normalność



share

Głowy nie dam, ale wydaje mi się, że z kimś się założyłem o dużą wódkę bez popitki, jakie będą losy budżetu i wzrostu gospodarczego po „socjalistycznych” pomysłach PiS. Jeśli się nie mylę to proszę się przypomnieć, zakład jak najbardziej podtrzymuję i nadal twierdzę, że nie tylko nie będzie żadnej zapaści, ale czeka nas bum gospodarczy. Zanim pojawiły się pierwsze informacje z rynku, pisałem, że najmniej 90% z programu 500+ pójdzie na konsumpcję i to tę podstawową. Tak się dzieje, bo tak się musiało stać, wiedział o tym każdy, kto zna polską prowincję i wie jak tu się żyje. Wbrew wszystkim durnym zapowiedziom i prognozom nie zwiększyło się spożycie alkoholu i frekwencja na przysklepowych ławeczkach. Po wsiach krąży wóz Castoramy z materiałami budowlanymi, podjeżdża do starych domów i wyładowuje akcesoria do łazienek. Ludzie remontuję, kupują sprzęt AGD wymieniają stare graty na nowsze graty. Poznikały w wiejskich sklepikach „zeszyty”, czyli zakupy na kredyt.



share

No właśnie, mało kto, o ile w ogóle ktoś zauważył, że walka w obronie ludowej demokracji przybrała nieoczekiwany wymiar. Nigdy wcześniej nie było tak, aby aktorzy, pisarze i artyści estradowi stali obok zdarzeń. W sobotę kamery pokazały całą gamę zbankrutowanych polityków, emerytowanych esbeków i innych Polaków najgorszego sortu. Wśród tej czeredy znalazłem jedną jedyną twarz, kojarzoną z kinowych ekranów. Ewa Wiśniewska, aktorka o zmęczonej twarzy obwiązanej chustką, została wyłowiona przez reportera Gazety Wyborczej. Ledwie rozpoznawalna fizycznie i jej sława też już raczej przebrzmiała. Jedynie koneserzy komedii Barei zapewne kojarzą Wiśniewską, bo to: „ta pani przyszła w tym kożuchu i w nim wychodzi”, jak czytał Turek z kartki. Poza wspomnianą aktorką nie widziałem nikogo znanego i lubianego, a przecież takich nie brakuje i co ważniejszych wymieniłem w tytule. Pozwoliłem sobie w tym zestawie gwiazd na osobistą złośliwość, ale prawdę mówiąc Jerzy O.



share

Oni wszyscy najzwyczajniej w świecie uwierzyli we własne kłamstwa i stąd ten miły dla oczu dramat "salonu", który nieco gorzej uszy znoszą. Udające polityków kliki przez 8 lat robiły, co chciały, nie dbając o zacieranie śladów. Cokolwiek by się nie działo, jak bardzo nie paliłoby się pod tyłkiem, w szeregach partyjnych niczym mantrę powtarzano jedno bojowe hasło: "Donald to naprawi". W mediach rozmaici propagandziści, pozbawieni jakiejkolwiek wiedzy i zdolności analitycznych, klepali inną zdrowaśkę: "Spokojnie, pod koniec kampanii prezes Kaczyński na pewno coś powie". Wśród zwolenników tego towarzystwa królował jeszcze inny mit: "Przecież nikt normalny tych moherów nie wybierze, nawet w Polsce nie ma takiego ciemnogrodu". Do wszystkich mantr, zdrowasiek i mitów dochodziły analizy ekspertów, gusta aktorów i wreszcie sondaże pokazywały jednoznacznie, że PiS nigdy nie przejmie władzy.

Strony