sąd



share

Nie mogę się opędzić od spraw sądowych, ale uspokajam, że granicę masochizmu i sadyzmu przekroczyłem dawno, co oznacza, że dziś będzie o zupełnie innej sprawie. Lista trzech miast w kolejności nie alfabetycznej, ale „zasług” w dziedzinie sądowych cudów na kiju wygląda tak: Warszawa, Gdańsk i niestety Wrocław. Nie ukrywam, że ta ostania pozycja smuci mnie najbardziej, ponieważ to Wrocław rozpatruje sprawy apelacyjne w moim rejonie, czego miałem wątpliwą przyjemność doświadczyć. Nim przejdę do meritum, jeszcze jedna mała dygresja. Swego czasu toczyliśmy na portalu ostry spór o Brauna, w całości podtrzymuję swoje zdanie, że kolega reżyser robi tandetne spektakle na sali sądowej, w przeciwieństwie do bardzo dobrych filmów. Niemniej istnieje poważne okoliczności łagodzące dla Brauna, pierwszą to właśnie wrocławskie sądowe cuda na kiju.



share

„Fantastyczna” wiadomość dla ludzi, którzy nazwali bandytę po imieniu. Zamiast gułagu dostaną w ramach wyroku pielenie rabatek i wszyscy są szczęśliwi. Prasa „niezależna” skupiła się na słabości Dutkiewicza, nie na bzdurnym wyroku. Prasa zależna też się cieszy, bo reakcjoniści odbębnią winę czynem społecznym. Fakt, że się wszystko po drodze pomieszało i w ogóle nie jest ciekawe nikogo nie interesuje. Przyjechał do Wrocławia ubek Bauman, który ma ręce zanurzone we krwi, chociaż plamił atramentem i nagle taka empatyczna niespodzianka. Protestującym okazano litość dzięki czemu enkawudzista wygląda jak ludzki człowiek. Podobną wspaniałomyślnością wykazał się pewien towarzysz, który mógł zabić, ale w odruchu serca rozdał dzieciom cukierki. Rzeczywistość stawia przed nami nowe wyzwania i Dutkiewicz wyszedł naprzeciw wyzwaniom, ku radości ogółu.



share

Taki człowiek, który przez 22 lata żył pod kloszem i był wpuszczany na salony od zaplecza, nie potrafi zrozumieć, że wszystko się kiedyś kończy. Owsiak ma ewidentny kłopot z przyjęciem do wiadomości tej prostej prawdy. Nie ma i nigdy już nie będzie Jerzego Owsiaka, jakiego znaliśmy – skończył się. Przed kluczową rozprawą w Złotoryi zapukał do mnie listonosz i przyniósł wieści z Warszawy. Tamtejszy Sąd Okręgowy wydał postanowienie w sprawie drugiego z kolei wniosku o zabezpieczenie, który złożył nieoceniony mecenas Jacek Zagajewski. Wniosek został odrzucony, co samo w sobie musiało wywołać popłoch w szeregach, ale to nie koniec fatalnych informacji dla prezesa i pełnomocnika. Dopiero postanowienie sądu robi wrażenie, normalnie jakby się człowiek w innym świecie i przede wszystkim kraju obudził. Sąd Okręgowy w Warszawie nie zostawia suchej nitki na wniosku Zagajewskiego, punktując słabiznę merytoryczną i z sufitu wzięte roszczenia wraz z pretensjami.

Strony