sądy



share

Czasami żałuję, że reforma sądownictwa przebiegła w dość krótkim czasie i to nie jest sarkazm, naprawdę tak myślę. Za wydłużeniem procesu przemawia jeden poważny argument – czas na totalną autokompromitację. Ktoś powie, że chyba na głowę upadłem, jak jeszcze mi mało kompromitacji w sądach. Z jednej strony słuszna uwaga, z drugiej niekoniecznie. Dotąd kompromitacja działała jednobiegunowo, mianowicie ludzie mieli dość sędziów i sądów, ale w konkretnym kontekście, wyroków i posiedzeń sądów. Uczestnicy postępowań nie mieli okazji bliżej poznać składów sędziowskich, może z kilkoma „wyjątkowymi” sędziami udzielającymi się w mediach.



share

Od wczoraj głośno jest w mediach o wyroku zaocznym wydanym w sprawie Piekara vs Wellman. Pozwany Pozew Wellman w trybie zaocznym został w całości uwzględniony, co oznacza, że Jacek Piekara musi wyłożyć blisko pół miliona złotych na łączne koszty i zasądzone kwoty. Chore, bez wnikania w istotę sporu, wystarczy wiedzieć, że chodziło o naruszenie dóbr osobistych poprzez wpis na Twitterze, który nie zawierał żadnych wulgaryzmów, czy gróźb karalnych.



share

Reklamowane jako bunt pojedyncze akcje rozmaitych Tuleyi i Żurków, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Żaden bunt sędziów nie istnieje, bo istnieć nie może, mamy za to jeden wielki jazgot i kwik nadzwyczajnej kasty. Z tą nadzwyczajną kastą również trzeba zrobić porządek, na początek semantyczny. Zacznę od przypomnienia, kto i kiedy wypowiedział owe tragikomiczne słowa. Była to Irena Kamińska blisko siedemdziesięcioletnia sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wypowiedź padła na Nadzwyczajnym Kongresie Sędziów Polskich i to jest również bardzo istotna informacja.

Strony