nie w kolano. Każdego dnia ujawnia się jakość sądownictwa, poprzez ujawnianie jakości kadr. Nie potrzeba do tego procesu żadnego katalizatora, „sędziowie” sami się prezentują poprzez swoje dokonania. Normalnie powinno to wywołać powszechne zgorszenie, ale od czego są kneble, które nakłada się marudzącej gawiedzi? W formule pisma procesowego na wstępie zważyć należy, że wszelkie brednie odnoszące się do ataków na prywatne życie sędziów, są bredniami oderwanymi nie tylko od realiów, ale i od prawa.

Strony