lustracja



share

Jakoś tak się złożyło, że w ostatnim czasie parokrotnie bawiłem się w świeckiego pastora i nim się z tego wytłumaczę od razu uprzedzam, że dziś nie będzie inaczej. W czasie Inkwizycji, która nieustannie jest przywoływana w okolicznościach tak durnych, że się pisać nie chce, zapewne byłbym pierwszym kapłanem ateizmu, bo taką już mam wredną naturę, że nie cierpię konformizmu narzuconego ogniem i mieczem. Współcześnie dostrzegam bezdennie idiotyczną laicyzację i mam ochotę powtórnie wejść na ścieżkę bogobojnego katolika, szybko się jednak reflektuję, bo czego jak czego, ale happeningów to nam nie brakuje. Tyle wyjaśnień, pewnie mało satysfakcjonujących dla wiernych i niewierzących, ale czas na konkret w postaci katechetycznego postulatu. „Resortowe dzieci” przebadano we wszystkich możliwych kierunkach, jednym wyszła prawda, drugim obrzydliwość, trzeci starają się uchodzić za inteligentnych analityków środka, jakby to w ogóle było możliwie.



share

Parę godzin po śmierci Tadeusza Mazowieckiego, czyli w najlepszym możliwym dla nekro - cenzury czasie, Adam Michnik i jego redaktorzy wystrugali bejsbola z nie istniejącej jeszcze trumny I Premiera II PRL. Na top strony trafił artykulik, który miał wytłumaczyć „co naprawdę powiedział Tadeusz Mazowiecki”. Redaktor zatrudniony na umowę zlecenie wyjaśnił kurczącym się czytelnikom GW, że Mazowiecki mówił o „grubej linii”, nie o kresce, a kiedy to mówił miał na myśli odpowiedzialność własnego rządu za przyszłe działania, nie zaś brak rozliczenia zbrodniarzy z przeszłości. Zabieg propagandowy tak błyskotliwy, jak na GW przystało. Żeby nie wchodzić w naukowe terminy i techniki retoryczne, nazwę rzecz po imieniu „pieprzenie kotka za pomocą młotka” albo bardziej dyplomatycznie „odwracanie uwagi”.



share

Nie cierpię tak zwanych „oryginalnych opinii”, czyli siłowego poszukiwania odmienności, dlatego chciałbym uniknąć za wszelką cenę wrażenia, że właśnie w tym kierunku zmierzam. Nic podobnego, po prostu patrzę na wydarzenia sprzed 24 lat z bardzo wygodnej perspektywy, z wiedzą, której nie mieli ówcześni gracze i bez obciążenia błędami, jakie zostały popełnione w 1989 roku. Okrągły stół i Magdalenka po 24 latach nie stanowią dla mnie żadnej tajemnicy, to był tandetny teatr, bez szczególnej dbałości o scenografię i obsadę. Z drugiej strony nie uważam, żeby nieszczęście zwane RPIII, dało się tak prosto tłumaczyć – okrągły stół największym błędem i przyczyną blisko 25-letniej biedy z nędza. Daleko mi do tej nieuzasadnionej interpretacji przyczyn i skutków, ponieważ ów spektakl pełnił jedynie funkcję rytualną. Węgry przeżyły nie mniejszą degrengoladę, bez oficjalnych układów z komuną.

Strony