Schetyna



share

Czy jest na sali lekarz? Wody, dajcie wody! Jakoś podobnie krzyczałem do telewizora, gdy pani premier Kopacz dukała z kartki listę ministrów, mieszając stanowiska i kompetencje z anegdotami. Znam ten ból, zdarzyło mi się parokrotnie podobne publiczne wystąpienie, brakuje oddechu, głos się łamie, we łbie wielki chaos i tylko jedna myśl: „Matko Boska niech to się już skończy”. Teraz jest już lepiej, na tyle lepiej, że z całą pewnością odczytałbym ten beznadziejnie nudny teksty, zawierający nic nieznaczące nazwiska i dowcipy na poziomie „Familiady”, dużo sprawniej, co nie znaczy, że nie zaliczyłbym wielu wpadek. Nie ma w powyższych zdaniach żadnej sprzeczności, wręcz przeciwnie, jest wyraźne podkreślenie, że prawie każdy człowiek, nawet mający problemy z występami publicznymi wypadłby od Kopacz co najmniej o jeden poziom wyżej.



share

Czytam wiele dobrych i bardzo dobrych tekstów publicystycznych, choćby ostatnią diagnozę Piotra Zaremby, którą na poziomie logicznego wyciągania wniosków ze zdawkowych informacji, nawet podzielam. Rzeczywiście jeśli spojrzeć na cały chaos w miarę spokojnym okiem, to można stwierdzić, że w trójkącie Tusk-Kopacz-Komorowski, każdy bok ma inny interes. Tylko, że całe to analizowanie, choćby na najwyższym poziomie inteligencji nie ma najmniejszego sensu i mówię to z pozycji faceta, który nie raz i nie 100 nie potrafił się powstrzymać przed budowaniem hipotez. Trzeba się odwołać do klaski i wówczas naszym oczom ukaże się „Nocna zmiana” albo jak kto woli i lubi „Bunkier Hitlera”. Tak, dokładnie tyle chcę napisać, że w całym tym bajzlu nikt nad niczym nie panuje. Decyzje są podejmowane na zasadzie, „a może Pan Waldek zostanie premierem, co?”. Nie ma żadnej sensacji w tym, że Schetyna będzie ministrem i nie byłoby, gdyby nie był.



share

W ramach wstępu przypomną słynny zakup kontrolowany Mercedesa, którego dokonał poseł SLD niejaki Pęczak. Tuż przed ostateczną degrengoladą SLD, dzielny baron peerelowski miał dostać coś na dobry początek wspólnych interesów z lokalnym :biznesem” i padło na najnowszy model Mercedesa, o ile pamiętam klasy „C”. Wszystko w tej operacji szło jak po grudzie, klient marudził, narzekał na rozmaite dodatki i wyposażenie, aż w końcu przed samym finałem zażyczył sobie przyciemnianych szyb. Wtedy dealer nie wytrzymał i miał powiedzieć: „niech sobie ku..a założy firanki”. Po wczorajszym występie Mira Drzewieckiego w TVN24, pierwsze skojarzenie, które mnie dopadło, to właśnie „firanki Pęczka”. Mirek Drzewiecki na parę minut przed upadkiem PO, kompletnie nie rozumiejąc sytuacji, był łaskaw skomentować sitwę zbudowaną z fotografii swoich partyjnych kolegów i koleżanek jako niebywały skandal.

Strony