prawo



share

Przyznać się uczciwie, kto nie lubi, gdy jego słowa stają się prorocze? Nie znam takiego i niech mi będzie wolno z tej okazji radośnie krzyknąć: „A nie mówiłem!”. W felietonie Nie od razu wszystkich da się wsadzić, prosiłem o odrobinę cierpliwości i zrozumienia dla procedur prawnych, które niestety wymagają czasu. Jednocześnie zwracałem uwagę, że rozliczone powinny być końcowe efekty, a nie szczątkowe działania, zazwyczaj irytujące przeciętnego zjadacza chleba. No i mamy po kliku dniach pełne potwierdzenie proroczych słów. Władysław Frasyniuk został zatrzymany przez policję i doprowadzony siłą do prokuratury, jak zwykły obywatel, żeby nie powiedzieć zwykły żul.



share

Czasami żałuję, że reforma sądownictwa przebiegła w dość krótkim czasie i to nie jest sarkazm, naprawdę tak myślę. Za wydłużeniem procesu przemawia jeden poważny argument – czas na totalną autokompromitację. Ktoś powie, że chyba na głowę upadłem, jak jeszcze mi mało kompromitacji w sądach. Z jednej strony słuszna uwaga, z drugiej niekoniecznie. Dotąd kompromitacja działała jednobiegunowo, mianowicie ludzie mieli dość sędziów i sądów, ale w konkretnym kontekście, wyroków i posiedzeń sądów. Uczestnicy postępowań nie mieli okazji bliżej poznać składów sędziowskich, może z kilkoma „wyjątkowymi” sędziami udzielającymi się w mediach.



share

Afera z „odradzającym się neonazizmem w Polsce” dotarła do mnie z kilkudniowym opóźnieniem, miałem ważniejsze zajęcia niż obserwowanie bieżących wygłupów polskojęzycznych mediów. W TVN24 puścili materiał, na którym grupa debili obchodzi 128 urodziny Adolfa Hitlera. Drastyczny „dokument” poszedł w ramach bulwarowego cyklu „Superwizjer”. Pokazuje się w tej produkcji cielęta z dwoma głowami, Macierewicza współpracującego z KGB i takie tam sensacje XXI wieku. Nie zdziwiłem się w ogóle, że w jednym z odcinków pojawili się neonaziści czczący Hitlera, bo to doskonale mieści się w formule „Superwizjera”.

Strony