Lis



share

Do końca kampanii zostało jeszcze cztery dni, nie licząc dnia dzisiejszego, który się powoli kończy. Jestem więcej niż pewien, że słabe notowania PO skłonią partię Tuska do poszukiwania jakiegokolwiek taniego i brudnego chwytu, którym można jeszcze coś ugrać. Z drugiej strony wątpię, aby pociskami najcięższego kalibru miały być poniedziałkowe rewelacje. Wizyta u papieża moim zdaniem, co do zasady przyniosła Tuskowi więcej szkód niż pożytku, ponieważ została skierowana w próżnię, jeśli chodzi o wierzących, natomiast dla lewicowego elektoratu PO Donald całujący pierścień Rybaka jest nie do zniesienia. Do tego wszystkiego doszło całe 12 minut audiencji, przy których trudno się nie uśmiechnąć pod nosem. Stara zasada głosi, że jak nie idzie, to nie idzie. Nie poszło Tuskowi i kulą w płot trafił Lis, który przypomniał sowim wiernopoddańczym istnieniu, smarując artykuł, który zapewne zostanie zgłoszony do konkursu „Hiena Roku”.



share

W nowej rzeczywistości, która się pojawiła po przewrocie politycznym na Ukrainie, wręcz nie wypada przynajmniej raz nie nazwać Władimira Putina bandytą z KGB. Każdy szanujący się celebryta i dziennikarz ma już za sobą egzorcyzm, bo jak wiadomo dotąd lepsze towarzycho było opętane miłością do Rosji Radzieckiej i uprawnianiem najlepszych stosunków, to znaczy towarzycho wystawiało zadek, a niedźwiedź robił swoje. Niestety akcja zawiera szereg pułapek, w tym tę najgroźniejszą – przyznanie racji Lechowi Kaczyńskiemu. Nie wszyscy potrafią sobie poradzić z pułapkami i dlatego próbują trzymać kurs. Co ciekawe dość sprawnie działają dziennikarze z Gazety Wyborczej, którzy jakby się pogodzili, że tę jedną rzecz można Lechowi Kaczyńskiemu oddać. Redakcja Michnika znana jest z tego typu uwiarygodniania ideologicznego przekazu, poprzez powielanie metod Putina. Od czasu do czasu zaważą oczywistość, żeby na tej bazie sprzedać setkę fikcji.



share

W tytule pozwoliłem sobie na małą przeróbkę z klasyków chamstwa i prymitywu (Lis, Wojewódzki), aby wstępnie oswoić się z materią felietonu, która mnie sporo zdrowia kosztuje. Od dłuższego czasu dla higieny osobistej i psychicznej omijam babki z „piasku” lepione przez pupili lewicowej myśli nowoczesnej, ale jako gorący przeciwnik poszukiwania oryginalności tam gdzie mammy do czynienia z oczywistością, wygnę kręgosłup i naskrobię parę zdań o Tomku i Kubie. Pojawiły się pierwsze spiski, że cała karczemna awantura między Lisem i Wojewódzkim jest grubymi nićmi szytą ustawką. Nie szedłbym tą drogą, zgoda, że mamy do czynienia z intelektualną mielizną, ale jednak tacy osobnicy swój rozum mają. Taplać w błocie kogoś z przeciwnej strony barykady, to zupełnie inna rzecz niż na oczach fanów prać brudy we własnej zonie. Lis i Wojewódzki kompletnie nic nie zyskują na zadymie, poza radością i ubawem przeciwników.

Strony