proces



share

Wymądrzałem się tysiące razy na temat strategii i kontrolowania emocji w boju o skuteczny finał dowolnej sprawy. Tyle było we mnie teorii, którą podzieliłem się pisząc setki felietonów. Przyszedł czas, że doradzam sam sobie i to nie jest przejaw skrajnej megalomanii, ale praktyczne zastosowanie teoretycznych wskazówek. Nic z tego „Jurek”, krzycz sobie i rzucaj mięsem na Berdyczów, ja się z „Jurkiem” w kisielu kąpał nie będę, do zobaczenia 26 listopada w Złotoryi, tam gdzie sąd rejonowy „Jurka” na rozprawę zaprosił. Pyskowanie na odległość mnie nie interesuje, zresztą to co krzyczał „Jurek” do blogerów było tak słabe, że w klasztorze Karmelitanek da się usłyszeć ostrzejsze i radośniejsze kawałki. Proces z Jerzym Owsiakiem ma dla mnie jeden najważniejszy aspekt, mianowicie jestem przekonany, że za fasadą coraz bardziej tandetnych spektakli z cyklu światło, dźwięk i parę „kurtyzan” rzuconych dla podtrzymania emocji, kryje się strach Owsiaka. Czego się boi?



share

Przy podobnych okazjach zwykle autor wysmarowuje sowity wstęp, w którym zaklina się na wszystkie świętości kogo kocha, a kogo wbiłby na pal. Nie zamierzam iść tą drogą, bo nie dam się wciągnąć w szantaż i głupotę Gazety Polskiej, choćby redakcja swoje wygłupy testowała na Niesiołowskim. „Rozmowa” redaktora Pereiry z socjopatą Stefanem, w której poseł PO zaprezentował się w pełni swoich socjopatycznych możliwości, była doskonałą okazją, żeby uczynić coś pożytecznego dla ludzkości. Niestety już pierwsza informacja, że Sakiewicz zamierza ścigać Niesiołowskiego ze słynnego art. 212 sprawiała, że powstał w mojej głowie tylko jeden komentarz – idioci. Drugim ruchem było podgrzewanie emocji na obraz i podobieństwo księdza Lemańskiego. Gazeta Polska codziennie (mała litera nie jest błędem) dostarczała czytelnikom najnowszych wieści w sprawie księdza Lemańskiego, którego na posterunku wymienił poseł Niesiołowski.



share

Na wstępie wybaczenia proszę za pierwszą myśl, która mi się nasuwa i w ogóle nie jest oryginalna. Niech ja skonam, jeśli można sobie wymyślić ciekawsze podsumowanie końca Donalda, niż proces Donalda, którego stawką są przeprosiny w „Pudelku”. W ramach rekompensaty za oczywistość rzuconą w prologu, przywołam bardziej oryginalną okoliczność. Czy ktoś zauważył z kim Tusk będzie się procesował? Słucham? Nie, no tyle to każdy wie, że z Urbanem, ale mnie interesuje polityczny stosunek pokrewieństwa. Tak, moi drodzy, umęczeni codziennością, Donald będzie się procesował ze swoim wyborcą i tę wiadomość należy ustawić na czołowym miejscu. Dawny wyborca Tuska robi sobie z Tuska jaja, pisząc, że nagrał na „gwoździu” rozmowę ze Schetyną, w której obaj panowie obgadują towarzysza „Alka”, no i Donald pękł. Dwubiegunowo powinien rozlec się gromki śmiech na jednym biegunie sama śmieszność sprawy, na drugim proces z elektoratem.

Strony