Merkel



share

Co w tej Polsce się wyprawia, to naprawdę! Chyba wszyscy znają to zdanie, którego się używa przy wszystkich możliwych okazjach, od tego, że pijany potrącił staruszkę na przejściu, aż po zamach na demokrację. Z każdego epizodu da się w Polsce i nie tylko w Polsce zrobić temat przewodni. Weźmy choćby te wszystkie sprawy związane z jakże fundamentalnymi kwestiami ustrojowymi. Gdy Jarosław Kaczyński kandydował na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, bardzo szybko się ujawniło, że nie wypełnia kryteriów formalnych. Chodziło o to, że Polska po wyborze Jarosława Kaczyńskiego zostałby pozbawiona pierwszej damy. Pierwszy z brzegu przykład pogrąża kanclerz Merkel, której wizyta w Polsce przeszła z takim oddźwiękiem, jak wizyta prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby podobne marnotrawstwo, przecież prosiło się o wyciągnięcie wszystkich kwestii drażliwych i dołączenie do nich słów śp. Lecha Kaczyńskiego oraz papieża Franciszka.



share

Pewna „znana prawicowa blogerka”, której fundację zasilały kolejne rządy, bo taka jest obiektywna i niezależna, specjalizuje się w dostrzeganiu rzeczy przeoczonych. Ma ten szczególny dar i potrafi na przykład dostrzec, że Matka Kurka to Lesława Maleszka. Zostawmy jednak złośliwości i przyjrzyjmy się taśmom Kulczyk – Graś właśnie pod kątem przeoczeń. Wbrew pozorom tam nie ma niczego takiego, co stało się głównym przekazem. Graś nie Merkel się żali na niemieckiego zarządcę „Faktu”, ale prosi o interwencję Kulczyka. Biznesmen pyta, czy Tusk i reszta próbowali załatwić tę sprawę na szczeblu politycznym, Graś przyznaje, że takie próby był, jednak bezskuteczne. Według przybocznego Tuska, niemieccy politycy, w domyśle i Merkel, oświadczyli, że ich interesuje tylko biznes i nie będą się pakować w cenzurowanie gazety. Wielu się pewnie uśmiechnie, ale mnie te słowa brzmią absolutnie wiarygodnie i to z kilku powodów.



share

W przypadku oświadczeń, działań i dowolnych zachowań Tuska prawie wszystko jest jasne i dokładnie odwrotne niż wygląda. Tak się złożyło, że w tym samym tygodniu o bankrucie politycznym znów się zrobiło głośno. Najpierw ojczysta dla Donalda prasa, czyli niemiecki dziennik, napisał, że należy mu się druga kadencja „prezydenta” Europy, potem zaczęto cytować słowa „nie przyjeżdżajcie do nas”. Wystarczy sobie głośno powtórzyć to zdanie, aby od razu rozpoznać klasykę propagandową, którą znamy z czasów Ostachowicza. Ile takich akcji para propagandzistów, uczeń i mistrz, przeprowadziła, tego nie policzy komputer Pentagonu. Nie ma za to żadnego problemu z rozpoznaniem autora. Czym się różni nagłe i brawurowe „nie przyjeżdżajcie do nas” od „wojny wypowiedzianej dopalaczom”, „walki z kibolami” i „wypalania korupcji gorącym żelazem”? Zupełnie niczym, taki sam bełkot, za którym nie idą żadne konkrety.

Strony