naród



share

W całkowitym oderwaniu od politycznych preferencji, od codziennego powielania bojowych haseł, replik i sympatii personalnych, pozwalam sobie na pochwałę majestatu i mam nadzieję nie popaść w patos. Pamiętam wiele rodzinnych uroczystości, na których senior rodu lub ktoś równie ważny wygłaszał nieśmiertelną formułę: „W dniu tak uroczystym”. W takich chwilach człowiek, czy tego sobie życzy, czy też chce ukryć, zaczyna przegrywać z emocjami. Parę tygodni temu widziałem jak ojciec prowadził moją kuzynkę do ołtarza. Rytuał znany od lat, w komediach pokazywany do znudzenia, ale gdy stoisz w nawie i będąc ojcem widzisz to podniosłe wydarzenie, spinasz wszystkie mięśnie, aby się nie popłakać. Życie i uroczystości rodzinne w znacznym wymiarze nie powinny się niczym różnić od życia narodu. Potrzeba uczczenia i celebrowanie wyjątkowych okazji, to stały element wielkich rodów i narodów.



share

Pamiętam doskonale 10 kwietnia 2010 roku i kolejne dni, gdy w atmosferze żałoby, przygnębienia i naturalnego otumanienia, dyżurne „zjednoczenie narodowe” przygotowywało cztery podejścia i presję na załogę, której autorów należy ustalić. Po 5 latach nic się nie zmieniło, bo zmienić się nie mogło, ci sami ludzie czynią te same podłości, wypluwając z zakłamanych ust koncyliacyjne apele. Człowiek, który doświadczył oszustwa powinien wyciągnąć wnioski i tak właśnie zamierzam postąpić. Nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu, z całego gardła nawołuję do utrwalenia narodowego podziału. Kilka miesięcy przed smoleńskim zabójstwem zaczynałem rozumieć, co się wokół mnie dzieje i jak bardzo ze mnie kpiono, po Smoleńsku nie miałem już najmniejszej wątpliwości i to jest dla mnie jedna z granic koniecznego podziału. Smoleńsk oddzielił ziarno od plewy i żadnemu przyzwoitemu Polakowi nie powinno przychodzić do głowy, aby tę ofiarę profanować pustymi gestami „pojednania”.



share

Całymi dniami, czasami nocą i do późnego rana, przetacza się po Internecie ożywiona dyskusja, co będzie, czego nie będzie, jaka nas czeka przyszłość, w biednym, gwałconym kraju nad Wisłą. Dziesiątki, setki, analiz, złotych myśli, tez, antytez, hipotez, rachunków prawdopodobieństwa i wreszcie domysłów. Litania niczym w wierszyku o wiośnie, tymczasem prawda o stanie rzeczy przyszła naturalnie i pieszo, jak wiosna. W tragifarsie z przeszkoleniem wojskowym posłanki Krystyny Pawłowicz zawiera się kompletny obraz naszych czasów. Poziomy skretynienia były wyznaczane tyle razy, że nie ośmielę się uznać kolejnego za ostateczny rekord, ale muszę przyznać, że zrobiło to na mnie wrażenie. Kilkaset kilometrów od polskich granic toczy się wojna, nie gra komputerowa, nie live show, ale normalna wojna, taka z wysadzaniem mostów, domów, rannymi i trupami.

Strony