salon



share

W życiu imałem się różnych zajęć i tak się składa, że nie zawsze byłem klientem, a przez kilka lat obsługiwałem klientów. Pracowałem w firmie motoryzacyjnej, co z reguły oznacza anegdotyczny poziom usług, ale w mojej firmie tak nie było. Obowiązywała zasada klient nasz król, mięliśmy chodzić jak zegarki i cierpieć jak ekspedientki na stoisku mięsnym. Pamiętam doskonale epizod z serwisantem w roli głównej, o mało nie wyleciał z roboty tylko dlatego, że nie potrafił mówić po polsku. Chłopak miał dobrą rękę do roboty i naprawdę się starał, niestety szef na jego „roztworzyć drzwi”, „tumik” i „poszełem na magazyn” miał alergię.



share

Pamiętaj człowieku rozumny! W przypadku KOD nigdy nie mów o jakimkolwiek szczycie żenady, czy upadku, bo takie zjawiska nie istnieją, ale… Jak nigdy czekam na kolejne zbiegowisko pod szyldem KOD i chociaż może się to wydawać dziwne, a wręcz masochistyczne, mam sporo powodów, by się poświęcić. Po wygłupie z okazji Dnia Walentego praktycznie nie wiemy nic, od strony socjologicznej. Nie znamy kondycji zaplecza: ogłupionych telewizją, esbeków, kapusiów, administracji POPSL oraz artystów piszących do Kiszczaka. Jeśli nie podałem pełnego składu organizacji, najmocniej przepraszam, ale pisząc poważnie, to warto poznać, co się w tym obozie dzieje. Pretekst do ostatniej demonstracji był tak głupi, że nawet większość zagorzałych zwolenników pozostało w domach. Trudno zatem oceniać, co w trawie piszczy. Teraz jest bardzo dobra okazja, aby zweryfikować parę wskaźników.



share

Nie wierzę ludziom, którzy mówią, ze brednie tego, czy owego osobnika są im całkowicie obojętne, to tylko taka naturalna próba odreagowania. Brednie Tomasza Lisa opublikowane w Gazecie Wyborczej z całą pewnością angażują emocjonalnie wielu odbiorców, ale na szczęście bilans dla Lisa jest poniżej zera, czego jeszcze kilka lat temu nie udałoby się osiągnąć. Jedna z moich ulubionych dewiz brzmi: wydumana oryginalność to wróg rzetelnej oceny. Poszukiwanie wyjaśnień dla poszczególnych zjawisk tylko wtedy ma sens, gdy ostateczną diagnozą staje się zbiór faktów, a nie forma ubrana w puste ornamenty. Lisa, jak wszystkich pozostałych „właścicieli tego kraju” zabił Internet. Czytelnik czuje się rozczarowany i znudzony po pierwszy akapicie? Jeśli tak, to niestety nic nie poradzę, ponieważ nigdy nie poświęcę faktów dla blichtru, natomiast postaram się poukładać wszystko w treść, która odczyta się sama i nie nadużywa Internetu.

Strony