prawda



share

Tytuł w sposób oczywisty nawiązuje do słynnych „Trzech kumpli” Ewy Stankiewicz, ale przed ostatecznym porównaniem Witolda Kieżuna do Lesława Maleszki jeszcze się wstrzymam. Kilka tygodni temu pisałem o przykrych doświadczeniach po lekturze komentarzy z prawej strony barykady, gdzie usłyszałem, że kariera zrobiona w PAN i doradzanie Kiszczakowi, to jest piękny fragment życiorysu bohaterskiego Powstańca. Dziś przeczytałem obszerny artykuł Cenckiewicza i Wojciechowskiego, jak zawsze opatrzony mozolną analizą faktów z przytoczeniem szeregu dokumentów. Żałuję swojej opinii sprzed kilku tygodni, bo teraz nie bardzo wiem, co napisać. Po pierwszych artykułach dotyczących Kieżuna stwierdziłem, że czuję się przygnębiony, z biegiem czasu muszę stwierdzić, że sprawa wygląda nie tylko na przygnębiającą, ale obrzydliwą.



share

Strasznie nie lubię określeń: „blog”, „blogowanie”, „bloger” i przede wszystkim „blogosfera”. Powodów jest klika, ale najważniejsze to infantylizacja i podporządkowanie. Przez dłuższy czas powyższe słówka były prawie inwektywą w ustach „profesjonalistów” od pisania i wprowadzały jasny podział, żeby nie powiedzieć przydział. Jesteśmy my – zawodowcy i są oni – amatorzy. Z czasem okazało się, że „blogowanie” nie ujawnia amatorstwa „blogujacych”, ale doprowadza do demaskacji amatorszczyzny „profesjonalistów” i jednym ze skutków ubocznych procesu jest uprawomocnienie słów dotąd dziecinnych. Dziś sami profesjonaliści sięgają po słownictwo, które deprecjonowali, z tym, że nastąpiła zdecydowana korekta semantyczna. Być blogerem znaczy być kimś tak samo ważnym jak dziennikarz, czasami nawet ważniejszym, i coraz więcej dziennikarzy mówi o swoich „blogach”, „blogowaniu”, przynależności do „blogosfery”.



share

Gdyby to były tylko moje słowa nie zawracałbym nikomu głowy, ale to jest oficjalne stanowisko Przyzby RPIII zwanej salonem. Ponieważ nie zauważyłem, aby ten wyraźny, do pewnego momentu wręcz niewyobrażalny postęp, został przez kogoś wyróżniony, korzystam z okazji, żeby być pierwszym. Jednak nie z próżności, ale dla wspólnego dobra zwracam uwagę na zmianę retoryki, bo rzeczywiście i bez cienia ironii uważam, że mamy do czynienia z rewolucją, która ma szanse pożreć własne dzieci. Adam Michnik, ostatni bastion Putina w RPIII, zdradził ukochanego przywódcę i zaczął rozpaczliwie ratować swój wizerunek, jakby cokolwiek uratować się dało. Co to oznacza w praktyce? Krążyły pogłoski, że Putin będzie się „odwdzięczał” Smoleńskiem Tuskowi i Komorowskiemu za wtrącanie się do spraw radzieckich. Wydaje się, że miałem rację traktując tę tezę z dużą ostrożnością, chociaż wykluczyć niczego się nie da.

Strony